Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/424

Ta strona została przepisana.


FILOZOFJA JASEŁEK.
(FRAGMENT KRYTYCZNO-HISTORYCZNY).

Ignacy Matuszewski 2.jpg


Chcąc wykazać całą śmieszność ludzkiego bytu, dowcip wymyślił widowisko marjonetek, którego główny aktor jest warjatemu. Czyżby Swift miał słuszność? Czyż rzeczywiście pod drewnianą maską jasełkowego bufona kryje się tylko szaleństwo i pustota? Prawda, że na zachodzie Europy teatr ruchomych lalek zadawalniał potrzebę zabawy: królowie posiadali turnieje i balety, lud miał figurki skaczące; monarchowie utrzymywali na swoim żołdzie Tribouletów i Chicotów, nadworne błazny tłumu noszą niemniej głośne i sławne imiona: Poliszyneli, Hanswurstów i Punchów. Jak wesołkowie książąt, tak i trefnisie ludowi mieli pewne przywileje, pewną swobodę myśli i języka. Żartownisiom ludowym wolno nawet było daleko więcej, bo, jako figury fantastyczne, stali oni ponad rzeczywistością, a zatem i po nad słuchaczami, których mogli bezkarnie wyszydzać. Łatwiej zresztą obrzucać obelgami stugłową bezimienną hydrę tłumu, niżeli osobę pojedyńczą, a w dodatku potężną. By mieć atoli prawo do mówienia komuś gorzkich słów prawdy, należy dowieść, że się go kocha, że się go gryzie sercem, nie wątrobą.
Takim bywał stosunek trefnisiów do królów w dziejach i poezji. Dość wspomnieć cesarza Maksa i wiernego a dowcipnego Kunza von Rosen, Zygmunta Augusta i Stańczyka i t. p. Z kreacji poetycznych zasługują na uwagę błazen w „Królu Lirze“, oraz Nik w „Marji Stuart“. Każdy z nich kocha swego pana do tego stopnia, że utożsamia się z jego osobą, żyje jego życiem i gotów jest umrzeć za niego. Stosunek błaznów ludowych do ich władcy, tłumu, jest w istocie swojej ten sam. Nie ma tu, naturalnie, mowy o rzeczywistej miłości, boć drewniana figurka, poruszana palcami chciwego na grosze szarlatana, kochać i poświęcać się nie może; pomiędzy postaciami jasełkowemi a ludem, który je stworzył i któremu one, szydząc zeń, przypodobać się pragnęły,