Strona:PL Waleria Marrene Morzkowska Bożek Miljon.djvu/55

Ta strona została uwierzytelniona.

mowy; te wszystkie guwernantki, to istny ród jaszczurczy. Jesteś pani bardzo szczęśliwą, że masz samych synów; doprawdy zazdroszczę ci tego.
— O! niema czego doprawdy! z guwernerami stokroć większa bieda. Nie wiadomo zkąd się to bierze; a przytem ma tak dzikie pojęcia o wszystkiem, takie nieuszanowanie dla rzeczy uświęconych, tak złe manjery! Drżeć muszę prawdziwie powierzając im moich synów.
— Tak jak ja swoją córkę.
— Czy masz już kogo hrabino, na miejsce tej ładnej panny... panny... zawsze zapominam jej nazwiska.
— Zapomniałam i ja, ale nazwisko nic tu nie stanowi. Imaginuj sobie pani...
I nachylając się do ucha sąsiadki, szepnęła jej słów parę przyjętych z rumieńcem oburzenia.
— Jużto, odparła po chwili zagadniona z uśmiechem — trzeba przyznać iż dowiodła dobrego smaku; sans compliments comtesse, hrabia Wilhelm jest czarujący.
— Ależ on wcale nie zważał na nią; sam nawet pierwszy zwrócił na jej manewra moją uwagę, sam ostrzegł mnie by ją oddalić.
— To się pojmuje... w domu rodziców, guwernantka siostry — fi donc! hrabia Wilhelm est trop gentilhomme pour cela.