Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/266

Ta strona została przepisana.


mu tłómaczyć różne zjawiska atmosferyczne — słowem: był niewyczerpanym w rzucanych zapytaniach. Oczy świeciły mu gorączkowo, często przerywał wykrzykami: „Taugani! jacyście wy szczęśliwi, że macie tyle pięknych rzeczy! Wiecie wszystko! My, jak dzieci bezrozumne! O, Ujani, — dodawał, żegnając — gdy będziesz powracał do swego kraju, zabierz mnie z sobą!“
Powoli człowiek ten szczerze przywiązał się do mnie, towarzyszył mi wszędzie, powtarzał, że pragnie dać dowód przyjaźni. Nie przeczuwał, że da najwyższy w owej wycieczce...
Nie będę jej opisywał, powiem tylko, że po niezliczonych przeszkodach, zatargach, często zbrojnych, z naczelnikami wiosek mijanych po drodze, noclegach w lesie, wśród gąszczów, gdzie bezpieczniej niż w miastach, dotarliśmy do jednego z najliczniejszych szczepów Fan, kraju zwanego „Undele“.
Wieść o przybyciu karawany białego rozeszła się lotem błyskawicy; jak wszędzie, tak i w Undele fetyszerzy podburzyli naród, i wioski wszystkie wysłały zbrojnych wojowników; zebrał się tłum parotysięczny, który rozłożył się obozem nad brzegiem małej rzeczki, stanowiącej granicę kraju. Dalszą więc drogę miałem zamkniętą.
Bębny sygnałowe uprzedziły nas, iż wróg przejście strumienia będzie uważał za wypowiedzenie wojny. Mając za słabe siły, aby iść przebojem, rozłożyłem się również obozem, postanawiając probować układów, podarkami przejednać wrogów.
Przygotowałem dwa kuferki pełne najpiękniejszych tkanin, kilka fuzji. Kto miał być jednak pośrednikiem? Kto odważy się zanieść te dary do obozu nieprzyjacielskiego? Ludzie moi odmówili stanowczo, żądali odwrotu, grożąc, że zostawią mnie samego; bunt ogarnął wszystkich, nie wiedziałem teraz, gdzie groźniejszy nieprzyjaciel: w Undele, czy we własnym obozie...
Sulla stał oparty o drzewo, nic nie mówiąc; naraz zbliża się powoli, podnosi swą miotełkę — rodzaj berła — w górę i odzywa się w te słowa: — „Nikczemni! chcecie opuścić taugani wtedy, gdy niebezpieczeństwo mu grozi? Czy nie płaci wam dobrze, waszym kobietom, dzieciom nie daje lekarstw, a zmarłym podarków, które rzucacie do grobów? I teraz wśród nas nie ma nikogo życzliwego? Nie! Sulla mu dowiedzie, że nietylko w słowach jest przyjacielem!“...
Skinął na swego brata, porwali dwa owe kuferki; na odchodnem rzucił mi jeszcze: „Jeżeli nie wrócę, pamiętaj, Ujani, o mej matce!“...
Cała ta scena trwała tak krótko, że zanim obecni zdążyli wraz ze mną podnieść protest, Sulla z małoletnim bratem zniknęli w gąszczu, a w kilka minut byli już na przeciwległym brzegu... Gorączkowo wyczekiwaliśmy ich powrotu... W godzinę może, krzyk i lament w moim obozie był zwiastunem nieszczęścia... powracał brat Sulli, lecz sam!...
Z jękiem rozpaczy biegło ku mnie biedne dziecko, niosąc w rękach ciepłą jeszcze głowę brata!... Nie! nie zapomnę nigdy tej sceny! Oczy zabitego przyjaciela, otwarte szeroko, widzę do dziś dnia!...

Gorące pragnienie zemsty opanowało nas wszystkich, rozpytywaliśmy o szczegóły. Napróżno Sulla starał się usposobić dobrze wrogów, składał im dary, przyrzekając większe, gdy biały wstąpi w ich kraj. W odpowiedzi zostali skrępowani, fetyszerzy odcięli głowę nieszczęśliwego posła, i oddali ją przerażonemu dziecku, mówiąc: „Jesteś wolnym! Wracaj do obozu taugani i powiedz, że i jego czeka los podobny, jeżeli przejdzie rzekę!“...

254