Otwórz menu główne

Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/434

Ta strona została przepisana.



W MASCE.

Leopold Méyet.jpg


1.

Dusze ludzkie bywają zamknięte w sobie i milczące jak grób; ciekawe jak tytułem i treścią nęcąca książka nieczytana. Przesuwają się przez życie lękliwie, czasem z szyderczym, czasem z fałszywym uśmiechem, a często ze spokojnym, marmurowym wyrazem twarzy.
Z tym wyrazem tak zgodnym z jego wyniosłą postawą, tak przyrosłym do myślącego oblicza, błąkał się wśród ludzi od lat dziecięcych. Nie pamiętał pieszczot matki, tylko poważną i smutną twarz ojca. Gdy pytał o nią, całowano go w czoło i z tłumionem westchnieniem mówiono, że umarła.
Nie rozumiał wówczas tego słowa, tak jak potem nie wiedział, co znaczy, że zmarła tylko dla świata, a gdy pojął wielki dramat rodzinny, ona w zimnym legła grobie.
Ojciec zagrodził przed nim świat cały, pragnąc wszystkie wrażenia duszy chłopięcej stopić w uczuciu własnego smutku i przygnębienia. Jad ze swego serca szczepił w młode serce dziecka, tłumił w niem każde żywsze uczucie, każde rwanie się do tego, co lepsze, niepowszednie w życiu.
Wcześnie też zatruł w nim wiarę w dobroć ludzką, w sprawiedliwość losu. On uwierzył w te nauki jak w przykazanie boże, bo gdy czytać począł w książce, zwanej prozą życia, doświadczył tych prawd na sobie samym.
Wadliwa wymowa, której pozbył się później, narażała go w szkole na szyderczy śmiech kolegów. Poznał, jak wygląda zdrada w przyjaźni i co to jest pierwsza, gorąca, zawodna miłość kobiety, ciągnącej ku sobie wszystkiemi powabami i nieprzebranem bogactwem wdzięków niewieścich.
To wszystko stworzyło w nim lękliwość i wrażliwość nadmierną, serce przed czułością ludzką zamknęło na silne zamki, a twarzy nadało spokój, przerywany czasami bajrońskim uśmiechem ironji.
I mówili o nim jedni, że chodzi w masce, którą uważa za tarczę przed