<<< Dane tekstu >>>
Autor Wincenty Stroka
Tytuł Boże ptaszki
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Wydawca G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Data wyd. 1893
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część I
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


BOŻE PTASZKI.

Wzleciał z gniazdka ptaszek mały raz pierwszy w świat boży,
Zwrócił oczka swe ptaszęce do rumianej zorzy —
Pod nim trawka, wonne kwiaty, a nad nim błękity,
Więc, choć ptaszek, dziwne uczuł w sercu swem zachwyty,

Zatrzepotał skrzydełkami i z zielonej błoni
Wzbił się w górę ku niebiosom i piosenkę dzwoni,
Dzwoni piosnkę uroczystą, tęskną i radosną,
O tem niebie, o tych kwiatkach, co na błoni rosną.

A jak wzleciał, tak i leci coraz wyżéj, wyżéj
Czasem tylko do gniazdeczka śmiały lot swój zniży,
I znów w górę podlatuje, tam, ku sinej dali,
Bo tam Ojca, Pana czuje, więc Go pieśnią chwali.

I nie zmilknie piosnka cicha, póki tchu jej stanie,
Nucić będzie ptaszka boża: „chwała Tobie, Panie!“
Nucić będzie, aż tam kiedyś życia, piosnek, syta,
Na spoczynek główkę złoży pośród łanu żyta.


*

Na łan wyszło dziewczę młode w pierwszej życia wiośnie,
Szczęsna patrzy na świat boży i nuci donośnie,
Bo jej dusza nie zna jeszcze cierni, ponęt świata,
Tylko, jak to boże ptaszę, myślą w niebo wzlata.

Pieści ojciec, matka pieści, dziwią się młodzieńce,
Taka u niej jasność oczu, tak żywe rumieńce,
A w serduszku szczęście, cisza, radość i pogoda,
Że tak zawsze pozostanie, marzy dusza młoda.

Wyszła w pole zrywać kwiatki i posłuchać pieśni,
Co jej zawsze zrana ptacy wyśpiewują leśni.
Dziś jednego braknie głosu, co tak słodko nucił:
— Ach! gdzież jesteś, skowroneczku, czemuś mnie porzucił?

Chyli dziewczę główkę na dół po bławatek modry
I wraz z oczu łez bolesnych trysnął strumień szczodry:
Pod bławatkiem pośród żyta skowroneczek leży —
Cóż się stało? patrzy dziewczę i oczom nie wierzy.

Cóż jest ptaszek?!... lecz ten pierwszy zawód w życia drodze
Rozwiał słodkich marzeń roje, zranił duszę srodze,
Ona śniła raj na ziemi, widzi padół płaczu
I poważna myśl się budzi o ziemskim tułaczu.

Ileż przeszło już pokoleń, ile przejdzie jeszcze...
Jak zielony liść, co zeschły jesienią szeleszcze,
Tak jej krasa, wiosna minie, przyjdzie życia zima,
Strudzonego na spoczynek wezwie Bóg pielgrzyma.

Zbladło dziewczę, lecz w jej sercu trwoga nie zagości,
Bo tam płomień wiary płonie i płomień miłości...
Blask ich drogę jej rozświeci śród życia zawieji,
I zakwitnie w duszy cudny, wieczny kwiat nadzieji.

W głębi słyszy głos: „Patrz! świat ten, tak piękny dla oka,
To odwiecznej prawdy tylko znikoma powłoka,
Prawdę kochaj, znikomości zdeptaj cienie marne,
I wytrwale idź bez żalu w szlaki cnót ofiarne.

„Przyjmij szczęście, gdy Bóg zdarzy, lecz patrz w koniec drogi,
A ogarnie duszę twoją pokój niebios błogi;
I twa postać błyśnie światu w anielstwa ozdobie —
Bóg tajemnie wstąpi w duszę i zamieszka w tobie“.

Umilkł głos, dzieweczka stoi, jakby w niebowzięta,
Ptaszka kładzie znowu w zboże, złożyła rączęta,
A modlitwę szepcą usta: „Panie! Twoja-m cała,
Wiecznie będę, jak ta ptaszka, chwałę Twą śpiewała!“


Kraków.Wincenty Stroka.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wincenty Stroka.