Strona:PL Szpieg.djvu/033

Ta strona została uwierzytelniona.


rucznik rozrachowywał jeszcze jakby się za te złotych dziesięć mógł najmocniéj upić. Czuł bowiem że tą razą żona wymówek mu srogich czynić nie będzie. Pierwotna myśl napicia się wina ustąpiła daleko praktyczniejszéj skosztowania wódek i likworów u Lipkaua. Od dawna bowiem porucznik przekonał się że wina są to romanse, a rzeczywistością wódka.
Szybkim krokiem zawrócił się nazad, przebiegł część Długiéj ulicy i wpadł na Miodową. Stacya u Lipkaua, naprzeciw Trybunału Apellacyjnego znaną jest wszystkim co kiedykolwiek u bram świątyni sprawiedliwości, wyczekiwać musieli naznaczonéj godziny. Obiór tego miejsca dowodzi trafnego instynktu przedsiębiorcy, ale nawet w godzinach w których sądy i kancelarye bywają zamknięte Lipkau ma swych wiernych zwolenników, i ustaloną reputacyą. Porucznik znalazł tu jeszcze kilkanaście osób wieczerzających, a że po większéj części byli to porządniejsi ludzie, jakoś mu się wstyd zrobiło o téj porze pić tak wódkę samą. Kazał sobie coś podać a tym czasem pod różnemi pozorami zręcznie dochodził do bufetu i coraz z innéj flaszki żądał kieliszka. W jednéj z tych przechadzek od stolika do flaszek uderzyła go fizjonomija starego człowieka w skromném ubraniu, który coś jadł na boku i pilnie mu się przypatrywał. Jak to się często po długich latach niewidzenia zdarza, porucznik czuł że gdzieś tego człowieka widział a przypomnieć go sobie nie mógł. Widocznie także ów jegomość nie był pewien czy ma przed sobą znajomego ale bacznie za nim chodził oczyma.
— Co u djabła, Presler czy nie? odezwał się wreście głos od stoliczka.