Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/136

Ta strona została przepisana.
zatrzymujesz rękę od posiłku wiernych? Czemu nie wyciągniesz prawice Twojej na ratunek w Tobie ufających? Powstań, o Boże, rozsądź sprawę naszę; wspomnij na hańbę ołtarzów Twoich!...“

Poeta, wraz z kadzidłem chwały, śle ku niebu jęk zwątpienia i wyrzutu... Wawrzyny dopiero wiedeńskie rozradowały i uczuciem dumy napełniły serce wieszczka:

„Wypadajcie, młodsi i kto broń w ręku uniesie, na zdjęte strachem nieprzyjacioły, a wy, starcy, z niebitną gawiedzią, tryumfalny hymn zaczynajcie. I uczyńcie okrzyk wesoły, jako po wygranej bitwie i niech publicznej radości ogniami Stefanowa rozjaśnieje wieża!...“

Czytając to, wyobrażamy sobie, że Kochowski (który zresztą, jako twórca wiersza p. t. „Bando na Arjany“, nie zasłużył na wdzięczne u potomności wspomnienie), olbrzymim krokiem przeskakuje przestrzeń, dzielącą go od poetów epoki Mickiewiczowskiej, podaje im dłoń braterską i słowem, niby chlebem się dzieli.

Rzućmy wreszcie okiem na „Barda polskiego“, najpiękniejszą z liryk w literaturze staropolskiej. Autorem jego jest ks. Adam Jerzy Czartoryski (syn generała ziem podolskich), mąż, którego życie streszcza w sobie niemal całą historję wstrząśnień politycznych i zarazem dolę odrodzenia umysłowo—moralnego naszej społeczności w ostatnich latach XVIII i pierwszych XIX stulecia. „Bard Polski“ zostaje z natchnieniami drużyny filareckiej w daleko bliższej niż „Psalmodja“ łączności[1]. Autor żywemi barwami kreśli obraz skonu Rzeczypospolitej, boleje nad niedolą swego społeczeństwa, pyta: dlaczego, za co cierpimy, i w głębi umysłu wzburzonego żadnej nie znajduje odpowiedzi; bo teraźniejszość grobowym przytłacza pierś kamieniem, a dalsza przeszłość przed oczyma ducha w obłoku jaśnieje świetlanym.

„Za cóż to, rzekł, — za jakież ojców ciężkie zbrodnie
Gniew Jehowy dosięga nas, nieszczęsne syny?
Porwawszy w dłoń bezbożną zniszczenia pochodnię,
Czyśmy kiedy szli gnębić bezbronne krainy?
Śmierć bladą i głód, i grzech, i rozpacz, i łkanie,
Okiść smoły piekielnej, potrząsając na nie?
Czy niewinny w kajdanach, czy ufny zdradzony?
Czy przeciw nam cierpiących powstały miljony
I rzekły: Oni z bliźnich śmieją się męczarni —
Podbijacze bez serca, tyrani bezkarni
Zabójcę szczęścia ludów — prawa ich zdeptali —
Niech się piorun kar boskich nad Polską zapali!?
Lecz nie, — to nasza ziemia; tu naród nasz stary
Żył od wieków; tu ojców groby i obszary!
Cudzego nigdy chciwi, swojego zbyt hojni,
Żyć, przestając na swoim, chcieliśmy spokojni“

  1. Utwór ten, składający się z sześciu ustępów, raz tylko wydrukowany w „Skarbcu historji polskiej“ (1840, t. 1, 465—489), należy dziś jeszcze do najmniej znanych płodów literatury naszej. „Złota przędza“ pomieściła z „Barda polskiego“ dwa niecałe epizody. Wyjątki i streszczenia są w T. IV Dzieła Dębickiego Puławy, str. 206—219.