Strona:Stanisław Witkiewicz-Juliusz Kossak (1906).djvu/007

Ta strona została przepisana.


rym mówi Nietzsche, — mściwej nienawiści przeciw wszystkiemu, co już było, co jest, co nie może już więcej być w przyszłości. »Na wyłomie« stawali wielkiego talentu i temperamentu polemiści, zatykając na zdobytych rumowiskach dotychczasowych ideałów, sztandar Wiedzy, — wiedzy takiej, jaka wówczas obowiązywałą świat naukowy europejski, i była dla owego pokolenia kryształem ostatecznej prawdy.
Rozpaczliwy zgrzyt Słowackiego: »Choć pióro moje w twojej krwi zaszargam, sięgnę do wnętrza trzew twych i zatargam«, był zwykłem, przez powołanych i niepowołanych, używanem hasłem, w artykułach społecznych; inni pisali o wszystkiem, zaczynając od słów: »Światła, światła! wołał umierający Goethe..« »Nagi trup Leonidasa«, »bez czerwonego kontusza, bez złotego pasa« porywał wyobraźnię... Czysta i wielka, nadludzka jakaś, niezależna od ras i klimatów zorza wszechwiedzy, miała objąć wszystkie ludy i stopić je w jedną olbrzymią wszechludzką duszę...
Jednocześnie jednak, wystraszone i zanemizowane społeczeństwo przykrywało swoje sobkowstwo i zmateryalizowanie temiż hasłami pozytywistycznemi. Żydowski handel i niemiecki przemysł, i cała ta robota nad zdobywaniem grosza stawały się cnotą społeczną pod znakiem: »Pracy organicznej«. W społeczeństwie tworzyło się pewne zamięszanie pojęć, i występowało wyraźnie obniżanie się ideałów życia.
Swojski i popularny ideał, z przed niewielu laty, zanikał, rozlewał się w kosmopolitycznym geszefciarzu, lub »pozytywiście« nowy dotąd się nie uformował, nie określił; nowe pojęcia tkwiły luźnie w społeczeństwie nienapiętnowane i nieprzesiąknięte jego cechami indywi-