Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/396

Ta strona została przepisana.


PRZYPOMNIENIE.

Antonina Machczyńska.jpg


W roku 1861 byłam po raz pierwszy w życiu przy zgonie człowieka. A był to człowiek wszechstronnie nie zwykłej miary:
Przebiegł długą przestrzeń życia — lat przeszło dziewięćdziesięciu.
Miał wielkie imię z rodu i z czynów, był jednem z ogniw łańcucha dziejowego, na którem zaznaczono stulecie narodu.
O nim to Słowacki powiedział niegdyś:
„Jednego tylko znałem szlachcica“...
Nazywał się Adam Jerzy książę Czartoryski, syn generała ziem podolskich. Umarł zdala od kraju, na ziemi francuskiej; ale umierał wśród rodzi przyjaciół, wielbicieli i sędziów, wytworzywszy na około siebie duchem i otoczeniem, obyczajem i pamiątkami, odłamek ziemi rodzinnej.
Los zbliżył mnie do tego wielkiego starca w ostatnim roku jego życia, i parę wspomnień odnoszących się do tej chwili, ślę do księgi pamiątkowej, przeznaczonej na cześć serdeczną dla znakomitej rodaczki. Zobaczyłam go po raz pierwszy w hotelu Lambert, śród wieczornych świateł salonu, otoczonego orszakiem mężów z przeszłości. Każde wymienione nazwisko wprowadzało mnie w zachwyt, w zdumienie... Świeżo przybyła z kraju, wychowana w twardych tradycjach, byłam pod urokiem. W żywych ciałach stali przedemną ludzie, którzy w młodzieńczej wyobraźni należeli już tylko do świata moich książek, czytywanych nocami, do powieści ojca przy ogniu domowym, do piosnek matki mojej! Po wieczerzy w pięknej galerji, zdobnej pędzlem Le Brun’a i Lesueur’a, gdym stała pod wrażeniem myśli nowych, książę Adam podszedł do mnie wolniutko i z właściwym sobie uśmiechem dobroci i uprzejmości powiedział:
— Co pani myśli sobie o nas, że my tu na obczyźnie tacy gwarni, często weseli i śmiejący się...

Spojrzałam z uczuciem szacunku na tę piękną, szlachetną, dumną, choć śród trosk schyloną głowę, podobną do ziemskiego globu, oznaczonego bruz-

384