Z „Maryi Stuart“

<<< Dane tekstu >>>
Autor Gustaw Zieliński
Tytuł Poezye Gustawa Zielińskiego
Data wydania 1901
Wydawnictwo Własność i wydanie rodziny
Drukarz S. Buszczyński, Toruń
Miejsce wyd. Toruń
Źródło skany na commons, t. II
Inne Cały tom II
Pobierz jako: Pobierz Cały tom II jako ePub Pobierz Cały tom II jako PDF Pobierz Cały tom II jako MOBI
Indeks stron
Z „MARYI STUART“.

(Szyllera).




(Aktu III-go, Scena 1).

Park zamku Toteringay, na przodzie drzewami zarosły; w głębi rozległy widok.

Scena I.
(Marya wybiega prędko z pomiędzy drzew, za nią wolniej pospiesza Anna Kennedy, jej mamka.)

Anna.
Pani! ty biegniesz jakbyś skrzydła miała:

Nie mogę zdążyć, wstrzymaj się na chwilę!

Marya.
Pozwól mi w nowej wolności użyciu,

Być znowu dzieckiem — i ty się niem zrób —

I na zielonem ślicznych łąk okryciu
Doświadczmy lekkich, uskrzydlonych stóp:
Gdym się wydarła z ciemnego więzienia,
Gdy grób wilgotny nie ziębi mych skroń,
Pozwól, ach! pozwól, niech spragnione tchnienia
Wciągają lekką, niebem tchnącą woń.

Anna.
O droga Lady, więzień twoich szranki

W mały się tylko rozchyliły przedział,
Nie widzisz muru, który nas otacza
Bo go drzew gęste osłaniają liście.

Marya.
O dzięki, dzięki wam zielone drzewa,

Co osłaniacie mur mego więzienia;
Chcę o wolności, chcę o szczęściu marzyć,
Pocóż mnie budzić z słodkiego uśpienia?
Czyliż mnie łono niebios oddalonych,
Czarownym wdziękiem nie otacza wkoło?
Czyliż me oczy nie błądzą wesoło,
Pośród przestrzeni wzrokiem niezmierzonych?
Tam — kędy we mgle podnoszą się góry,
Tam się państw moich granica poczyna,
Te na południe wędrujące chmury,
Dążą, gdzie Francyi na morzach dziedzina.
Żeglarze wiatrów, spieszące się chmury,
Ktoby wędrował, kto żeglował z wami,
Niech wita, kraje młodości mej drogie;
Ja niewolnica, okryta więzami

Ach! innych posłów wysyłać nie mogę;
Pęd wasz swobodny w błękitów otchłani,
Wy, nie tutejszej królowej poddani.

Anna.
Ach, droga Lady! jesteś jak w obłędzie,

Długo pragniona wolność cię odurza.

Marya.
Tam na czółenku rybak sieć dostaje,

Ten drobny statek byłby mi zbawieniem,
Gdyby mnie szybko uniósł w lube kraje;
Dziś, jest mizernym człeka wyżywieniem.
Ja bym mu dała skarby i dostatki,
Z tego połowu mógłby wielkość snuć;
Znalazłby szczęście na dnie swojej siatki,
Gdyby mnie przyjął w swoją zbawczą łódź.

Anna.
Daremne chęci! czyż nie widzisz pani,

Jak twoje kroki, śledzi straż z daleka;
Surowy zakaz, co każdego człeka
Oddala, chociaż ma współczucie dla niej.

Marya.
Nie, dobra Anno! wierz mi, niedaremnie

Mego więzienia bramę odemkniono,
Ta drobna łaska, rodzi ufność we mnie
Że większem szczęściem będę obdarzoną.
Droga to ręka bramę mi otwiera,

Możne w tem widzę ramię Lejcestera.
Chcą mi stopniowo rozszerzyć więzienie,
Z małej do większej swobody przyswoją,
Aż w końcu, tego obaczę wejrzenie
Co moje więzy skruszy ręką swoją.

Anna.
Ja w tych sprzecznościach nie dopatrzę zgody!

Wczoraj ci wyrok śmierci odczytany,
A dzisiaj nagle używasz swobody!
Wszak mówią, że tym zdejmują kajdany,
Których na zawsze wolność wkrótce czeka.

Marya.
Słyszysz!... czy słyszysz?... jak przez las, przez błonia

Myśliwskiej wrzawy przybliża się szum;
O jakbym rada, dosiąść teraz konia,
Złączyć się, zmięszać w ich ochoczy tłum.
Słyszę, tak słyszę... O! ten głos mi znany,
Dziś, wśród bolesnych chwil — niezapomniany;
Zawsze mi słodkie obudzą wspomnienia,
Jak pieścił ucho, gdy śród szkockich gór,
W głębokich jarach, które las ocienia,
Rogów myśliwskich odzywał się chór.
1833 r.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Friedrich Schiller i tłumacza: Gustaw Zieliński.