Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/225

Ta strona została przepisana.


— Wszyćko jedno? Oh! to już wiem, co to jest!...
— Wiecie?... — pytam się zdziwiony.
— No dyć! — odpowiada — jeśli komendyje, to wiem!.. widziałem je!
— Widzieliście?... kiedy?
— Ano bedzie temu... zaraz... — tu jął sobie przypominać w sposób chłopom właściwy — Zaroz, zaroz... Banasikowa krowa się ocieliła... Wojtek złomoł radło... a ten... zaroz, zaroz... aha!... bedzie temu akurat lat dwadzieścia pięć. Zgodziłem sie na flis... Oh, bo za młodu flisok był ze mnie co sie nazywo. Mieliśwa płynąć ze solą do Zawichosta... naładowaliśma krypy u Podgórza[1] i puscoj!... cóz kiej wody brak... ani rus płynąć... do dom także wrócić nie było można, bo zgoda była na obowiązek... zreśtą strawne[2] płacą, to siedź i cekój az woda przybierze... tak tyż i było... bonowałem se po onym Krakowie, kiejby jaki pon!... roboty zodnej, ino spacyry to po Kaźmierzu, to po Stradomiu... kaj kto chciał! Roz pomnę przysedem na plac pod Zamek... wiecie kaj?...
Skinąłem głową na potwierdzenie, nie przerywając mu ani jednem słowem opowiadania, on zaś ciągnął dalej:
— Otóż przysedem na ten plac jakoś przed wiecorem... patrzę jakoś buda!... Ki cort! myślę se... ze ziemi wyrosła, cy co?... wcora nic a nic nie było na placu, a dziś jest taki gmach!... Przeżegnałem się po chrześcijańsku, i zdziwiony pytom się jednej przekupki, co niedalecko tamoj siedziała:
— Pani!?... a ona pedo:
— No?... Wskazuję jej budę i pytom:
— Cóz to to?... a ona mi na to:
— Idź, chamie, to uźrys... Idź, idź, myślę se... abo to tam puscą?... oblozłem oną budę naokolusieńko... Kataryna grała jaz nogi wiergały... wtem patrzę... jakieś okienko, a w nim jakaś pani... podchodzę i pytom: Pani?!... a ona: No?... jo znów się pytom: a można tam wliźć do onej budy? a ona na to: kup bilet to wlizies... Kupić?... a cóz to kostuje? A ona pedo: seść starych grajcarów (12 groszy). Stuk grosa myślę se... skoda marnować... ale z drugiej strony znowu se tak myślę: idzies na ten flis... zwiedzis siła świata... płynies to Wisłą, to Norwią... Muchowcem... zawadzis to o Warsawę, to o Brześć to o Gdańsk... a gdy wrócis na jesieni do dom, wszyscy się pytają: cóześ w świecie widzioł?... a ty godos... umhu!...
Waguję se tedy to tak, to owak... wreście wyjonem piniądze i kupiłem bilet... wlozłem do środka na okrutny chór... patrzę... a tam jedna psio-krew na ciukach[3] chodziła!...
Po tej długiej opowieści zwraca się do mnie i zapytuje:
— Cy i wy, panie Jonie, takim samym ciukowcem jezdeście?...
— Co?
— No?... cy takie same komendyje pokazujecie?
— Ja?... uchowaj Boże!
— Jakto? przecież to, com widzioł, były komendyje... a wy jezdeście tyz w komendyjach?...

Masz djable kaftan!... pomyślałem teraz ja z kolei... mają mnie tutaj za akrobatę... jak tu z tego wybrnąć?... Co im tam wtenczas naopowiadałem jak a je st różnica między teatrem a wędrownym cyrkiem, trudnoby mi było

  1. Podgórze, miasteczko na prawym brzegu Wisły przy Krakowie.
  2. Strawne, tygodniowa płaca na życie.
  3. Ciuki, duże palce u rąk.
213