Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/737

Ta strona została przepisana.

się, że nic w tem niema nadzwyczajnego; nie widziałem naszego przyjaciela od czasu odprawienia Marcelange‘a, który wie bardzo dobrze o mojej przyjaźni dla pana Pa’skala; zapewne więc udawał się do niego z prośbą o wstawienie się do mnie.
— Takby to można wytłumaczyć — rzekł starzec z namysłem. — Jednakże...
— Cóż takiego? mój ojcze.
— To wrażenie twojej córeczki zastanowiło mnie nadzwyczajnie.
— Co znowu, mój ojcze — odpowiedział Dutertre z uśmiechem — mówsz to dlatego tylko, ażeby się przy, podobać mej żonie. Na nieszczęście, ona cię nie słyszy, ale opowiem jej twoje zaloty dla niej...
— Mówię to, Karolu — rzekł starzec smutnie — gdyż jakkolwiek wrażenie twej córki zdaje ci się być dzieciństwem, dla mnie ma ono pewną wartość, i kiedy je porównam z niektóremi okolicznościami, które mi w tej chwili przychodzą na myśl, jak równie z tem częstem widywaniem Marcelange‘a z panem Paskalem, przyznaję, że mimowolnie czuję jaką dziwną nieufność do niego.
— Mój ojcze, mój kochany ojcze — odpowiedział Karol Dutertre ze wzruszeniem — mimo chęci twojej, i tylko przez przywiązanie dla mnie, zasmucasz mnie bardzo. Wątpić o panu Paskalu, wątpić o naszym szlachetnym dobroczyńcy. Ah! słuchaj, drogi ojcze, to pierwsze zmartwienie, które mnie oddawna spotyka. Mieć podejrzenie bez żadnych dowodów, ulegać pod wpływem przelotnego wrażenia jednego dziecięcia — dodał Dutertre z zapałem swego szlachetnego charakteru — to niesprawiedliwie, dlatego też...
— Karolu — rzekł starzec urażony żywością swego syna.
— Przebacz, przebacz, mój dobry i najukochańszy ojcze — zawołał Dutertre, chwytając dłonie swego ojca. —