Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/788

Ta strona została przepisana.

— Słuchaj, Zofjo, żałowałabym niemal, żem się tak otwarcie udała do ciebie.
— Magdaleno...
— Doprawdy, wielkie nieszczęście! Zresztą, ażeby się nie dać oszukać, nie udam się bezpośrednio do pana Paskala, ale żądać od niego będę rachunków co tydzień; mąż twój będzie je przeglądał, a jeżeli nie będą sprawiedliwe, potrafię się użalić na to memu bankierowi i zażądać kogo innego.
— Masz słuszność, Magdaleno — rzekła Zofja wracając coraz więcej do spokoju — i kontrola mego męża będzie ci może potrzebniejsza aniżeli byś myślała.
— Więc ten pan Paskal... to chciwy lichwiarz?
— Magdaleno — rzekła pani Dutertre, nie mogąc utaić swego wzruszenia — zaklinam cię, pozwól mi przemówić, jak do przyjaciółki, do siostry, oto pod jakim bądź pozorem nie poddawaj się pod jakąkolwiek zależność od pana Paskala.
— Cóż to ma znaczyć, Zofjo?
— Słowem, jeżeli ci zechce ofiarować swoje usługi, nie przymuj ich.
— Jego usług? wszakże ja nie potrzebuję żadnej jego usługi. Mam do niego weksel, pójdę lub poślę po pieniądze do jego kasy, oto wszystko.
— Prawda... jednakże... mogłabyś przez roztrzepanie... przez nieświadomość interesów przestąpić granice otworzonego ci kredytu, a wtedy...
— Wtedy?
— Wiem o tem z wła... wiem o tem od pewnej osoby, która nam o tem mówiła: że skoro tylko pan Paskal uczyni kogoś zależnym od siebie, okropnie nadużywa swego położenia.
— Co znowu! moja droga Zofjo, jak uważam, bie rzesz mnie za jakąś rozrzutnicę szaloną. Uspokój się i podziwiaj mnie; ja jestem tak porządną, że corocznie robię pewne oszczędności na moich dochodach, i jakkol-