Strona:Rozmaitości i powiastki Jana Lama.pdf/14

Ta strona została skorygowana.

Francji z piękną ale ubogą panienką. Z tego małżeństwa urodził się nasz adjutant, panna Henryka Kotwicka.
Po kilkunastoletnim pobyciu za granicą — pan Władysław uwierzył w to, co nazwano „amnestją“ i zapragnąwszy widzieć rodzinne strony, wrócił do kraju.
Według zrobionego potajemnie układa familijnego, którego dotrzymanie pan Karol ojcu był poprzysiągł, powinien był oddać teraz bratu połowę majątku. Wiedziano o tem w sąsiedztwie, a gdy pan Władysław zjechał do Zabrzeziniec, swego ojcowskiego gniazda, wszyscy byli pewni, że wkrótce odbierze swoję schedę. Majątek był bardzo znaczny, panna Henryka była piękną i jedynaczką; nie dziw tedy, że zaraz po powrocie tułaczów, Zabrzezińce poczęły zwabiać wielką liczbę gości z bliska i z daleka. Między najczęstszymi był pan Henryk Łąkowski, który wśród ciągłych zabiegów około podreperowania zadłużonej fortuny, ponawoził już był mnóstwo koszyków do domu; tą razą atoti podobał się pannie, nie wiem dla czego — ale panny miewają zwykle dziwne gusta. Zdaje mi się nawet, że się panna Kotwicka bardzo w nim zakochała, musiały w tem pewnie być jakieś gusta. Dość, że trwało to prawie rok cały, ale wśród tego wszystkiego, pan Karol ociągał się z oddaniem bratu ojcowskiej puścizny — a nareszcie oświadczy! stanowczo, że pan Władysław będąc za granicą, wybrał już wszystko, co mu się należało — i kazał mu się wynosić z Zabrzeziniec.
Rzecz całą zlecono potem rozstrzygnięciu sądu polubowego, który oczywiście wydał wyrok korzystny dla pana Karola, jako powszechnie znanego i poważanego obywatela, podczas gdy pan Władysław uchodził za Bóg wie co, za zawołokę, demagoga, czy jak tam oni to na-