Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (1883) t. 5.pdf/266

Ta strona została uwierzytelniona.


Bartek poczyna się jąkać: „Bo... bo...” Nagle słowa Wojtka przychodzą mu szczęśliwie na pamięć, wybucha więc prędko, by nie przekręcić:
— Bo to także Niemcy, tylko ścierwa gorsze!
Twarz staréj Ekscelencyi poczyna tak drgać, jakby jego Ekscelencya miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Po chwili jednak jego Ekscelencya zwraca się do majora i mówi:
— Miałeś pan słuszność.
Mój Bartek, kontent z siebie, stoi ciągle jak struna.
— Kto wygrał dziś bitwę? — pyta znowu generał.
— Ja, Celencyjo! — odpowiada bez wahania Bartek.
Twarz Ekscelencyi poczyna znów drgać.
— Tak, tak, ty! A oto masz nagrodę...
Tu stary wojownik odpina krzyż żelazny z własnéj piersi, następnie schyla się i przypina go Bartkowi. Dobry humor generała drogą zupełnie naturalną odbija się na twarzach pułkownika, majorów, kapitanów aż do podoficerów. Po odjeździe generała, pułkownik daje ze swéj strony Bartkowi dziesięć talarów, major pięć i tak daléj. Wszyscy powtarzają mu, śmiejąc się, że wygrał bitwę, skutkiem czego Bartek jest w siódmém niebie.
Dziwna rzecz. Jeden tylko Wojtek nie bardzo jest z naszego bohatéra zadowolony.
Wieczorem, gdy zasiedli obaj przy ognisku i gdy szlachetna twarz Bartka zapchana była kiszką grochową, tak dokładnie jak sama kiszka grochem, Wojtek ozwał się tonem rezygnacyi:
— Oj ty Bartek, głupi jesteś, bo głupi...
— Albo co? — mówi przez kiszkę Bartek.