Ach, mogiły dokoła...


Ach, mogiły dokoła... • Antoni Lange
Ach, mogiły dokoła...
Antoni Lange

Ach, mogiły dokoła, mogiły, mogiły!
Miałem ja niegdyś liczne grono przyjacieli —
Każdy mi był kochany, każdy mi był miły,
A dziś — wieczna niebytu granica nas dzieli.

I jestem na tej ziemi wciąż bardziej samotny —
Bo każdy się kolejno kładł w podziemne łoże:
I opuszczał na zawsze ten padół przelotny,
I odchodził w nieznane, tajemnicze zorze.

O, przyjaciele moi i nieprzyjaciele
(Gdyż pamięc nieprzyjaciół jest mi równie droga!),
Gdzież wy teraz? W mogiłach. Wiele mogił, wiele —
Coraz więcej — i coraz pustsza moja droga.

Tak chytrze mnie zwodziła śmierć, że mnie nie tyka —
Lecz wszystko, co mi było najdroższe — i wszystko,
Com kochał — wciąga w pomrok swego matecznika —
I dokoła mnie rośnie wieczne cmentarzysko.

Drogie oczy, zielone jako morza fale,
Które widzę i których nigdy nie zapomnę —
Gdzie wy? Jakie was kryją mgły, jakie oddale?
Jakie nieskończoności złote i ogromne?