Strona:Pisma Henryka Sienkiewicza (1883) t. 5.pdf/309

Ta strona została uwierzytelniona.


obywatele tłómaczą właśnie pani, jak się obliczanie głosów odbywa. Słyszała to ona już sto razy, ale jeszcze chce słyszeć. Ach! bo przecie chodzi tu o to, czy ta miejscowa ludność będzie miała w parlamencie obrońcę czy wroga? Za chwilę się to rozstrzygnie, nawet za małą chwilę, bo na drodze powstaje nagle kłąb kurzu. „Proboszcz jedzie! proboszcz jedzie!” powtarzają obecni. Pani blednie. Na wszystkich twarzach znać wzruszenie. Są pewni zwycięztwa, a jednak ostatnia chwila przyspiesza bicie serc. Ale to nie proboszcz, to włódarz wraca konno z miasta. Może co wié? Przywiązuje konia do kołka i spieszy do dworu. Goście z gospodynią na czele wypadają na ganek.
— Są wiadomości? Są? Nasz pan wybrany? Co? Chodź tu! Wiesz na pewno? Rezultat ogłoszony?
Pytania krzyżują się i padają jak race, a chłop rzuca czapkę do góry.
— Nasz pan wybrany!
Pani siada nagle na ławce i przyciska ręką falujące piersi!
— Wiwat! wiwat! — krzyczą sąsiedzi. Wiwat!
Służba wypada z kuchni. — Wiwat! „Pobite Niemcy! Niech żyje poseł! I pani posłowa!”
— A proboszcz? — pyta ktoś.
— Zaraz tu będzie — odpowiada włódarz — jeszcze reszty obliczają...
— Obiad dawać! — woła pan poseł.
— Wiwat! — powtarzają inni.
Wchodzą znów wszyscy z ganku do sali! Powinszowania panu i pani płyną już spokojniéj, sama pani tyl-