Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/133

Ta strona została skorygowana.


Jako śpiewak miłości, ze szczególną mocą przemawia do nas językiem starej Romy Jan Kochanowski w elegji trzeciej księgi pierwszej. Uwikłany w sieci zdradliwej syreny, żywemi kolorami maluje stan swego ducha:

„Miłości, za cóż mię udręczasz tylu klęski?
I tu i owdzie pchniesz, tak silnie, tak zdradziecko!
................
Pod twardą dolą twą zniszczało życie moje,
Bez folgi jarzmo rznie i ciśnie kark żelazem...
Niechże zapomnę mąk, niech serce uspokoję!
Ja nienawidzę jej! — dlaczegóż kocham razem?“

Był czas, kiedy młody pieśniarz doznawał wzajemności. Chwila ta minęła. Płocha córa Francji na kogo innego czułe rzuciła spjrzenie, a poetę trawi ogień niezaspokojonej żądzy. „Stoi za progiem drzwi i próżno w nie kołace“... To gniew, to miłość miota nim naprzemiany. Ucieka z miasta na wieś, kryje się w gęstwinę leśną, napróżno:

„Do miasta wrócę znów, — żegnaj zielony lesie!
Przykro mi w gajach żyć — precz wioski, — precz mi zdroje!
I miasto nudzi mię — i życie — umrzeć chce się —
Zdradny miłości bóg zamroczył chwile moje“...[1]

Współczesny Kochanowskiemu, o dwadzieścia kilka lat młodszy, a wcześniej zmarły, Mikołaj Sęp Szarzyński, przekazał potomności jeden tylko jęk zranionego serca — głęboki, choć tajemniczy i eklezjastycznym okrzykiem stłumiony:

„I niemiłować ciężko i miłować
Nędzna pociecha, gdy żądzą zwiedzone
Myśli cukrują nazbyt rzeczy one,
Które i mienić i muszą się psować“.

Żywsze odgłosy namiętnych wzruszeń (bez przymieszki uczuć religijnych) dobywają się od czasu do czasu z piersi Szymona Zimorowicza (wiek XVII), któremu „wściekła Lachezys“ w wiośnie żywota „kosą podcięła nogi:“

„Rozyna mi w taneczku pomarańczę dała,
A potym i wianeczek dać przyobiecała;
Ale gdym jej pomagał wesołego tańca,
W ogień się obróciła ona pomarańcza“...
................
Teraz wiem, co jest miłość: nie Wenus łaskawa
Spłodziła ją, lecz lwica na pustyni krwawa“...

Szczęśliwe chwile w miłości — miękkim idylicznym językiem opiewa Szymon Szymonowicz (1558—1629) w swoich Kołaczach i Zalotnikach. Andrzej Morsztyn (w. XVII) jest najpłodniejszym i najstrojniejszym z pośród erotyków staropolskich; ale nie znajdujemy u niego ani jednej strofy, któraby nas wzruszyła. Braku istotnej siły uczucia i siły wyrazu, żaden dowcip, żadne nie zastąpi pozowanie. Wiek XVIII nie dostarczył Polsce erotyka, nietylko Kochanowskiemu i Zimorowiczowi, ale nawet Morsztynowi równego; Karpiński i Kniaźnin jużto ckliwe, jużto wątłe z lutni swej wydobywają tony.

  1. Przekład Wł. Syrokomli.
121