Strona:Wspomnienia z mego życia (Siemens, 1904).pdf/31

Ta strona została uwierzytelniona.


siebie. Prawdziwą radość sprawiały mi jego postępy; rozwijał się pomyślnie pod każdym względem, ja też z przyjemnością poświęcałem mu każdą wolną chwilę. Namówiłem go, żeby w szkole zaniechał lekcyi matematyki, które były słabe, a zato uczył się po angielsku, co w dalszem życiu ogromnie mu się przydało. Matematyki uczyłem go sam codzień od godziny 5 do 7 zrana, i ku wielkiemu memu zadowoleniu zdał egzamin z odznaczeniem. Dla mnie opieka ta nie była bez pożytku, a przedewszystkiem miała ten dobroczynny skutek, żem się zwycięzko oparł wszystkim pokusom życia oficerskiego i studya moje dalej z całą prowadziłem energią.
Niestety, zakłóciły to braterskie pożycie coraz smutniej brzmiące wiadomości o zdrowiu matki. 8 lipca 1839 r. zgasła po długich cierpieniach, osieracając nas wszystkich, najbardziej ojca, również schorowanego i złamanego troskami z całą gromadą niedochowanych jeszcze dzieci. Nie będę opisywał żalu naszego po stracie tak ukochanej matki. Miłość do niej była spójnią, łączącą całą rodzinę, a obawa przyczynienia jej trosk i zmartwień najskuteczniej nas wstrzymywała od wszelkich wykroczeń
Otrzymałem krótki urlop dla odwiedzenia mojej rodziny i grobu matki. Niestety, niepokojem już mnie wtedy przejmował stan ojca i z obawą myślałem o dalszem wychowaniu rodzeństwa. Smutne moje przeczucia aż nazbyt prędko się ziściły. Zaledwie w pół roku potem, 16 stycznia 1840 r., straciliśmy ojca
Po śmierci rodziców ustanowiono opiekę nad młodszemi dziećmi. Hans i Ferdynand mieli objąć dzierżawę po ojcu. Młodszą siostrę, Zofię zaadoptował wuj nasz, Deichmann, i zabrał ją do Lubeki, a najmłodsi, Walter i Otto, pozostali w domu pod opieką babki.