Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/550

Ta strona została przepisana.


Chlubić się możemy, że jednostek tych mamy tyle, iż wielka ta sprawa nie zamarła zupełnie i dotychczas wśród nas się kołacze; ale jakże upokarzającem jest dla nas zestawienie rozpaczliwych, niepewnych ju tra wysiłków naszych jednostek ze zbiorową, pewną swej przyszłości pracą innych społeczeństw! Oprócz kilku szkół rzemiosł, rzemiosł najnędzniejszych i kursów krakowskich z okruszynami wiedzy, nic, zdaje się, w tym względzie nie zrobiliśmy. Wytknięcie tedy najogólniejszych, wedle naszego rozumienia, przyczyn tak smutnego stanu rzeczy i wskazanie najbliższych zadań zbytecznem być nie powinno.

∗                    ∗

Wiedza wśród wszystkich zdrowych społeczeństw miała, ma i mieć będzie pewien wielki i naturalny urok. Urok, spadek czci boskiej, oddawanej pierwszym wielkim ludzkości dobroczyńcom, urok, którego rozwiać nie zdołały ani chwilowe przedstawicieli tej wiedzy zboczenia ani stosy inkwizycji. Urok ten, wyrobiony i pielęgnowany przez wieki, stał się w nas instynktem. Dziś już mimowoli, bezwiednie, uchylamy czoła przed wiedzą. Odarte chłopię, nędzny żydziak, rwący się do książki, wzbudzają ku sobie cześć i szacunek bezwiedny, jako istoty wyższe, niby urodzeni owego ognia świętego stróże i kapłani. W najczarniejszych epokach ów instynkt zbawiał ludzkość, on — zadatkiem ciągłości naszego postępu, on wykorzenionym i wyrwanym z człowieka być nie może, gdyż byłoby potrzeba na to tyle tysięcy lat, ile ich poszło na jego wyrobienie.
Nie może być wygubionym w całej ludzkości, może jednak być silnie spaczonym, prawie że zatraconym w pojedyńczych społeczeństwach. Społeczeństwom takim grozi ruina.
Kilkowiekowa, szeroka oświata, której wpływom podlegało nasze społeczeństwo, wyrobiła w nim ów instynkt do stopnia samowiedzy, ugruntowała go tak silnie, że późniejsza kilkowiekowa ciemnota, aby mogła działać na społeczeństwo, musiała przybrać na się pozory wiedzy i pod tą pokrywką siać chwasty i kąkol. Pomimo świetnych postępów czarni słudzy Lojoli nie odważali się nigdy na jaw ny pochód przeciwko oświacie i wiedzy, występowali przeciwko kierunkom i zasadom.
I oto teraz, w chwili, w której brak ludzi wykształconych uczuwamy w każdej sprawie, na każdym kroku, gdy ilość analfabetów wśród ludu dochodzi u nas jeszcze do 70%, a epoka, w której żyjemy, nawet chińskim mandarynom udowadnia, że wiedza wielka, wiedza szeroka i głęboka jest obecnie czynnikiem nie mniej potężnym, jak ziemia — w takiej oto chwili dotknęła nas hańba, której oszczędzili nam jezuici. Postawienie bowiem publiczne pytania o nadmiernej ilości ludzi wyżej wykształconych, postawienie i poważne omawianie w kołach szerokich jest hańbą, która nigdy nas nie dotykała. Wiedza, jako źródło doskonalenia się, jako droga do wyższego świadomego siebie istnienia, dla nas już nie istnieje. Szlachetny instynkt człowieczy w pewnych kołach naszej inteligencji paczy się i zanika. Jest to coś tak dzikiego i potwornego, że wobec udowodnionego naszego zwyrodnienia fizycznego, musimy fakt ów uznać za jaskrawy, jakkolwiek może mniej szeroki, objaw zwyrodnienia umysłowego znacznej części naszego wykształconego ogółu.
A jeżeli stoimy tak nizko, że możebną jest u nas rzeczą publiczne identyfikowanie egoistycznych, drobnych interesów jednostek z interesem publicznym, jeżeli my pozwalamy o swej męskiej wiedzy mówić, że jest zbyt szeroko rozlaną, „bo p. X., nie mogąc otrzymywać na miejscu 3.000 rubli nie może mrzeć z głodu na dziewięciuset lub sześciuset rublach, więc musi wy-