Człowiek (Norwid, 1934)

<<< Dane tekstu >>>
Autor Cyprian Kamil Norwid
Tytuł Człowiek
Podtytuł Wiersz przypisany P. z N. S. siostrze.
Pochodzenie Dzieła Cyprjana Norwida
Redaktor Tadeusz Pini
Wydawca Spółka Wydawnicza „Parnas Polski”
Data wyd. 1934
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
CZŁOWIEK.
WIERSZ PRZYPISANY P. z N. S. SIOSTRZE.
I.

Oto zrodzonyś, maleńka dziecino.
I w dni niewiele taki jesteś luby,
Skoro cię z długich osłonięć wywiną,
Do wanny niosą lub na dywan gruby,
Niby małego nad Nilem Mojżesza.
Tylko, co ówdzie bolało, pociesza.
Rodziców miłość, jak trzecia istota,
Z dwóch serc ku niebu powstająca kwiatem,
Coś niby gwiazda, niby lilja złota
Niby światłością, niby aromatem
Powietrza próżnię napełnia dokoła,
W kolebkę roniąc sakrament kościoła.
Matki-dziewicy obraz patrzy na cię
Ze swoją ręką na niebieskiej szacie —
Ten i ów dziadek z ram starych wyziera,
Jak z okien domu, kędy gość się zbliża —
Mamka za ciebie bierze znamię krzyża:
Snowa się pasmo, które nie umiera.
O mamko Polko, tyś istota święta,
Którąbym równał córce Faraona,
Przyciskającej sierotkę do łona,
Tyle nie o swem dziecięciu pamięta
Matczyność twoja, bynajmniej wrodzona.
Ty nieraz, gdy już roków wiele minie,
A dziecie ssące mężem lub kobiétą:
Zapamiętana w oddalonym mainie,
Kłonisz się głową fartuchem okrytą
Do nóg, co, stopki będąc maleńkiemi,
Pytały ciebie, jak dotykać ziemi?
Ty, skoro syn twój (nie twój), twoja córa
(Nie twoja) blade z łoża niosą skronie
Ku krewnym swoim, patrzysz w twarz doktora
I w malowaną twarz w cierniów koronie —
Współcierpiąc krzepisz, jak siła cudowna,
A, współbolejąc, nic nie bierzesz sobie,
Jako cherubin, bezinteresowna,
Pastuszkom bliska przy Chrystusa żłobie.
Więc oto, człowiek, takie jeszcze ziarno,
Spotkał już miłość czystą i ofiarną,
Która mu stopki dziecięce obmywa,
Z weselem służy i o Bogu śpiéwa.
Znać, że pan z panów, służbą uprzedzony,
Skinieniem rządzi, świeci bez korony.
Znać, że i kapłan, bo ileżto razy
Domowe swary godzi bez obrazy!
Znać, że i władca, bo zwierz mu domowy
Pod ciosy piąstki nachyla rad głowy,
Pies, straszny innym, kły podawa białe
Jako zabawkę paluszkom różowym,
Ruszenia kłamie senne i niedbałe,
W powinnym hołdzie prawom nadzmysłowym.
A dziecię-człowiek najmniej się nie dziwi,
Jakby do domu pan wrócił z podróży,
Uśmiechem samym darzy i szczęśliwi,
Samem rumieńca pobladnięciem trwoży.
I, jeśli nawet obejściem takowem
Zaciąga długi, to jako wielmożny,
W potrzebach swoich słusznie nieostrożny,
Ufny, że jednem nagrodzi je słowem.
I jakże? — Taką widząc cię istotą,
Będęż się ciebie zapytywał, dziecię,

Czy idziesz posiąść na tym starym świecie
Boleść i nędzę, czy bisior[1] i złoto?
Czy idziesz wrzucić na ramiona młode
Sokole skrzydła poezji wiosennej
I hardo począć wielką życia odę,
Przy grzmocie letnim, przy lirze promiennej?
Czy gdzie z niekrewnych najbliższe ci łono
Jaśminne pąki otrząśnie na ciebie
I będziesz tobie współ niedoścignioną
Bliźnięcą gwiazdą na pogodnem niebie?
Czy gdzie gościńce zawezwą cię mléczne
Na bohaterów stepy historyczne,
A sława, w zbrojnych zawierusze prawic,
Poda ci szpadę z laurem, wśród błyskawic?! —
— Czy będziesz jako mędrzec, wódz, generał,
Bogacz, lub szczęsny patrycjusz umierał?
———————————
O nie, nie o te spytam cię litery
Słów, ciebie, ziarno chrześcijańskiej ery!
Ani zapomnę, z dziewiętnastym wiekiem,
Że jesteś w większem postawiony prawie,
Że cię egipskie przyniosły żórawie[2].
Że Boga jesteś sąsiadem — człowiekiem.

II.

Więc bądź ty sobie dla tej wielkiej sprawy,
W zastępy której wszedłeś na planetę,
Choć po lewicy, a wszelako prawy —
I szczęścia inne miej, chociażby nie te,
Co tyle dają radości i sławy.
I pogardź więcej, niż swem powodzeniem,
Bo pogardź miłych ci o szczęściu marą,
Przyjaciół twoich o celu marzeniem
I oficjalną twej epoki wiarą![3]
Wyżej, bo niżej, stanąwszy tej rzeszy,
«Wśród nieprzyjaciół swych panuj wielmożnie»[4],
Acz będzie chwila, że cię nie pocieszy
Nikt i nikt z tobą nie pocznie ostrożnie —
I stu przyjaciół stanie przeciw tobie,
Zmiennikiem zowiąc, iż są nieruchomi!
Poczujesz swary pod nogami — w grobie —
Usłyszysz, jak cię szarpią niewidomi,
Śmiać się nauczysz, płakać będziesz lepiej,
Ziemia-ć przemieni się, niebo przesklepi.

III.

Świat, radujący się różą miesięczną
Lub zamykanym co wieczór powojem,
Dolę ci twoją obwoła niewdzięczną,
Jałowym trudy twe obwoła znojem.
Dziewice piękne i bardzo rzewliwe,
Z których nie była żadna na Golgocie,
Wymówki będą ci posyłać tkliwe,
Kabalistyczne rzucać w twarz stokrocie.
Nogi ci włosem obetrze — kto? — strumień?
Kto ci obetrze pot z bladego czoła,
Jeśli nie prawda, Weronika sumień,
Stojąca z chustą swą w progach kościoła?
Sakrament, poznasz, że jest jeden stały,
I samą wzgardą pogardzisz na świecie,
Piękny, jak świeżo narodzone dziecię,
Ten sam, co dawniej, niby Mojżesz mały,
Nilowej lilji trzymający kwiecie.

IV.

I to ja ciebie, zrodzonego k’temu,
Mamże zawodną łudzić pomyślnością?
Byś nieświadomość swą zwał cudzą złością,
Targał się ówdzie, gdzie klaskać masz w dłonie,
A gdzie masz piorun cisnąć, skłaniał skronie?
———————————
Nie! Ty bądź raczej niebardzo szczęśliwy!
Pierwszym nie będziesz ni ostatnim, przeto
Bądź niezwodzonym — umarły, czy żywy?
Cykutą[5] karmion, czy miodem i mlekiem? —
Bądź niemowlęciem, mężczyzną, kobietą —
Ale przedwszystkiem bądź bożym człowiekiem.
1857.





  1. bisior (arab.?) delikatna, droga tkanina lniana,
  2. Dzieciom w Polsce mówią, iż człowieka na świat przynosi bocian lub żóraw: w czem leży parabola, iż z górnych stron i od wschodu ludzkość bierze początek. (P. P.).
  3. Czasowym przesądem. (P. P.).
  4. Ten wiersz jest z Psalmu Dawidowego. (P. P.).
  5. cykuta (łac.) — szalej, roślina trująca.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cyprian Kamil Norwid.