Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/300

Ta strona została przepisana.


doszli do miasta, gdzie równocześnie odbywano pogrzeb i wesele. Igrzec przyjął wezwanie na wesele, gdzie miał bawić gości, Pan Bóg przyłączył się do pogrzebu. Igrzecowi na weselu nie brakło jadła i napitku, a że go także obdarowano sowicie, więc zadowolony ze siebie wracał do gospody, śmiejąc się po cichu z nieudolności swego towarzysza, który na pogrzeby chodzi. Zastał go w domu, ale jakże się zdziwił, gdy mu tenże sto złotych byzantyńców jako swój zarobek pokazał. Jakim sposobem? — oto wskrzesiłem umarłego. Jak chętnie byłby chciał igrzec nauczyć się sztuki tak dobry dochód noszącej! Tymczasem dał mu zgłodniały towarzysz byzantyńca, prosząc go, aby zgotował jaki posiłek. Igrzec kupił koźlę, a że był biegły i w kucharskiej sztuce, więc sprawił i upiekł je dobrze; tylko, że nerki jako przysmak, zjadł pokryjomu. Gdy zasiedli do stołu, spostrzegł Pan Bóg ubytek i zapytał, gdzie się nerki podziały? Igrzec ze spokojnem zdziwieniem odrzekł: nerki? W tym kraju koźlęta nerek nie mają. Pomrukiwał w dodatku, udając obrażonego. Umilkł na to Pan Bóg, domyślając się dobrze, co się z nerkami stało.
W następnem mieście zdarzył się znów pogrzeb i wesele jednocześnie. Igrzec chciwy pieniędzy, wybrał dla siebie pogrzeb, prosząc, aby go towarzysz nauczył sztuki wskrzeszania. Dał mu Pan Bóg wskazówki, a sam poszedł na wesele. Igrzec pewny siebie, głośno oświadczył nad grobem opłakanej rodzinie, że wskrzesi zmarłego, jeżeli mu sto zapłacą byzantyńców. Chętnie przyrzekli, choć nie dowierzali, przeczuwając oszusta, tylko zbyt bezczelnego, gdy w tak smutnej chwili urągał niejako wyrokom bożym. Igrzec zabrał się do dzieła, używał zaklęć, słów niezrozumiałych, ruchów dziwacznych, wreszcie zawołał gromkim głosem na zmarłego, aby wstał: umarły ani się ruszył. Powtórzył wezwanie raz, drugi, trzeci: również bez skutku. Oburzenie zdjęło obecnych, o żałobie zapomnieli na chwilę, za bluźnierstwo doraźną zabrali się wymierzyć karę. Turbowany, zimnym zlany potem, igrzec już ostatnią widział przed sobą godzinę, gdy wtem zjawił się Pan Bóg i rzekł mu do ucha: powiedz, kto zjadł nerki, a ocalę cię i wskrzeszę zmarłego za ciebie. O, zatwardziałe sumienie żonglera! Nawet w tej groźnej chwili przysięgał na swoję duszę kuglarską, że nerek nie zjadł. Zasmucił się Pan Bóg, ale mimo to umarłego wskrzesił i sto byzantyńców otrzymał. Gdy do gospody wrócili, Pan Bóg rzekł, że postanowił rozstać się z towarzyszem. Zarobione pieniądze podzielił na części, ale nie na dwie tylko na trzy, co żonglera bardzo ździwiło. Rzekł mu tedy Pan Bóg: jedna dla mnie, druga dla ciebie, trzecia dla tego, kto zjadł nerki. Na widok sporej kupki czerwieńców zaślniły oczy igrzeca i od razu obudziło się w nim sumienie. Z pewną skruchą tedy i z pewnem zawstydzeniem rzekł: Stary jestem, kłamać mi już nie przystoi, więc wyznam prawdę: oto ja zjadłem nerki. Taką treść ma „fabliau du jongleur qui a mangé les rognons“.
Inny fabliau opowiada, jak się igrzec w piekle zachował. Nie wiemy, czy to był ten sam, który zjadł nerki, a który chyba się od piekła nie wywinął, nie wiemy też, jak się nazywał, czy Bries-verre, czy Porte-botte, czy Franche-côte, czy też Bries-tête, czy może Quatrc-oeufs, tyle pewne, że to był żongler i że go któryś z djabłów przywlókł do piekła. Przedstawiony Lucyperowi jako igrzec, a chcąc się w łaski jego dostać, ofiarował się śpiewać, grać na skrzypcach, tańczyć, chodzić na rękach, kozły wywracać, co wszystko jednak Lucyper odrzucił, nie chcąc dopuścić, aby się w piekle bawiono. Skazał go wreszcie na to, aby palił ustawicznie pod największym kotłem, w którym się potępieńcy smarzyli. Z tej to służby igrzec tak się wywiązywał gorliwie i dokładnie, że zyskał sobie uznanie i pochwałę naczelnego czarta. Gdy tedy wszyscy djabli mieli