Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/283

Ta strona została przepisana.


każda następna jest przedewszystkiem zasadniczą negacją poprzedniej. Tak nasi klasycy nie wzięli w siebie ani ducha, ani form literatury Zygmuntowskiej, nie usiłowali nawet nawiązać z tą epoką, chociaż tak swoją, tak wielką i świetną, tylko szukali wzorów dla siebie, bądź w literaturze łacińskiej, bądź u klasyków francuskich. Ich przewodnicy wydali nawet otwartą wojnę tej epoce: Trembecki, chociaż się uczył języka na tamtoczesnych pisarzach, drwił z sarmatyzmu, którym określał wszystko, co swojskie, a Osiński nie dopuszczał nawet idei narodowości w literaturze. Był to zaród śmiertelny w ich duszy, bo społeczeństwo, nie będące ciągle świadomem swojej przeszłości, jest jak człowiek bez pamięci, zdolny jeszcze tylko do pracy fizycznej i niewolniczej. Mimo to klasycy położyli niezaprzeczone zasługi około literatury, bo zachowali język i wprowadzili weń nowe zwroty i formy, nawiązali bliższe, duchowe stosunki z europejską kulturą, zostawili po sobie dzieła, niemogące wprawdzie służyć jako wzory co do wykonania, ale pełne idei, a w każdym razie byli ważnem i samoistnem ogniwem w łańcuchu ogólnego rozwoju.
Romantyzm, chociaż sam także z zagranicy do nas wniesiony, zaledwie zaczął swoje pierwiosnki rozwijać, uderzył przedewszystkiem na szkołę klasyków. Ich dzieła zostały ogłoszone jako nie mające żadnej wartości. Prócz Mickiewicza, który pilnie ich czytał, nikt z młodszych romantyków nawet do nich nie zaglądał, a kiedy romantyzm zlał się zupełnie z ideą demokratyczną, to ogłoszono je za szkodliwe i wydano nawet na nie wyrok zapomnienia i śmierci. Sam jeszcze pamiętam te czasy, kiedy w pewnych sferach nie można się było przyznać do tego, że się czyta Trembeckiego albo Koźmiana i trzeba ich było czytywać ukradkiem. Cała powódź ówczesnych utworów romantycznych nie wzięła w siebie ani jednej formy, ani jednej myśli, ani jednego oddechu ze szkoły klasycznej. Klasycy zapomnieli, a romantycy zmazali wszystko, co było przed nimi: i jedni i drudzy zaczynali od siebie.
Niemal to samo stało się z romantyzmem, kiedy w literaturze rozległ się naturalizm, opierający się na pozytywizmie, a także z zagranicy do nas wniesiony. Zasługi romantyzmu są daleko cenniejsze, niż klasycyzmu: ale kto ma wielkie zalety, miewa częstokroć i wielkie wady. Romantyzm ma wiele grzechów na swojem sumieniu: jego intuicyjna filozofja była równie pretensjonalną, jak naiwną zabawką, jego demokratyczna idea grzeszyła śmiertelnie swoją wyłącznością, jego poezja podniosła się z czasem zanadto wysoko ponad rzeczywistość, aż w końcu, wprowadziwszy zdrowe uczucie miłości ojczyzny w stan chorobliwy, w jakąś epilepsję miłości, wywołał romantyzm straszliwą burzę, która obaliła wszystko, co w społeczeństwie stało na nogach i z całego żyjącego stworzenia zostawiła tylko korzenie, których szalejące orkany nie mogły wydrzeć z wnętrzności ziemi. Ale romantyzm położył niespożyte zasługi około literatury: on rozbił ów kunszt rzemieślniczy, który klasycy nazywali poezją, a zastąpił go powołaniem sztuki w jej poetyckiem pojęciu, on puścił ciepłą krew ludzką w obieg po wyschłych żyłach narodowego piśmiennictwa, on sięgnął jedną ręką w nietkniętą dotąd głąb podań ludowych, a drugą w przeszłość wszystkich czasów i wieków, on stworzył niezliczoną ilość kształtów i form idealnie pięknych i zrobił z języka muzyczne narzędzie o nieskończonej skali akordów i tonów, on stworzył całą literaturę, której dusza żywiąca stała się duszą społeczeństwa, on wreszcie stworzył sztukę pisania, która aż do jego czasów była tylko rzemiosłem.
Mimo to, bezpośrednio po burzy uderzono nań z prawej strony i z lewej, jako na złego ducha, który, ściągając szalone swe ideały na ziemię, był