Strona:Selma Lagerlöf - Opowiadania.djvu/90

Ta strona została przepisana.


tchu i rozmysłu. Grała pani niejako z gardłem obandażowanem i rękami w okowach. Pierwszy raz niemożliwem było, żeby się pani powiodło, dziś musi pani wypocząć, ale jutro — czy chce pani jutro spróbować?
Siostra Oliwia namyślała się. Czasami, kiedy odniosło się porażkę, czuje się, że pójdzie lepiej następnym razem. Ale ona, usłyszawszy propozycyę dyrektora, nie czuła nic podobnego. Nie miała sił raz jeszcze podjąć walkę. Nie miała nawet ochoty. Mimo, że tak źle poszło, cieszyła się jednak, że już przeszło.
Podziękowała więc dyrektorowi i odmówiła.
Dyrektor spojrzał na nią przenikliwie i począł mówić o czem innem.
Kiedy wstał, aby ją pożegnać, rzekł jakby przypadkiem:
— Spotkamy się przecież jutro na próbie, nieprawdaż, pani?
Przy tych słowach siostra Oliwia zlękła się tak bardzo, że omal nie upadła. Czuła, że jeśli znów wystąpi, będzie ją zawsze opanowywała ta sama niepewność i to samo skrępowanie, jak na poprzednim wieczorze. Naraz zrozumiała, że nie może już grać żadnej roli. O tem siostra Oliwia przedtem nie myślała, ale w chwili, kiedy dyrektor powiedział jej, żeby przyszła na próbę, pojęła to jasno.
Siostra Oliwia wzięła ośmiodniowy urlop, a kiedy wróciła do swego zajęcia, była wesoła