Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/294

Ta strona została przepisana.


dnicze (antropo- i etnologja) ale granica tego rozdziału trudną jest do oznaczenia. Jeżeli bowiem za punkt wyjścia dla historji obierzemy zaczątki cywilizacji, to co pod tem określeniem rozumieć będziemy? Już nawet w tych samych zaczątkach, w których choćby zarodkowo przejawi się pojęcie prawa, zmuszające czynić ustępstwa z popędu samolubnego, historyk musi się spotkać z etnologiem. Właściwie zatem z zadań historji wykluczonemi być by powinny te tylko grupy, które nie okazują żadnych zdolności do cywilizacji, do żadnego postępu od chwili, gdy się skrystalizowały w stan zaledwie sięgający poza naturę zwierzęcą; gdziekolwiek zaś powstają instytucje, początkiem swym i rozwojem dowodzące ruchliwości umysłu i postępu, gdzie wyrastają samodzielne pomniki i przejawia się zdolność łączenia towarzyskiego ze społeczeństwami innemi, słowem, gdzie obok natury, życie ulega pewnym kierunkom sztucznym, tam otwiera się szczuplejsze lub szersze dla historji pole. I tu wszakże znamię, jakie natura na swych dziełach wyciska, a nie pozwala ginąć mu w tworach sztuki ludzkiej, musi być wykazane we wszystkiem, co dotyczy dziejów człowieka, tembardziej, iż ono dąży do zacierania się w miarę jak do życia wchodzi pierwiastek sztuczny i jak ono oddala się od trybu pierwobytnego.
Ale nigdy znamię to nie zaciera się ze szczętem, i ponieważ nie cały ród ludzki jednoczesny pochód odbywa w kulturze, przeto nie tu, to owdzie odnaleść można wskazówki pierwotnego rdzenia. Stąd też od historyka wymaga się nietylko sprężyn poruszających cywilizację ale i poczucia natury oraz pewnej znajomości sposobu jej tłómaczenia; ta zaś wymagalność na miejsce pierwiastku metafizycznego od czasu Vico aż do Hegla panującego w filozofji historji, wprowadziła ostatniemi czasy pierwiastek naturalistyczny, ba, nawet wytworzyła szkołę historyczną naturalistyczną, która wprawdzie nie obeszła się bez nadużyć; ale nadużycia nadużyciami, a grunt gruntem. Nie udało się naturalistykom wszystkiego w rozwoju cywilizacji, takiej a takiej, wytłómaczyć otoczeniem, klimatem, warunkami tellurycznemi, ale niemniej pewnem jest, że dwukrotny pojaw wielkich wybuchów gienjuszu ludzkiego, w Helladzie i Italji, przypada na epokę ustalenia się w jeden typ wielu ras zmieszanych. Ażeby uniknąć nadużyć, a przejść pomiędzy metafizyką a naturalizmem, należy spoglądać na rozwój historyczny w jego całości; rozważać nietylko punkt wyjścia, ale okres ostateczny i wydarzenia spotykane na drodze; rozróżnić czego źródło odnosi się w czynach narodu do realnych potrzeb fizycznych, lub do jego namiętności, fantazji.
Nie jest to zgoła figurą krasomówczą, jeżeli filozofowie, czy to dawni, czy nowożytni, porównywają naród do organizmu pojedyńczego, który zjawia się, odbywa okres niemowlęctwa, mężnieje, kwitnie, choruje, leczy się, albo niedołężnieje i zamiera. Jeden zamiera w zaczątku, inny długo nie może się doczekać starości. Porównanie jeszcze i w drugim punkcie uzasadnione, że jak człowiek pojedyńczy, tak i społeczności, nietylko wyrabiają się według pierwiastków przyrodzonych, ale i czerpią z wyrobienia ogólnego. Jakoż, im dalej sięgamy wstecz, tem więcej w cywilizacji różnych narodów znajdujemy znamion odrębnych, prądów szczególnych, według tego lub owego pierwiastku przeważającego, oraz według szczególnej formy, jaką on przybiera.
Jakież to naprzykład różnice zaznacza Herodot między ustrojem egipskim a helleńskim? Cechą dopiero ery iście nowoczesnej jest epoka, w której ogólny prąd cywilizacyjny, siłą swego rozwoju zmierza do zatarcia odrębnych rysów każdego system atu narodowego lub szczegółowego, do tego stopnia, że narody uciekać się muszą do coraz większych wysiłków, ażeby pod naciskiem tego prądu nie utraciły żywotnych cech swej fizjonomji.