Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/270

Ta strona została uwierzytelniona.


Jak zejść, a nie paść? Miłość wszystko czyni
Równem... Radosną tę prawdę w świątyni
Mojego serca własnego słyszałem.
Ta miłość sprawia i z robactwem małem,
Co pełza trawą porosłym rozłogiem,
Że się w kochaniu i czci łączy z Bogiem...

Oblubienico! Siostro i Aniele!
Gwiazdo mej doli, co się w mrokach ściele!
Zapóźnom kochał, zawnet wielbił ciebie!
Czemuż na błoniach nieśmiertelnych — w niebie,
W obliczu Boga, wśród Jego kościoła,
Duch mój przed tobą nie pochylił czoła
Od pierwszej chwili? Lub czemu na ziemi
Nie szedł twym cieniem, w ślady za twojemi
Kroki, od miejsc tych z daleka! zdaleka?!
Dziś — ja cię kocham i czuję, jak rzeka
Mojego serca pieczęcią zamknięta,
Aby jej fala przejasna i święta
Została tobie, której łez tych zdroje
Rozkosz sprawiają. A my, my oboje
Czyż nie jesteśmy, jak muzyczne znaki,
Różne, a przecież tworzące jednaki
Dźwięk, nie skłócony zgrzytem — dźwięk, co dzwoni
Nutą tak czystą, że w jego harmonii
Drżą wszystkie duchy, jak liście na drzewie,
Drżące na wiatru przeciągłym powiewie.

Twa mądrość we mnie — i nie dbam o skały,
O które mężne serca się łamały.
Jam się przenigdy nie zgadzał z tym tłumem,
Którego dzisiaj wszystkim jest rozumem