Strona:Stefan Żeromski - Wczoraj i dziś. Serya druga.djvu/55

Ta strona została przepisana.


melodyi. Zdawało się, że z głębi tych zimnych pieczar głosi epos natura — o przedwiecznych pracach kropel, o wiekuistem zwycięstwie wód i umieraniu kamienia, o wielkich pochodach lodu, o nacisku, który cierpią skały i o cieple, rodzącem walki...
Kupa żołnierzy austryackich, odepchnięta do schroniska, dała widocznie znać o przybyciu Francuzów, bo szczyt przejścia Grimsel ożył niejako. Na starej dróżce ukazywały się tłumnie białe figurki z wielkimi czarnymi łbami, nie większe od koników polnych, i zajmowały sprawnie każde załamanie się perci, idącej po stromem zboczu nieregularnymi skrętami i zębami. Gudin wysłał swoje dwie kompanie pod samo schronisko i polecił im przez dzień cały ukazywać się, cofać, odbudowywać most, wspinać na skały i wogóle sprawować, jak awangarda napastniczej kolumny. Sam przeleciał na koniu galopem cały ów wązki zakręt, dotarł do podnóża góry, wszystkiemu się przyjrzał i co koń wyskoczy wrócił do brodu. Przebył rzekę ~ i w towarzystwie tylko dwóch subalterów oraz luzaka, dozorującego konie, śpiesznie wrócił na miejsce, skąd całe wojsko poczęło iść na góry. Czarne ślady na rosie, zdeptane trawy i ułamane krzewy wskazywały mu kierunek pochodu. Generał i dwaj oficerowie zsiedli z koni, zostawili je żołnierzowi, a sami odrazu puścili się w drogę. Gudin biegł pod górę jak jeleń w swych węgierskich butach, za których ugalonowane, krótkie cholewy nalało mu się pełno wody podczas przebywania rzeki. Z umęczenia i niepokoju wewnętrznego niebawem tchu mu zabrakło, więc odwiązał z bioder szarfę, z szyi chustkę, rozpiął frak, kamizelkę, koszulę i tak z odkrytą piersią sadził na przełaj. Ośm-