Strona:Zofia Urbanowska - Róża bez kolców.pdf/138

Ta strona została przepisana.


— Walczy mężnie ze swą boleścią i nie może jej zwalczyć. W tym roku pożółkł i pochylił się, a choć utrzymywał ciągle, że jest zdrów, lekarz domowy nie taił przedemną wielkiej obawy o niego. Przed dwoma tygodniami, sir Edward zupełnie niespodzianie powziął zamiar jechania w Tatry, i od tej chwili stan jego zdrowia jakby się poprawił. Uważałem nawet, że w miarę zbliżania się do celu podróży, stawał się mniej posępnym i odzyskiwał dawniejszą cerę, jakby zdaleka już odczuwał dobroczynny wpływ tutejszego klimatu. Trzeba mu widać chłodnego, orzeźwiającego powietrza waszego kraju, a nie Alp, które mu radzono, i gdzie niejednokrotnie przebywał. Przewiduję, że w niedalekiej przyszłości Tatry odbiorą Szwajcaryi jej ustaloną sławę, i tutaj będzie główny gościniec osób szukających nowych sił i nowych wrażeń.
— A róża bez kolców?
— Sir Edward szuka tej róży, bo jest to jedyna odmiana, jakiej mu brakuje dla uzupełnienia wspaniałej kolekcyi.
Doktór pomyślał sobie, że chęć szukania tutaj właśnie, a nie gdzieindziej, owej róży, natchnął baronetowi instynkt właściwy każdemu człowiekowi, podszeptujący czasem najlepsze środki lecznicze.
— Organizm jego ma jednak dziwną odporność — powiedział; — w tym wieku, jak on chodzi po górach! To człowiek ze stali. Jeden to więcej dowód, że nie ciało jego jest chore.
— Nazywając go „człowiekiem ze stali“, trafnie go pan określa. Zawsze on budził podziw i poszanowanie połączone z pewną obawą: bywał wymagający, surowy, nawet groźny, zwłaszcza gdy szło o wykonanie obowiązku. A od czasu owej katastrofy, niezwykły ten charakter, który nigdy otwartym nie był, zamknął się więcej jeszcze w sobie, powiedziałbym, skrystalizował się, stwardniał. Serce jego nieobojętne na ludzką niedole, nieprzystępne jest ludzkim słabościom. Ztąd pochodzi, że choć baronet czyni wiele dobrego, nie jest tak kochanym, jak na to zasługuje.
— Ale pan mówisz o nim tak gorąco, jakbyś go kochał.
— Uwielbiam go — powiedział z uczuciem młodzieniec; — kochałbym go, gdyby na to pozwolił. Ale on nie potrzebuje niczyjej miłości: sam sobie wystarcza.
— Ma rodzinę... — szepnął doktor.
— Tak, ma rodzinę — powtórzył Walter — ale nie własną — i obaj, zamilkli.
— Gdzie to sir Edward spędził młodość? — zapytał doktór, zajęty ciągle jedną myślą. — Mówił coś o chłodnym klimacie...
— Nie wiem — odrzekł Walter — nie mówi nigdy o przeszłości. Czy się panu nie chce spać jeszcze?
— Nie.