Otwórz menu główne

Strona:Zofia Bukowiecka - Michałek.djvu/22

Ta strona została uwierzytelniona.
—   18   —

tem do stada. Za to nauczył się konno oklep jeździć, a tak mocno szkapy trzymać, że nie oderwać go było od źrebca, jak nie oderwiesz ostu, który się na ściernisku do sukmany przypnie.
Martwił się Piotr szaleństwami chłopaka.
— Trzeba ci było szlachcicem na świat przyjść, wojny próbować z rycerzami, a tak zginiesz pod kopytem pierwszej lepszej szkapy — mawiał stary. On byłby chciał Michałka na zakrystyana sposobić, ministrantury go uczyć, cóż kiedy dobre zamiary opiekuna szły na marne, bo chłopak nie dał sobie łaciną głowy zaprzątać i, choć pokornie całował rękę chrzestnego ojca, to jednak nauki jego mimo uszu puszczał.
Za to po dwu latach praktyki przy starszym nad końmi umiał już Michałek źrebce objeżdżać, jak żaden ze stajennych, najdzikszemu wierzchowcowi radę dał, a choć zdarzało się, że koń potargał na nim ubranie, nawet czasem w złości zębami za ramię schwytał, sierota ustraszyć się tem nie dał i w końcu zawsze na swojem postawił, więcej łagodnością, niż batem, sobie pomagając.
Znalazł jednak Piotr sposób na poskromienie urwisa. Ile razy Michałek wracał od stada ściarany i brudny, że pożalić się było tego przyodziewku, który mu opiekun sprawiał, ile razy zwłaszcza wstyd zakrystyanowi zrobił w koście-