Strona:Poeci angielscy (Wybór poezyi).djvu/281

Ta strona została uwierzytelniona.


My pod jej skrzydła skryjem się rozwiane,
A ponad nami Burze rozpasane
I błoga Cisza, Dzień i Noc popłyną —
Tajemne sługi — niezmierną głębiną.
Tu, gdzie sklepienie nieb iońskich płonie,
Wyspa jak odłam Raju w falach tonie;
A że tu przystań nie była bezpieczna,
Z wyspy tej puszcza zostałaby wieczna,
Gdyby nie wyrósł tutaj lud pasterzy,
Niewinny, prosty, odważny i świeży,
Owiany jeszcze owem rajskiem tchnieniem,
Które spłynęło złocistym strumieniem
Z wieku złotego. Tu egejskie wody,
Rozbłękitnionej przepełne urody,
Zmiennymi przystań otaczają pasy
Piany i dźwięków, blasków zmiennej krasy,
I sypki piasek i jamy jaskinne
Pocałunkami zlewają. Tu zwinne
Wiatry, wiejące wzdłuż morskiego brzegu,
Falują głębie w swym falistym biegu;
Tu bóstwa lasów swoje kształty kryją;
Tutaj się rzeki i strumyki wiją
Rozbłękitnione, jako dyamenty,
Lub, jak poranek, chmurami nietknięty.
Ścieżki się gubią śród gestwinnej łozy, —
Sarny tu skaczą i zdziczałe kozy —
Pasterz, do roku ledwie raz zachodzi —;
Pełno tu polan, altan, grot i hal, w powodzi
Bluszczu tonących, na które przejrzyste
Zlewają krople wodospody szkliste,
A z ich szelestem, gdy te krople sączą,
W południa pieśni słowików się łączą.