Strona:PL Zieliński Gustaw - Poezye, tom II.pdf/303

Ta strona została przepisana.


I wskazuje, jakby dla przestrogi,
Gdzie kierunek tej pustynnej drogi;
Któżby zechciał w kraj przekleństw i grozy,
Swe wędrowne posunąć obozy?
Walczyć z tarczą rozżarzoną słońca,
Kiedy pali ogniem swych promieni,
Albo z wichrem — gdy z końca do końca,
Na ogromnej tych pustyń przestrzeni
Rwie kurzawy, zaćmi dzienne blaski,
I jak morzem, porusza te piaski;
Któżby zechciał, złożyć tam swe kości?...
Gdyby nie miał wiary i pewności,
Że po dziennym trudzie i po znoju,
Cały tabun wypocznie u zdroju,
Gdzie zaczerpnie nowych sił i życia
Do dalszego tych pustyń przebycia.

7.

Nam te szlaki z dawien dawna znane,
Więc możemy zdobyć karawanę.
W stepach zbierzem ochoczą drużynę,
Na łup, zawsze gotowych junaków,
Którzy na wzór tych drapieżnych ptaków,
Krążą zdala, gdy wietrzą zwierzynę.
Z tą drużyną, ruszym na spotkanie
Zagłębionej w piaskach karawanie.
Zasypiemy źródła na ich drodze,
Gdy ich giaury nie znajdą — więc w trwodze
Czy kierunku złego nie obrali,