Wszystko dobre, co kończy się dobrze (Shakespeare, tłum. Ulrich, 1895)/Przedmowa

<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Wszystko dobre, co kończy się dobrze
Podtytuł Przedmowa
Pochodzenie Dzieła dramatyczne Williama Shakespeare (Szekspira) w dwunastu tomach. Tom X
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wyd. 1895
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


WSZYSTKO DOBRE, CO KOŃCZY SIĘ DOBRZE.

B

Boccaccio w Dekameronie (Giornata Terza Novella IX) opowiada następującą historyę o Gillecie z Narbonny. Była ona córką doktora, rozmiłowała się wielce w Bertrandzie, hrabi Roussillonu, panu wielkiego rodu i większej jeszcze dumy pańskiej. Dzieweczka ta, po ojcu lekarzu odziedziczywszy pewną tajemnicę, uzdrowiła chorego niebezpiecznie króla Francyi, za co ów, wydać ją świetnie za mąż przyrzekłszy, wybierać jej dozwolił między najznakomitszymi dworu swego panami. Gilletta wybrała tego, którego od dawna kochała; ale hrabia ze wzgardą odrzucił rękę córki doktora, urodzeniem mu nie odpowiadającej. Zmuszony poślubić ją, zaklął się, że z nią wprzódy żyć nie będzie, chyba, pierścień herbowny, który zawsze na palcu nosił, i do którego wielką wartość przywiązywał i syna z niego urodzonego, na ręku mu pokaże.

Hrabina tedy po ślubie wdową została, żoną nie będąc, a hrabia w świat się puścił, unikając z nią spotkania nawet.
Wkrótce też i ona, przebrana, z jednym sługą, udała się w pogoń za nim i dogoniła go we Florencyi, gdzie hrabia bałamucił ubogą dziewczynę, wiodąc życie pańskie a rycerskie. W miejscu tej dzieweczki, przekupiona matka jej ułatwiła hrabinie potajemne spotkanie z mężem, który jej nie poznał. Na rozkochanym wielce, potrafiła wymódz pierścień, a po nocnej schadzce florencka dziewczyna z matką znikły. Chciała Opatrzność, stająca w obronie pokrzywdzonych, ażeby hrabina potem wydała na świat dwóch chłopców, podobnych do ojca. Z nimi tedy i z pierścieniem, przybyła upomnieć się o prawa swoje. „Panie, rzekła, jestem biedną, nieszczęśliwą żoną twoją, która, abyś ty mógł powrócić i zamieszkać w swym domu, poszła długo włóczyć się po świecie. Wzywam cię, na imię Boże, abyś mi dotrzymał tych dwóch warunków, które mi dwaj twoi rycerze przynieśli od ciebie, bo oto na ręku mojem nie jednego, ale dwu trzymam synów twoich, i pierścień także. Czas więc, abym wedle przyrzeczenia twego, przyjętą została, jako żona twoja“.
Hrabia słysząc to, zdumiał się wielce, poznał pierścień, jakoteż dzieci, które do niego były podobne, a zatem rzekł: „Jakże się to stać mogło?“
„Tedy hrabina z wielkiem podziwieniem hrabiego i wszystkich tam przytomnych, opowiedziała z kolei, jak się to wszystko stało, a hrabia uznawszy, że mówiła prawdę, widząc wytrwałość jej i rozum, a tak pięknych dwóch chłopaków, jako też dla dotrzymania, co był przyrzekł, a przypodobania się swym poddanym i paniom, co go prosiły wszystkie, aby ją odtąd przyjął za władną małżonkę prawą, a dwu chłopców za swe dzieci — kazawszy wdziać na nią suknie przyzwoite, z wielką pociechą tych, co tam byli, i wszystkich swych poddanych, co się o tem dowiedzieli, nietylko tego dnia, ale przez kilka dni następnych uczty dawał wielkie, i odtąd kochał ją i szanował jak żonę. A była mu bardzo drogą“.
Z tej to, włoskiej znowu powieści, w której pańsko-szlachecka buta córką doktora pomiata, a zwyciężoną jest w końcu charakterem jej i rozumem, Szekspir dramat swój utworzył. Choć sam szlachcic i przyjaciel panów, poeta wiernym jest uczuciu ludzkiemu i stanął w obronie, jeśli nie praw człowieka, to prawa inteligencyi i wychowania. Jakiekolwiek jest pochodzenie Heleny, urodzenie jej, prawo do równości z wyższemi klasami społeczeństwa, daje jej głównie w myśli poety, nie piękność jej, nie miłość, ale umysł wykształcony, wychowanie, nauka. Treść się cudownie nadawała do tej myśli szlachectwo czyniącej zależnem od zasługi i wykształcenia, myśli, której u nas współcześnie bronił Klonowicz, dowodząc, że krew bez cnoty nie waży nic, a tarcza przodków nowemi zasługi obmywaną być ma, by nie rdzewiała.
Godna uwagi, że Szekspir ideę równości ludzi, przeciwko przywilejom krwi i plemion niejednokrotnie podnosi; Maura Otella żeni z Desdemoną, żydówkę Jessykę wydaje za włoskiego szlachcica, córkę doktora każe poślubić hrabiemu na Russillonie.
Komedya ta, zdaje się pod odmiennym tytułem wspomnianą przez Mores’a w 1598 roku „Loves labours won“ „Miłości trudy nagrodzone“ odpowiednim do „Loves labours lost“. Tak się domyślał Farmer. Hunter’a domysł, że tytuł ten oznaczać mógł Burzę, upadł. Sztuka, jak się zdaje, grana pod tym pierwotnym tytułem, potem przez lat kilka zaniedbana, około 1605—1606 roku ukazała się z nowym: Wszystko dobre, co kończy się dobrze, a po polsku mogłoby też być: Koniec dzieło chwali. W tej nowej szacie jest też poprawioną. Zdaniem Coleridge’a i innych krytyków, dwa style różne, z dwóch epok, są w niej obok siebie widoczne. Grand White, trzecią przynajmniej część jej, późniejszej redakcyi przypisuje. Młodzieńcza lekkość i dowcip, z dojrzałością i powagą się łączą.
Historyjka o Gillecie z Narbonny, przełożoną była na język angielski w Painter’a: „The Palace of Pleasure“.
Do Szekspira należą w niej dodane postacie łotra i awanturnika Parolles, Lafeu, Hrabiny i Pajaca (Clown).
Wielkie też znaleziono podobieństwo między „Wszystko dobre, co kończy się dobrze“, a Bernarda Accolti’ego Virginią. (Commedia del Preclarissimo Messer Bernardo Accolti Aretino, scriptore apostolico et abbreviatore; recitata nelle nozze del Magnifico Antonio Sapannocchi, nella inclyta città di Siena, 1513 (Firenze) i 1535 (Venezia).
Virginia Accolti’ego u Szekspira jest Heleną, doktor, jej ojciec, tu się zowie Hipocrate, a Bertram Aleksandrem, księciem Salerno. Król jest Alfonsem Neapolitańskim. Szekspira Dyana, u Włocha Kamilla, wdowa Constanza. U Accolti’ego Kamilla się wcale na scenie nie ukazuje. Różnice równie jak podobieństwa są wielkie. Accolti’ego ściślej idzie za opowiadaniem Bokkacyusza. Niektóre ustępy dozwalają przypuszczać, iż angielski poeta mógł z włoskiego korzystać.
J. L. Klein w historyi włoskiego dramatu, pierwszy wskazał analogie te i różnice. Bodenstedt, nie znając Virginii, idzie za nim. My też zmuszeni jesteśmy ograniczyć się zaczerpniętemi z nich uwagami, gdyż w całych Niemczech dwa tylko znane są egzemplarze włoskiej komedyi, dla nas niedostępne (Wolfenbüttel i Wiedeń).
U Szekspira i Accolti’ego zarówno po drugim monologu, następuje scena u chorego króla, podobne do siebie z toku, na szczegółach prowadzone inaczej. Niektóre wyrażenia i myśli Szekspir z tej sceny u Włocha, przenosi do innych. Rozmowa króla z córką lekarza, u obu jednakowa. Accolti tylko jak Bokkacyusz daje jej osiem dni czasu, a Szekspir dwadzieścia cztery godziny, ale karę spalenia żywcem zmienia na prostą karę śmierci.
Klein wskazuje prawie dosłownie zapożyczone ustępy, cały rozwój sztuki jednostajny u obu poetów, świadczący o użyciu komedyi Accolti’ego. We włoskiej sztuce występuje ujęty wdziękiem bohaterki i rozkochany w niej kawaler, którym wzgardziła, Sylwio, ofiarujący się iść za nią, choćby była na śmierć skazaną. Szekspir też wyprowadza sympatyzujące z Heleną i przyjazne jej postacie, aby tem dziwniejszem okazać wstręt i dumę hrabiego. Poeta angielski oprócz tego, w inny sposób poświadcza przymioty hrabiny, ukazując nam człowieka lekkomyślnego i zepsutego, który się z nią obchodzi z lekceważeniem (Parolles).
Klein czyni uwagę, że u Włocha skromność niewieścia jest więcej pohamowana, gdyż nie ona sama wybiera sobie księcia Salerno, ale się zwierza królowi, a król go dla niej za męża naznacza. Tym sposobem niechęć i nienawiść obrażonego nie spada wprost na nieszczęśliwą.
Zamiast we Florencyi, księcia Salerno spotykamy u Accolti’ego w Medyolanie, razem z towarzyszem, pochlebcą, błaznem, niejakim Ruffio, który przypomina Parolles’a. Ruffio, zabierając się księciu służyć za pośrednika do panienki, która mu w oko wpadła, powiada:

„Pójdę tedy, i naprzód słodziuchną poczęstuję pigułeczką, a nie uda mi się, dopiero Marsa postawię. Abym na dudka nie wyszedł, użyć muszę podstępu i chytrości. Na obie strony tęgo łgać trzeba i obie oszukiwać strony“.

Di là di quà dirò molte bugie,
Ed ingannar voglio l’una e l’altra parte.

Bertram powiada: „Obosieczny łajdak“.
U Włocha Rufian ten zaczyna próbować od matki, u Szekspira od córki. Gdy się to nie powiodło, a Ruffio idzie powtórnie, wysłany z listem księcia, żartując z jego afektów, a pewnym będąc, że brzęczące argumenta silniejby działały, wdowa go miotłą za drzwi wygania.
Język Accolti’ego także jest jędrny.

S’al dipartir non hai la gamba presta,
So ti darò con questa in su la testa.

A Ruffio wychodząc, za drzwiami woła:

Vecchià ribalda d’Antichristo madre...

Książę, nie dając się niczem zrazić, gotów jest na wszelkie ofiary dla pięknej dzieweczki. W tej chwili przynoszą mu list od żony, na który odpowiada, że nie wróci do niej, aż pierścień jego i dziecię po nim mieć będzie.
Virginia odebrawszy odpowiedź, mdleje, — Klein sądzi, że trzy listy u Szekspira wynikły z idei podobnych listów u Włocha. (Jeden w formie sonetu). U poety włoskiego, Wirginia czuje się występną, że śmiała oczy podnieść tak wysoko, uznaje się niegodną, — czego u angielskiego niema, i to stanowi charakterystyczne poczucie w nim godności ludzkiej.
Virginia woła: „Chociaż wzrok mój obłąkany ośmielił się miłośnie podnieść na tak wysoko stojącego księcia, takem to ciężko opłakała, i opłakiwać będę takiemi łzami, że ludzi i bogów przebłagają i zaspokoją, a winę moją pokutą miłości zmyję i opłacę!“ Szekspirby tego nie powiedział, bo to poniża raczej bohaterkę, niżeli sympatyę dla niej zyskuje.
Charakter Bertrama u Szekspira, acz dumnego i płochego, jest jakąś barwą rycerską i męstwem uszlachetniony. Johnson, pomimo to, w imię moralności, chce nad nim „more justice“ — u Włocha jest on jeszcze mniej sympatycznym.
Ruffio, po odmowach ponowionych, występuje znowu, radząc spotkanie — po dobrym obiedzie.
Następuje przybycie Virginii, wywiadywanie się jej o księcia, powieść o jego zabiegach około pięknej dzieweczki. U Szekspira uproszczono to, gdyż gospodyni, u której staje Helena jest razem matką panienki, — Włoch osobno wyprowadza gospodynię. Umowa następna, mniej więcej jednakowa idzie u obu. Ruffio biega i czynny jest na scenie, u Szekspira słyszymy o tem tylko.
W czwartym akcie Virginia ma już pierścień i czuje się w przyszłości matką, obdarza wdowę i córkę i, jak u Bokkacyusza, oddala je. U Szekspira kobiety te występują przy rozwiązaniu.
Virginia przysposabia się do odbycia słabości, książę tęskni za kochanką, która znikła.
Ruffio doradza powrót do domu, który koniecznym czyni przybycie posłów z Salerno.
Na dworze w Salerno spotykamy Sylwia, który wybiera się szukać zbiegłej księżnej.
W piątym akcie książę powraca; uroczyste jego przyjęcie. Gotują ucztę przepyszną, Lukullusowe przewyższyć mającą biesiady. Virginia z pierścieniem i dziećmi wybiera się do Salerno: przybywa i staje przed księciem.
Książę zapytuje jej, nie poznając:
„Ktoś ty kobieto zbiedzona, o bladej twarzy? z oczy zgasłemi i wypłakanemi? Widzę twe włosy rozpuszczone do pasa, rozrzucone, polepione tylko łzami. Czego żądasz ode mnie? Przysięgam ci na przedwieczne potęgi, które rządzą niebem i ziemią, taką w mej piersi obudzasz litość, że się ode mnie wszelkiej łaski możesz spodziewać“.
Tu następuje mowa Virginii do męża, a w niej historya jej cała, — jak Klein upewnia, piękna bardzo, ale nie przywodzi jej.
Wszyscy się wstawiają za nieszczęśliwą i książę ubłagać się daje.
„Kiedyś, niewiasto, miłością tajemną a mądrą, zdobyła sobie i wywalczyła małżonka, twój bezprzykładny, wynalazczy postępek, cel, na pozór niedościgniony, dał ci ubiedz. Panie, panowie za cię przejednania proszą; tam lud tysiącem ust za tobą woła, i moje serce, zgodnie z nimi, przebacza (!)... Poruszon łzami, dziećmi, miłością wierną... Niech ci wszelka wina będzie darowaną. Synaczki twoje uznaję za własne, i za małżonkę przyjmuję do łaski, niech płacz i boleść ustaną.
Kończy się mowa: „Gotujcie dla nas małżeńskie łoże, ale w mych objęciach najlepszy znajdziesz spoczynek.“
Mógł wprawdzie Szekspir posłużyć się tą osnową, zapożyczyć coś od Włocha; ale charakter osób, wypadków, moralne znaczenie dramatu, u niego jest i wielce różne i nieskończenie wyższe.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.