Do Karoliny Dziekońskiéj, Strażnikowéj Polnéj W. Ks. Lit.

XXIV. Do Karoliny Dziekońskiéj, Strażnikowéj Polnéj W. Ks. Lit.
(Bukiet na imieniny).




Z martwych ci ziołek dar niebogaty
Zasyłam, Karolino,
Póki się znowu w mym jasne kwiaty
Ogródku nie rozwiną.

Żałosna chwila z odmiany stanu,
Ostrzejsza nad mróz i lody,
Zwarzyła, szumiąc od Watykanu,
Wesołe w myślach ogrody.

Wiatr tylko po nich, co się nazywa
Wzdychaniem, posępnie chodzi,
A rosa, która z oczu wypływa,
Bardziej je suszy, niż chłodzi.

W lubym pokoju, w fortunnéj dobie
Tyle dłoń miała poety,
Że darząc drugich, jeszcze i sobie
Krasne zwijała bukiety.

Ten, którym dzisia brat wdzięczny darzy,
Mało twe święto ozdobi,
Lecz się w twych ręku przy miłéj twarzy
Piękniejszym zapewnie zrobi.

Bielsza, niż narcyz, rzetelnéj duszy
Szczerość swym mlekiem ubieli,
Żywym szkarłatem wstyd go przypruszy,
Grzeczność błękitu udzieli.

A gdy przy tobie mąż zacny stanie,
Trzymając synaczków parę,
O! jak to cudne kwiatów zebranie
Miéć w domu piękność i wiarę!
1773, VIII, 296 — 7.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.