<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (syn)
Tytuł Antonina
Data wyd. 1871
Druk F. Krokoszyńska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Bełza
Tytuł orygin. Antonina
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


V.

Niejednokrotnie bywało, Edmund przesiadywał po całych godzinach z młodą dziewczyną w jéj własnym pokoiku przy ulicy Godot, który Gustaw ozdabiał codziennie w rozmaite drobnostki. Nichetta pracowała ustawicznie, kiwając główką to na prawo to na lewo dla lepszego zobaczenia swojéj pracy, — z ruchami pliszki przeglądającéj się w czystym potoku.
Te blond włosy, ułożone w pukle na około jéj głowy, podobne były do korony pod prześlicznemi tiulowemi czepeczkami z kwiatów i wstążek, które Gustaw wymagał aby sobie robiła, ponieważ otaczał szczególnemi staraniami tę piękną jasną głowę.
Wiedziała dobrze pani Pereux, iż związek ten nie będzie wiecznym; ale znając rzetelne uczucie jakie Gustaw okazywał Nichetcie, chciała zapomocą łaskawego popierania, uświęcić tę próbę miłości przez którą młoda dziewczyna przeprowadzała towarzysza jéj syna — i podziękować mu zarazem, za szczerą przyjaźń jaką okazywał Edmundowi.
Pani Pereux, była osobą zbyt dobrze znającą życie, aby się nie miała stawiać po nad wszystkie przesądy, — to téż niejednokrotnie, zdając się niby niewiedzieć o stosunkach Nichetty z młodym Daumont, przyjmowała ją u siebie w domu, co tak dalece ujęło dla niéj młodą gryzetkę, iż w zamian za delikatne postępowanie jéj, zdolną była rzucić się za nią w płomień.
— Jak przepędziłeś dzisiejsze rano? spytała pani Pereux swojego syna, kiedy pocałowawszy ją w rękę, siadł swoim zwyczajem u jéj nóg na ławeczce.
— Jak zwykle, moja matko, przechadzałem się z Gustawem.
— Dla czego Gustaw nie przyszedł mnie odwiedzić?
— Poszedł na ulicę Grodot, ale dziś w wieczór będziemy go mieli u siebie.
— Co ci jest? spytała pani Pereux, — masz zafrasowaną minę.
— Zgadujesz więc wszystko, moja matko.
— Co ci się stało?
— O, nie lękaj się; nic niebezpiecznego, — bardzo pospolita awanturka.
— Opowiedz że mi ją przecie.
Pani Pereux zaczęła na nowo swoją robótkę, przygotowując się do słuchania.
Edmund opowiadał jéj wszystko w porządku w jakim postępowały wypadki po sobie zrana.
— Jest — że piękną ta młoda panienka? spytała matka po chwili.
— Zachwycająca.
— Blondynka?
— Brunetka,
— Uwielbiać cię będzie, jak pozna.
— Któż ci to powiedział? — maja matko.
— Byłoby pięknie, gdyby nie chciała kochać mega Edmunda! Ale bez niedorzeczności mój synu.
— Jakież niedorzeczności mogę robić?
— Alboż ja wiem? Zakochani są zwykle nieostrożni.
— Ależ, ja jeszcze nie jestem zakochanym.
— Jesteś już na téj drodze.
— A jeżeli rzeczywiście zostanę zakochanym, czy będziesz mnie mniéj kochała?
— Czy mogęż ja cię za co nielubić mój drogi Edmundzie? Jeżeli kochasz tę dziewczynę i ona cię kocha, jeżeli należy do uczciwéj familji, poprosisz ojca o jéj rękę, który będzie uszczęśliwiony że ci ją powierza — i w miejsce jednego dziecka będę ich miała dwoje. Tylko pomiędzy niemi zawsze będzie jedno, które więcéj od drugiego kochać będę.
— Jak to ty wszystko dobrze urządzisz.
— Czyż tak stać się nie może? A choć ja zaślubiłam twojego ojca nie znając go, ty z tem wszystkiem możesz ożenić się z panienka, która ci się podoba...
— Jakaś ty dobra!
— Ale opowiesz mi wszystko co zajdzie.
— Czym ci kiedy co ukrywał?
— Cóż teraz zamyślasz robić?
— Jutro przedstawię się w domu pana Devaux.
— A to pod jakim pretextem?
— Pod pretextem że jestem chory i że przychodzę prosić o poradę.
Na te słowa pani Pereux zbladła.
— Co ci jest matko? zapytał bojaźliwie Edmund.
— Nic, moje dzięcię, — nic. Wolałabym tylko, abyś... wybrał inny pretext.
— A to dla czego?
— Wiesz dobrze, jak jestem zabobonna.
— Nie lękaj się moja mateczko, jestem zdrów jak nigdy.
Pani Pereux uściskała swego syna; łzy błyszczały w jéj oczach.
— Ah Boże! Już płaczesz... zawołał Edmund rzucając się przed nią na kolana i ściskając jéj ręce. Czegoż płaczesz? czym ci co złego uczynił?
— Ja nie płaczę, mój drogi. Przychodzi mi tylko na myśl, iż jak się ożenisz to więcéj będziesz kochał swoją żonę jak matkę, — i ta to myśl łzy powoduje.
— Nigdy matko, — ty wiesz dobrze o tém,
— Nie mów tego, moje dziecko. Bądź szczęśliwy, w jakikolwiekbądź sposób; — o to tylko proszę Boga.
Nieprawda, aby ta tylko myśl wywołała łzy w oczach pani Pereux; gdyby ona jedna bowiem ją tak wzruszyła, wzruszyłaby była ją z pewnością w samych początkach opowiadania Edmunda.
Jakież więc obawy wstrząsnęły tak nagle sercem młodéj matki?...
Robiła ona wszystko co mogła, aby jej syn zapomniał o téj chwili smutku. Zaczęła na nowo swoją robótkę, zmieniła przedmiot rozmowy i stała się wesołą.
Ale Edmund znający dobrze usposobienie matki, spostrzegł wkrótce iż wesołość ta nie była szczerą i że jakaś myśl ją zajmowała.
Pod wieczór pani Pereux wzięła Gustawa za rękę i rzekła mu:
— Staraj się aby Edmund nie poszedł jutro do pana Devaux.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Dumas (syn) i tłumacza: Stanisław Bełza.