Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/111

Ta strona została przepisana.


— Tak, tak, zaraz — rzekł pan Opadzki.
Mieszczanie skłonili mu się do stóp i zwolna opuścili izbę. Tegoż wieczora Franuś na czele kupy hajduków i parobków dworskich aresztował Puluta i Felka. Obadwaj wtrąceni zostali do loszku miejskiego, gdzie za dawnych czasów przestępców trzymano.

III.

Felek, wyprowadzony na świat z ciemnicy, biegł szybko między rosłymi drabami, którzy go szturchali i naglili do pośpiechu. Był dopiero świt wczesny. Ogromne drzewa parku tonęły we mgle, przestworów i wsi dalekich wcale jeszcze nie było widać. Chłodna rosa kwietniowa śnieżną farbą powlokła czarne dachy w miasteczku, skiby roli odwróconej, górne żerdzie w płotach i daszki na murach, okalających cmentarz i kościół. Gromadka, prowadząca Felka, przebiegła dwie piaszczyste uliczki, minęła rynek, dokoła którego stały mieszczańskie domostwa z wystającemi podcieniami na słupach, i okrążyła mury cmentarne. Niegdyś były tam zapewne fortyfikacye obronne, bo resztki grubych murów widać było tu i ówdzie, przytulone do występów i urwisk gliniastych. Całe to miejsce od dawien dawna nazywano Zamczyskiem. Mocne kamienne ściany, przerośnięte bluszczami, tarniną i berberysem, waliły się, rozsypując na okół kupy gruzów. Gdy Felka wyprowadzono za cmentarz, oczom jego ukazał się duży tłum ludzi, zgromadzony przy jednej z takich resztek starego zamku.