Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/682

Ta strona została przepisana.

— Jaką inną?
— Moję pupilkę.
— Pana pupilkę? — Pannę de Beaumesnil — odpowiedział baron z radością i tłumiąc gwałtowną chętkę do śmiechu, z powodu, że i on mógł teraz dręczyć kogoś podobnie, jak margrabia go dawniej dręczył.
— Panie baronie — rzekła pani de Senneterre z dumą i mierząc barona surowem spojrzeniem — czy pan myślisz ze mnie żartować?
— Mościa księżno, nie może mi pani nigdy zarzucić podobnego uchybienia.
— Więc powiedz mi pan odrazu, co znaczy to całe zawikłanie? Pytam się powtórnie, skąd pan Oliwier może powtarzać, że nie przyjął ręki panny de Beaumesnil, a teraz jednak gotów jest podpisać akt małżeństwa z nią? A potem, cóż to jest za romans o jakiejś Ernestynie hafciarce?
— Przyrzekłem margrabiemu milczenie, racz pani zatem udać się do niego w tej mierze; nikt nie potrafi lepiej od niego rozwiązywać wszelkich zagadek.
Pani de Senneterre, widząc, że się już niczego więcej nie dowie od barona, zwróciła się do pana de Maillefort, mówiąc do niego:
— Jakże, margrabio, czy się nareszcie dowiem...
— Za pięć minut, kochana księżno, dowiesz się paru o wszystkiem — odpowiedział garbaty.
I to powiedziawszy, udał się do notarjusza, któremu znowu coś szepnął do ucha.