Strona:Wiktor Hugo - Człowiek śmiechu (wyd.1928) T.1-2.djvu/295

Ta strona została przepisana.

Obaj bokserzy stali chwilę nieruchomo na placu, podczas gdy regulowano zegarki, poczem doszli do siebie i podali sobie ręce.
Phelem-ghe-madone rzekł do Helmsgaila: — Wolałbym pójść do domu.
Helmsgail uczciwie odpowiedział: — Trzeba, żeby gentry nienapróżno się fatygowała.
Byli nadzy. Było im zimno. Phelem-ghe-madone drżał. Szczękał zębami. Doktór Eleanor Sharp siostrzeniec biskupa Yorku krzyknął do nich: — Walczcie draby, to was rozgrzeje.
Te łagodne słowa ich rozruszały. Uderzyli na siebie.
Ale ani jeden ani drugi nie wpadł w gniew. Naliczono trzy słabe starcia. Wielebny doktór Gumdraith, jeden z czterdziestu członków All Soules Colleges[1], zawołał: — Dać im wódki!
Ale obaj referee i obaj chrzestni, wszyscy czterej sędziowie nie chcieli przestępować prawideł. Jednakże było bardzo zimno.
Dał się słyszeć krzyk: — Firstblood! — Żądano pierwszej krwi, ustawiono ich znowu wprost naprzeciwko siebie.
Spojrzeli na siebie, zbliżyli się, wyciągnęli ręce, dotknęli swoich pięści, poczem się cofnęli. Nagle Helmsgail, mały człowieczek, skoczył, zaczęła się prawdziwa walka.
Phelem-ghe-madone został uderzony w środek czoła, między brwiami, cała jego twarz spłynęła krwią, tłum krzyknął: — Helmsgail natoczył wina![2]
Przykłaśnięto. Phelem-ghe-madone, obracając ramionami, jak wiatrak skrzydłami, zaczął wymachiwać pięściami na chybił trafił.
Czcigodny Peregrine Berti: — Oślepiony. Ale jeszcze nie ślepy.
Wtedy Helmsgail usłyszał ze wszystkich stron te słowa zachęty: — Bung his peepers![3]

W gruncie rzeczy obaj szampioni byli rzeczywiście dobrze wybrani i chociaż pogoda nie sprzyjała, zrozumiano, że mecz się udał. Półolbrzym Phelem-ghe-madone

  1. Kolegjum wszystkich dusz.
  2. Helmsgail has tapped his claret.
  3. Wykluj mu ślepia.