Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/417

Ta strona została przepisana.


BIEDNY TADZIO.

Aleksander Mańkowski.jpg


Tadzio miał wiele zmartwienia.
Nie napadał nań lada kto, ale ludzie poważani, wybitni w pośród inteligencji, ludzie mający dobrze zagospodarowane folwarki, kapitały po bankach, albo akcje przynoszące dywidendy, wcale pokaźne. Napadały nań przybytki cnót wszelkich, damy wysokie i nizkie, otyłe i chude, brunetki i blondynki... napadał sam pan Cymbalski, jeden z głębszych myślicieli w swej wiosce, napadał poważny i poważany pan Zakutowicz, naradziwszy się poprzednio z żoną, ciotką i gajowym, bardzo poczciwym człowiekiem. Napadano ciągle, wszędzie bez wytchnienia, za oczy i w oczy, zasięgano zdań ober-konduktorów w pociągach pośpiesznych i powolnych... wszyscy jednogłośnie mówili, że Tadzio pisze rzeczy niemoralne.
Biedny Tadzio zgryzł się okropnie. Myślał, że pisząc pod naciskiem silnego wzruszenia, że wytykając wady, chcąc wykorzenić fałsz, nieprawości, na które nie zwracano uwagi, które wyrobiwszy sobie w społeczeństwie prawa obywatelstwa niemal uchodziły za cnoty, myślał, że był pisarzem moralnym. Chwała go nie nęciła, a pisał tak wolno, że trudno go było posądzić o to, iż mu chodziło o zyski pieniężne. Pragnął tylko być pożytecznym w skromnych granicach, jakie mu były zakreślone, chciał jaknajlepiej swój zapasik zdolności wyzyskać, nie dbając o nic innego. Drukowane krytyki pozostawiały go obojętnym, każdemu przyznawał prawo rozbierania jego książek i osądzania ich artystycznej albo literackiej wartości. Wady ich i niedokładności widział nieraz wyraźniej od krytyków.
Ale zarzut niemoralności oburzał go.
— To polski Zola! — powtarzał każdy, składając tem przedewszystkiem świadectwo, że albo Zoli nie czytał, albo też chciał udawać, że go nie znał.

Pocieszałem go, jak umiałem. Pewnego dnia, widząc jak był przybity i smutny, począłem go namawiać, aby swoje książki przerobił.

405