Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (1883) t. 5.pdf/294

Ta strona została uwierzytelniona.


bińcom, że ich teraz Niemcy będą nogami kopać, za to, że oni Pognębińcy, tak dzielnie bili Francuzów, ilekroć była sposobność. Ale co do siebie, był pewny, że sąd i rząd ujmą się za nim. Tam przecie będą wiedzieć, co on za jeden i co on na wojnie robił. Choćby nie kto inny, to Steinmetz ujmie się za nim. Przecie Bartek przez tę wojnę i zbiedniał i chałupę zadłużył, toć przecie nie odmówią mu sprawiedliwości.
Tymczasem do Pognębina przyjechali po Bartka żandarmi. Spodziewali się widać strasznego oporu, bo przyjechało ich aż pięciu z nabitymi karabinami. Mylili się. Bartek o oporze nie myślał. Kazali mu na brykę siąść: siadł. Magda desperowała tylko i powtarzała uparcie:
— Oj, trzebaż-ci było tych Francuzów tak wojować? Maszże teraz biédaku, masz.
— Cichéj, głupia! — odpowiadał Bartek, i uśmiechał się po drodze dość wesoło do przechodzących.
— Ja im pokażę kogo krzywdzili — wołał z bryczki.
I ze swemi krzyżami na piersiach jechał jak tryumfator do sądu.
Jakoż sąd okazał się na niego łaskawy. Zgodzono się na istnienie okoliczności łagodzących. Bartek osobiście skazany został tylko na trzy miesiące więzienia.
Prócz tego, skazano go na zapłacenie stu pięćdziesięciu marek tytułem wynagrodzenia rodzinie Boege i innym „obrażonym na ciele kolonistom.”
„Zbrodniarz wszelako, pisała w sprawozdaniu sądowém Posener Zeitung, nietylko po odczytaniu mu wyroku nie okazał najmniejszéj skruchy, ale wybuchnął tak