Strona:Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891).pdf/575

Ta strona została przepisana.


współczucie, lecz ze wstrętem odwracamy się od opisu pieszczotliwego wychowania Moryca.
Matka jego widzi w nim słońce bez plamy, nie dostrzega tych zboczeń synowskiego charakteru, które każdemu w oczy się rzucają. Wszystkiego sobie odmawia, aby tylko jej jedynakowi na niczem nie zbywało. Czarna niewdzięczność syna była tą naturalną Nemezis, jaka jest nieodwołalnem następstwem wszelkiego zbytecznego rozpieszczenia. Wyrostek nie rozumiał tego, że matka poprowadziła go na tę pochyłość, u spodu której leży zupełny upadek moralny, lecz postępował tak, jak gdyby dobrze był tego świadomy. Istotnie, nierozsądna miłość matki pobudziła czternastoletniego chłopca do haniebnego oszustwa. Egoista staje się prawdziwym łotrzykiem: oszukuje kogo tylko może, uczyć się nie chce, wreszcie poluje na posag bogatej krewnej.
Z Sylwka, przy odpowiednim późniejszym kierunku, mógłby powstać dzielny przedsiębiorczy charakter, czego dowodem tysiące chłopców podobnie jak on wychowanych; z Moryca — tylko mąż bogatej panny, który bez posagu stałby się zerem towarzyskiem. Jak Sylwka Cmentarnika brak w późniejszym czasie odpowiedniego kierunku, Moryca pieszczotliwe wychowanie macierzyńskie, tak Kalińskiego (Stracony, Z różnych sfer, Nowelle i obrazki) do zguby prowadzi zły przykład rodziców i obojętność na sprawę wychowania. Dorastająca młodzież musi mieć przewodników czemkolwiek jej im ponujących: szczęśliwa, jeśli znajdzie przewodniczących w dobrem, lecz biada, jeśli w braku tych ostatnich zaimponują jej źli ludzie; wówczas przy zaniedbanem poprzedniem wychowaniu niechybny czeka ją upadek. Kaliński dla ubicia nudów chodził do miasteczka, grywał tam w karty, zamiast się uczyć, pracować, i w poswarce zabił przeciwnika. Jakżeż mogło być inaczej — mówi Orzeszkowa — jeśli ojciec albo polował po całych dniach i tygodniach, albo drzemał i fajkę palił, albo z sąsiadami grywał w preferansa?
Matki i starszej siostry nigdy w domu nie było; jeździły one po sąsiedztwie, albo po krewnych, których miały bez liku, a brat starszy przestępcy, Julek, kawaler salonowy, sypiał do dwunastej, poczem fryzował się, perfumował i jechał tam, gdzie były bogate panny, bo chciał bogato się ożenić. Kaliński nigdy nie myślał o wyborze powołania. Starsi nie nasuwali mu tej myśli, że kiedyś będzie musiał stanąć o własnej sile. Charakterystyczne są jego słowa, które każda wychowywująca osoba powiną mieć w pamięci: „Pal ich djabeł! tych wszystkich mądrych ludzi! mnie tej mądrości nikt nie nauczył. Leciałem, gdzie wiatr niósł i spadłem na złamanie karku“. Nie każdy młody człowiek wychowany w tych samych okolicznościach stanie się Kalińskim, ale potrzeba tylko lekkiego podmuchu, podszeptów złego towarzystwa, przykładu lekkomyślności rodzicielskiej, aby się stać do niego podobnym.

Nie tak obojętnymi byli rodzice Julka (Widma). Byli oni gotowi do wszelkich poświęceń; istotnie, nawet odejmowali sobie od ust, aby w oddzielnej skarbonce składać grosz potrzebny na posłanie jedynego syna do uniwersytetu. A jednak i oni wielce zbłądzili pod względem wychowawczym. Pomiędzy nimi a synem nie istniał węzeł silniejszego porozumienia. Julek pozostawiony był samemu sobie, gdyż oprócz niezbędnej wymiany myśli o rzeczach codziennych żadna jego wyższa dążność nie znalazła oddźwięku w duszy rodziców. A chociaż nie było to ich winą jako ludzi całodziennie pochłoniętych staraniem o utrzymanie rodziny, ale na jego życiu stwierdza się znana od dawna prawda, iż dobre wychowanie, jeśli pominiemy już inne warunki, zależy od pewnej zamożności rodzicielskiej, dozwalającej wolne chwile poświęcać swym dzieciom. Julek

563