Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (1883) t. 5.pdf/291

Ta strona została uwierzytelniona.


Boegową i oto bulknęło w beczce, a po chwili widać z niéj było sterczące nogi Boegego i poruszające się gwałtownie. Boegowa wypadła z domu:
— Pomocy, ratunku!
Przytomna kobiéta wywróciła natychmiast beczkę i wylała męża wraz z pomyjami na ziemię.
Z poblizkich domów koloniści pospieszyli na pomoc sąsiadom.
Kilkunastu Niemców rzuciło się na Bartka i poczęli okładać go to kijami, to pięściami. Powstało ogólne zamięszanie, w którém trudno było odróżnić Bartka od wrogów: kilkanaście ciał zbiło się w jedną massę, poruszającą się konwulsyjnie.
Nagle jednak z massy walczących wypadł jak szalony Bartek, dążąc co sił do płotu.
Niemcy skoczyli za nim, jednocześnie jednak dał się słyszeć przeraźliwy trzask płotu i w téjże chwili potężna żerdź zakołysała się w żelaznych łapach Bartka.
Odwrócił się zapieniony, wściekły, wzniósł ręce z żerdzią do góry: pierzchli wszyscy.
Bartek sunął za niemi.
Szczęściem nie dogonił nikogo. Przez ten czas ochłonął i począł rejterować ku domowi. Ach! gdyby miał przed sobą Francuzów! Odwrót ten unieśmiertelniłaby historya.
Było tak: napastujący w liczbie blizko dwudziestu ludzi, zebrawszy się, nacierali na nowo na Bartka. On cofał się zwolna, jak odyniec party przez psiarnię. Chwilami odwracał się i zatrzymywał, a wtedy zatrzymywali się i goniący. Żerdź przejmowała ich zupełnym szacunkiem.