Goffred abo Ieruzalem Wyzwolona/Pieśń siedmnasta

<<< Dane tekstu >>>
Autor Torquato Tasso
Tytuł Goffred abo Ieruzalem Wyzwolona
Redaktor Lucjan Rydel
Wydawca Akademia Umiejętności
Data wyd. 1902–1903
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Kochanowski
Tytuł orygin. Gerusalemme liberata
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


Pieśń siedmnasta.
ARGUMENT.
Egipt swe woyska w polu popisuie,
Potem ie przeciw Chrześcianom wiedzie.
Na Rynaldzie się Armida gotuie
Pomścić, y z ludem swem na popis iedzie
Y sama siebie przed królem ślubuie —
Dać za nagrodę — na wielkiey biesiedzie.
On wtem zbroię brał, na którey wyryte
Widział swych przodków dzieła znamienite.
1.

Gaza, nad morzem miasto położone,
Iest na gościńcu tuż przy Palestynie,
Ku Damiacie, a ma niezmierzone,
Przyległe piasku suchego pustynie,
Które tak wichry mieszaią szalone,
Iako wiatr — morze, y często tam ginie
Nie ieden pielgrzym, zasuty piaskami
Y pogrzebiony wielkiemi zaspami.

2.

Król ią z Egiptu miał za pogranicze,
Od dawnych czasów wydartą Turkowi.
A iż na woynę przyszłą [co się tycze
Bliskości] beła sposobna królowi —
Memphim swey dawney odbieżał stolice,
Y tu ią przeniósł, y teraz ludowi
Wszystkiemu z państw swych kazał się tam ściągnąć,
Chcąc w pole prętko na woynę wyciągnąć.

3.

Iako się w ten czas te państwa rządziły,
Iowiszowego powiedz córko rodu,
Iakie egipski w ten czas król miał siły.
Iaka moc beła którego narodu,
Kiedy się woyska do kupy schodziły
Z południa y od ostatniego wschodu.
Ty sama, Panno, roty y hetmany,
Y możesz świat w pół mianować zebrany.

4.

Skoro się z mocy cesarza greckiego
Egipt wyłamał, wiarę odmieniwszy;
Ieden się z rodu Machometowego
Panem uczynił, dwór tam założywszy:
Kalif nazwany; potem od pierwszego
Każdy król, pierwsze imię swe złożywszy,
Kalif się zowie: tak Pharaonowie,
Tak szli porządkiem Ptolomeuszowie.

5.

Tak się za laty państwo rozszerzyło,
Takiey możności, takiey beło ceny,
Że w się w Azyą y Libią kryło,
Od Marmaryki y płodney Cyreny,
Po brzeg syryiski potem zachodziło
Przeciw Nilowi, za klima Syeny;
Ztąd się ciągnęło do pustyń piaszczystych,
Ztąd Euphratowych do wód przeźroczystych.

6.

W prawo y w lewo w sobie zamykało
Bogate morze y brzegi pachnące,
Y za Morze się Czerwone ściągało,
Na wschód y kraie murzyńskie gorące.
Wielkie bogactwa, wielkie siły miało,
Lecz państwo przez się możne y kwitnące,
Możnieysze sam król czynił z każdey strony
W cnotach królewskich, w woynach wyćwiczony.

7.

Woiował długo z Turki y z Persami,
Wygrawał często, często też przegrawał;
W nieszczęściu więtszy — tak twierdzili sami
Nieprzyiaciele — niż w szczęściu zostawał.
A kiedy się iuż wielkiemi pracami
Y laty stargał y w sile ustawał,
Odpasał szablę y zbroię położył,
Lecz żądzey władzey szerokiey nie złożył.

8.

Ieszcze woiuie przez swoie hetmany,
Wspaniały w sercu y poważny w mowie.
Y monarchiey z wielu państw zebrany
Ciężar nie cięszki ieszcze iego głowie;
Z Afryką, w drobne rozdzieloną pany,
Na iego imię drżą mali królowie;
Dalecy mu się Indowie kłaniaią,
Ci lud na woynę, ci trybuty daią.

9.

Taka możnego króla beła siła,
Gdy woyska w pole wysyłał zebrane,
Bo go francuska potęga trapiła,
Y szczęście iemu dawno podeyrzane.
Tam też Armida przyszła y trafiła
Prawie, gdy woysko miało być pisane
W przestronem polu, kędy nad pięknemi
Łąkami — iezni miiali z pieszemi.

10.

Król w maiestacie wyniosłem, na górze
Siedział, na który wchodzono stopniami.
Baldekin złoty, rozpięty na sznurze
Wisiał, drogiemi tkany iedwabiami;
Ten miał nad sobą, sam zaś beł w purpurze,
A drogi deptał złotogłów nogami.
Z miękkiey bawełny zawóy wity w koło
Zdobił mu skronie y wesołe czoło.

11.

W ręku miał sceptrum. Brody długiey siwe
Włosy mu wielką powagę czyniły;
Śmiałość mu oczy wydawały żywe,
Które się laty nic nie odmieniły.
Lubo się ruszył, lub weyrzał — prawdziwe
Wszystkie postępki królewskie w niem były.
Fidyas pono Iowisza takiego
Uczynił, ale grom ciskaiącego.

12.

Ieden satrapa przednieyszy prawice,
A drugi boku lewego pilnuie;
Tamten miecz trzyma u złotey głowice,
A ten urzędu znak, pieczęć piastuie.
Ieden królestwa wszystkie taiemnice,
Y pospolite sprawy odprawuie,
Drugi hetmani y woyskami rządzi
Y rządu strzeże y występne sądzi.

13.

A Cyrkassowie po oboiey stronie,
Straż iego wierna, stali mu na oku;
Ci krom karacen y oszczepów, bronie
Krzywe nosili u iednego boku.
Tak w ten czas siedział na wysokiem tronie,
Wszystkiemu swemu woysku na widoku,
A roty wszystkie, kiedy go miiały,
Czołami biły, chorągwie schylały.

14.

Pierwszy z Egiptu lud się popisował,
Od czterech swoich wodzów prowadzony;
Dwu górny Egipt, a dwu wyprawował
Dolny, od Nilu płodnego sprawiony.
Ten w morze mułu naniósł y zgotował
Bez wielkiey pracey rodzayne zagony,
Gdy słońcem przesechł; o, iak tego siła
Iest wewnątrz, gdzie wprzód brzeg y woda była.

15.

W pierwszem szli półku, co ku zachodowi
W Aleksandryiskich równinach mieszkali,
Y pola słońcem spalone, brzegowi
Afrykańskiemu przyległe, orali.
Araspes — beło imię ich wodzowi,
A iako o niem wszyscy powiadali:
Nie mężny, ale fortelów beł pełny,
Y na woienne zasadki subtelny.

16.

Wtóry półk wiedzie Aronteus, z włości
Azyiskich, które na wschód się chyliły.
Ten w sobie żadney nie miał swey godności,
Ale go zacnem tytuły czyniły;
Ieszcze woiennych nie skusił przykrości,
Ranę go trąby ieszcze nie budziły;
A teraz go czci pragnienie tak bodło,
Że go od wczasów na woynę wywiodło.

17.

Trzeci nie beł półk, ale się tak zdało,
Że woysko pola niezmierne okryło;
Rzekłbyś, że ich nic w państwie nie zostało,
Chocia z iednego miasta wychodziło,
Miasta, które się powiatom równało,
Takie, tak wielkie przestrzeństwo w niem było:
Kair wspominam, z którego wychodził
Lud ten, a Rampson ich wódz ie przywodził.

18.

Gazeł czwarty półk wiódł tych, którzy koszą
Blisko Egiptu obfite pszenice
Y wyżey, aż tam, gdzie z niebieską rosą
Nil spada na dół do morskiey granice.
Egipscy ludzie szable tylko noszą
Y łuki, boby zbroie y przyłbice
Nie udźwignęli, a w bogatem stroiu,
Chciwość do łupu, nie strach czynią w boiu.

19.

Z Ptolomaidy potem przechodzili
Mdli, nadzy ludzie z Alarkonem swoiem,
Którzy się przedtem długi czas żywili
Po pustych brzegach łupem y rozboiem.
Iuż lepsi króla sumarskiego byli,
Co za niemi szli, ale wstępnem boiem
Nic nie umieli. Król trypolski po niem
Szedł z swoiem ludem, dzielnem kręcąc koniem.

20.

Z obu Arabiy, z Skalistey, z Szczęśliwey,
Ludzie po królu trypolskiem miiaią,
Co nocorówniey podlegli życzliwey,
Zbytniego zimna y ciepła nie znaią.
Gdzie ambra roście, kędy wiecznożywey
Nieśmiertelności Pheniksa widaią,
Który na wonnem gniaździe [ieśli słuchy
O tem prawdziwe] ma grób y pieluchy.

21.

Iuż ci po prawdzie nie tak beli stroyni,
Ale broń mieli by Egiptczykowie,
Y tak ubrani y tak beli zbroyni.
Po nich szli zaraz lekcy Arabowie;
Ci miasta błędne — zawżdy niespokoyni —
Wloką za sobą, zawżdy pielgrzymowie:
Wzrost mały, cienkie białogłowskie głosy,
Twarz czarną maią, czarne długie włosy.

22.

Ostremi z końców żeleźcami tknione
Indiyskie trzciny w biegu z koni miecą,
Które tak rącze, tak są nieścignione,
Że lekkie wiatry ledwie prędzey lecą.
Pierwsze wiódł Syfax w szeregi sprawione,
Poślednie Aldyn miał pod swoią pieczą,
Trzecie prowadził Albiadzar zbóyca,
Nie rycerz, ale raczey mężobóyca.

23.

Za Albiadzrem zaraz przechodzili
Mieszkańcy wysep obeszłych wodami,
Którzy na Morzu Arabskiem łowili
Konchy drogiemi bogate perłami.
Y czarni z niemi, którzy się rodzili
W lewo nad Wody Czerwoney brzegami
Tamtych Agrykalt, tych iest przełożonem
Ośmid, co każdem pogardza zakonem.

24.

Za niemi potem szli Ethyopowie,
Z Meroc wyspy od Nilu sprawioney,
Y z Astrabory [iako się dziś zowie]
Na trzy królestwa, na dwie rozdzieloney
Wiary. Asimir y Kanar królowie
Wiedli ich, oba złey sekty mierzioney
Machometowey, trzeci z żadney miary
Nie chciał iść z niemi, co beł naszey wiary.

25.

Więc dway królowie z woyskiem ustroionem
W łuki, w szyszaki, z kraiu dalekiego:
Ieden król z Ormus, miasta pięknem łonem
Perskiego morza w koło obeszłego;
Drugi z Boekan, na wyspie przestronem,
W łonie wielkiego przystępu morskiego,
Ale kiedy zaś morze wzad uchodzi,
Suchemi pielgrzym nogami przechodzi.

26.

Y ciebie młoda żona Altamorze
Ustawnem płaczem swem nie utrzymała,
Która — lub padły, lub wstawały zorze,
Na twóy nieszczęsny odiazd narzekała:
„Takli — pry — wolisz na straszliwe morze,
Niż na mię patrzyć?! Czegom doczekała?
Że wolisz dźwigać brzemię cięszkiey zbroie.
Niźli piastować małe dziecię swoie“.

27.

Z Sarmakanty to król beł zawołany,
Ale naymnieyszą chwałę miał z korony;
Większą z dzielności, bo między hetmany
Nayprzednieyszemi mógł bydź położony.
Nakarmi pewnie boiu Chrześciiany
Y da się iem znać. Lud wiedzie ćwiczony,
Zbroyny, który ma karwasze na ręku.
Szable u boku, buławy u łęku.

28.

Aż od dalekiey iutrzenki przyiechał,
Y szedł na popis Adrast srogi, który
Y karaceny y zbroie zaniechał,
Ale miał kaftan z twardey smoczey skory,
Na wielkiem słoniu przed kalifą iechał,
Równy wierzchowi iakiey małey góry,
A lud prowadził, który z Ganga piie,
Y w dalekich się ludów morzu kryie.

29.

Zatem dopiero rycerze wybrani,
Kwiat piękney młodzi się popisowali,
Którzy królewską służbą uwiązani,
Godne nagrody y żołd wielki brali.
Na dzielnych koniach, zbyt pięknie ubrani,
Pana swoiego szeregiem miiali;
Z światła, co z pięknych purpur wychodziło,
Y z zbróy złocistych niebo się świeciło.

30.

Między temi beł Odmar z Rymedonem,
Który się często poiedynkiem biiał;
Mężny Hidraot z śmiałem Alarkonem,
Który na morzu długi czas rozbiiał;
Y Ormund dzielny z Tygranem ćwiczonem
W zwodzeniu bitew. Po tych zaraz miiał
Marbust arabski z Albraki obfitey.
Co z Arabiey imię wziął podbitey.

31.

W temże beł półku Albudzar z Pirgantem,
Y z Arymonem Orynd okrutnikiem,
Armin y Brymart y z Aryodantem
Bastragor, co beł sławnem zapaśnikiem;
Furs, okruciciel koni z Mandrykantem
Y z Agrykaltem wielkiem naieźnikiem;
Tyzafern pierwszy rycerz, iako o niem
Twierdzili, lub się pieszo bił, lub koniem.

32.

Książe ormiańskie beł ich przełożony,
Który w młodości wiarę chrześciiańską
Porzucił, przedtem Klemens beł rzeczony,
Teraz Emiren, skoro wziął pogańską.
Wierny królowi y znał z każdey strony
Przeciwko sobie iego łaskę pańską.
Rycerz y hetman wielki y z dzielności,
Z serca, z rozumu y z umieiętności.

33.

Kiedy iuż wszyscy przeszli, niespodziana
Armida się z swem pocztem ukazała;
Y bohatyrka krótko ukasana.
Na złotem wozie saydaczna iechała.
Iey przyrodzona gładkość niezrównana
Tak się w iey twarzy z gniewem pomięszała,
Że y surowość z oczu iey patrzyła,
Y groziła spół y grożąc wabiła.

34.

Iey wóz beł taki, iaki więc Phebowy
Bywa z Piropów, a woźnica chwoszcze —
Uczenie dyszel kieruiąc wozowy,
Łogoszem spięte cztery iednoroszcze.
Na stu pacholąt białe srebrogłowy
Y na stu panien beły, a potroszcze
Złota w nie wtkano. Białe konie mieli,
Z łuki, z saydaki wszyscy, wszyscy w bieli.

35.

Za pannami tuż y za pacholęty
Idą iey ludzie, które wiódł z Syryey
Od Hidraota Aradyn naięty
Z wielkiego żołdu, rodem z Bithyniey.
Iako gdy Phenix na złotych rospięty
Skrzydłach, swey leci do Ethyopiey;
Świat się dziwuie, ptastwa gęste w koło
Zalatuią go to w bok, to na czoło:

36.

Tak się na ten czas każdy iey gładkości
Y iey urodzie y stroiom dziwował;
Y żaden nie beł tak wielkiey twardości,
Żeby się tam beł iey nie rozmiłował.
A choć w gniewliwey beła surowości,
Każdyby ią beł sobie rad zhołdował.
Cóż? kiedy w śmiech twarz wesołą oblecze,
Kamienie miękczy — cóż serce człowiecze?!

37.

Skoro minęła, król z tronu wielkiego
Kazał do siebie przyść Emirenowi.
Chcąc go hetmanem mieć woyska swoiego
Y generałem wszystkiemu ludowi.
Który — iuż wieszczek mieysca tak zacnego,
Niósł godne czoło temu urzędowi.
Cyrkassowie się zbroyni rozstąpili,
Y przez lud gęsty drogę mu czynili.

38.

On głowę schylił y padł na kolana,
A król do niego z poważną postawą:
„Ciebie — powiada — chcę mieć za hetmana,
Ty rządź tem woyskiem, ty właday buławą.
Iedź, wyzwól zaraz żydowskiego pana,
Idź mu na odsiecz, niech za twoią sprawą
Nieprzyiaciele padną porażeni,
Do ostatniego szczętu wyniszczeni“.

39.

Emiren zatem wielkie czynił dzięki
Na maiestacie królowi wielkiemu:
„Z niezwyciężoney — prawi — biorę ręki
Buławę, szczęściu ufaiąc twoiemu;
Y tuszę, że krzywd przypłacą przezdzięki
Nieprzyiaciele, państwu azyiskiemu.
Przegraią, da Bóg! Co ieśli mię minie,
Z sławą Emiren, nie z sromotą zginie.

40.

Y ieśli nam co złego obiecali
[Czego nie tuszę] gniewliwi bogowie,
Niech się to wszystko na móy łeb obali.
Niech to zostanie tylko na mey głowie;
By ieno woysko zdrowo zachowali,
Niechay mię inszy pogrzebą wodzowie,
Niech tryumfalne będą, nie żałosne
Pompy“. Wtem w trąby uderzono głośne.

41.

Tak w pyszny namiot wszedł między dźwiękami
Wielki król z swemi wodzami pospołu.
Gdzie należnemi uczczeni mieyscami,
Siedli porządkiem u niższego stołu.
Iednych czcił mową, drugich potrawami,
Puściwszy wodze wesołemu czołu.
Armida zaraz z swą chytrością iedzie,
Przy dobrey myśli, przy oney biesiedzie.

42.

Po odstawieniu stołów, gdy uyrzała,
Że na nią chciwe oczy obrócili
Y z swoich znaków zwyczaynych poznała,
Że wszyscy ogniów skrytych zachwycili;
Udatnie z stołka swoiego wstawała,
Y szła przed króla, chcąc się w oney chwili
Udać za mężną y twarzą surową
Y nie swoiey płci, ale męską mową.

43.

„Y ia, o królu, chcę — choć białogłowa,
O oyczyznę się y wiarę próbować;
A co więc bywa między ludźmi mowa.
Że nie przystoi królowey woiować,
Y sceptrum, y miecz [u mnie to są słowa]
Iedneyże daią ręce. Kto królować
Chce, niechay zabaw królewskich użyie,
Y moia ręka, iako druga — biie.

44.

Nie pierwszy to dzień, w którym chęci swoie
Do boiów y do woyny obróciła:
Iużem ia nieraz y o państwo twoie,
Y o wiarę się z Chrześciiany biła;
Y podobnoć kto powiadał, com w boie
Dokazowała y com w nich czyniła;
Y wiesz, iakom ci wyprawiła w dary
Więźnie przednieysze Chrystusowey wiary.

45.

Ci wszyscy beli odemnie dostani
W pewney utarczce y w pewney potrzebie;
Y do tych czasów byliby trzymani
W wiecznem więzieniu podobno u ciebie;
Y tybyś teraz ani woyny, ani
Tych prac ponosił y nie trudził siebie,
By beł nie Rynald zdrayca, który moie
Na drodze pobił y wyzwolił swoie.

46.

Znacie go ponno; y tu wiele razy
Wspominaią go y spraw iego siła.
Od tego takie odnoszę urazy,
A iam się dotąd ieszcze nie zemściła.
Y ta przyczyna, żem dla iego skazy
Na tę się woynę do ciebie puściła.
W inszy czas powiem, iakom ukrzywdzona,
Teraz chcę pomsty za to, żem zelżona.

47.

Staram się o to. Wżdyć oku miernemu
Nie każda strzała darmo wylatuie,
Ale y Bóg sam przeciwko winnemu,
Z ukrzywdzonych rąk czasem ią prostuie.
Iednak kto zdraycy utnie łeb moiemu
Y który mi ią uciętą daruie —
Aczbymci sama rada się pomściła,
Będzie mi pomsta z iego ręki miła.

48.

Tak będzie miła, że za iego stanie
Potka go słuszna odemnie nagroda:
Królestwo mu się w posagu dostanie,
Y iakakolwiek ta moia uroda.
Przysięgam na to, karz mię — mocny panie,
Ieśli nie strzymam. Więcey mówić szkoda.
Przeto, ieśli kto chce nań ważyć zdrowie,
We mnie korzysta, niechay się ozowie“.

49.

Gdy tak Armida wszystkich zapalała,
Adrast w niey zaraz utopił wzrok chciwy:
„Uchoway Boże, abyś ty nań miała
Z tak piękney ręki pociągnąć cięciwy.
Nie godzien nawet, abyś nań zmierzała
Niebieskiem okiem — zdrayca niecnotliwy!
Odprawię ia to, mnie słusznie takowa
Pomsta należy, o piękna królowa.

50.

Ia mu łeb utnę y strzymam to cale,
Iuź może prętkiey pewien bydź swey zguby“.
Tak w ten czas mówił Adrast śmiały, ale
Nie mógł mu wytrwać Tyzafern tey chluby:
„A tyś kto?! — prawi — który tak zuchwale
Mówisz przy królu, przy nas, chłopie gruby!
Milczą tu drudzy, choć mężnieyszy. A ty
Tak się skoro wprzód wymykasz przed swaty“.

51.

Odpowie Adrast: „Ia nie mówię wiele
Y daremnych słów nierad puszczam z gęby,
Ale by nie tu, nie rzekłbyś tak śmiele,
Y po ziemibyś pewnie zbierał zęby“.
Szli do gorszych słów, ale król na czele
Ukazał z gniewu pomarszczone wręby
Y kinął na nich. Potem rzekł Armidzie:
„Masz męskie serce przy panieńskim wstydzie;

52.

O piękna panno, y godnaś, aby ci
Oba urazy swoie darowali.
Y do tey pomsty od ciebie użyci,
Zgodnie swe siły na to obracali.
Y wy rycerze mężni, niepożyci,
Lepiey żebyście te gniewy chowali
Na tego zdraycę“. Oni wtem królowi
Y iey mówili, że beli gotowi.

53.

A nie tylko ci dway bohatyrowie
Ofiarowali swoie gotowości,
Ale y inszy przednieyszy wodzowie
Przysięgali się mścić iey zelżywości.
Tak wiele mieczów przeciw iego głowie
Ostrzyła w ten czas mocą swey miłości.
Ale on skoro odbił się od brzegu,
W szczęśliwem kończył swoię drogę biegu.

54.

Tąż drogą właśnie Przewoźniczka iedzie,
Którą się beła iadąc tam puściła,
Y tamże swóy sztyr obraca y wiedzie.
Y także łodzi, iako wprzód, szczęściła.
Młodzieńczyk patrzy na zimne Niedźwiedzie.
Widzi Arktura y gwiazd mnieyszych siła
Y Oryona; czasem wzrok rzekami,
Czasem wielkiemi zabawia górami.

55.

Czasem się pyta, iako odiechali
Woyska, więc iakie którego narodu
Zwyczaie; owa tak długo iechali,
Aż słońce beło czwarty kroć u wschodu.
Iuż też mierzkało kiedy wysiadali,
Y kiedy na ląd szli z morskiego brodu.
Wtem Pani rzekła: „Czas wam do noclegu,
Na palestyńskiem iużeście tu brzegu“.

56.

To rzekszy, żagle y insze naczynie
U niebieskiego zostawuie promu,
A sama z oczu tak iem nagle ginie,
Iako więc słowo przydzie wyrzec komu.
Iuż też noc beła, piaszczyste pustynie
Widzą, y to źle; lecz żadnego domu
Widzieć nie mogą, ani drogi znaku,
Nie znać ludzkiego, ni końskiego szlaku.

57.

Y ztąd y zowąd patrzaią pomocy,
Potem ku morzu obrócili tyły.
A gdy szli daley, blask zdaleka w oczy,
Y iasne iakieś promienie ie biły;
Które swem zlotem światłem, ciemney nocy
Mrok oświecały y rzadki czyniły.
Idą tam, gdzie się światło ukazało.
Potem obaczą, co się tak błyszczało.

58.

Widzą na niskiem cyprysowem krzaku,
Ku miesiącowi zbroię zawieszoną;
Y tak na zbroi, iako na szyszaku
Perły sadzone ręką nauczoną.
Widzą tamże tarcz wiszącą na haku,
W piękne obrazy wszędzie wydrożoną;
A mąż szedziwy, co tego pilnował,
Skoro ich uyrzał, ku niem następował.

59.

Karzeł z Ubaldem, skoro go zoczyli,
Tak przyiaciela poznali dawnego.
Zaczem go oba chętnie pozdrowili
Y wzaiem beli witani od niego.
Wtem obróciwszy oczy w oney chwili,
Do bohatyra życzliwe młodego,
Tak począł. „Ciebie tak późney godziny
Czekam, a powiem — dla którey przyczyny.

60.

Iakiegom zażył dla ciebie starania,
Y com uczynił w twey własney potrzebie —
Ci wiedzą, którzy z mego rozkazania,
Przez wielki się bród pławili dla ciebie.
Słuchayże mych słów, różnych od śpiewania
Zdradliwych syren, a miey ie u siebie,
Póki cię inszy mową świętobliwą
Nie naprowadzi na drogę prawdziwą.

61.

Nie w miękkiem pierzu, rycerzu wspaniały,
Między paniami sława ma mieszkanie,
Ale na wierzchu barzo przykrey skały,
Gdzie nie postoi nigdy próżnowanie.
Kogo roskoszy sprosne uwikłały,
Kto nie pracuie, ten iey nie dostanie.
A ty, będąc ptak wysokiego lotu,
Chcesz się niskiego w dole trzymać płotu?!

62.

Twarz ci wyniosłą natura stworzyła,
Y siły do prac y serce gotowe;
Myśl ci wspaniałą, wysoką sprawiła,
Abyś szedł wzgórę, przez śrzodki takowe;
Gniew w cię gorący y prętki włożyła,
Nie żebyś go miał na zwady domowe
Y na rosterki między swemi użyć,
Albo niem żądze, y bezrozumney złużyć:

63.

Ale żebyś weń dobrze uzbroiony,
Nieprzyiacioły potężniey woiował
Y żebyś, większą siłą opatrzony,
Chciwość y żądzą niezbedną hamował.
Przeto go obróć, na coć pozwolony;
Niechby iem twóy wódz y starszy szafował.
Ten będzie wiedział, kiedy go popuścić,
Kiedy go wściągnąć, kiedy go nie puścić“.

64.

Tak mówił starzec w powagę ubrany,
A on się wstydził y wzrok na dół schylił,
Bo tak rozumiał, że one przygany
Nań się ściągały: iakoż się nie mylił.
Obaczył starzec, że beł zasromany
Y że się w niem wstyd coraz bardziey silił:
„Nie wstydź się; — prawi — na tey tarczy, synu,
Uyrzysz wielką część przodków twoich czynu.

65.

Uyrzysz w niey sławne y bitne twe dziady,
Uyrzysz ich męstwo z dziełami wielkiemi.
A ty do tych dób tak znacznemi ślady,
Leniwo idziesz w tem placu za niemi.
Pobudź się synu, a bierz z nich przykłady,
A za przodkami następuy twoiemi“.
Kiedy tak starzec powiadał szedziwy,
Młodzieńczyk na tarcz obracał wzrok chciwy.

66.

W tak ciasnem polu od mistrza mądrego
Tak wiele figur belo w rzędzie długiem
Wyrytych, iako z rodu Akciyskiego
Nierozerwanie szedł ieden za drugiem;
Y niezmąconem strumieniem z dawnego
Rzymskiego źrzódła, ciekła iednem cugiem
Ich krew szlachetna. Stoią cni wodzowie,
Laurowe niosąc korony na głowie.

67.

Starzec każdego dzieła ukazuie:
Kaiusa naprzód, iako go wołały
Przyległe miasta, a on ie przyimuie,
Y na Eście pan zostaie wspaniały;
Iako y drugiem obronę gotuie,
Co się pod iego skrzydła uciekały,
Gdy w nachylonem cesarstwie, narody
Obce czyniły niepoięte szkody.

68.

Y kiedy drogą wiadomą Gottowie
Przeszli y srodze kray włoski palili;
Kiedy się Rzym bał barzo o swe zdrowie,
Aby go beli z gruntu nie zniszczyli —
Gdzie przy Aurelim Akeiyskiem, swey głowie,
Cali zostali, ci co pod niem byli.
Potem Foresta skazał, co Hunnowi
Septemtryonu odpierał królowi.

69.

Dobrze Attyllę wyraził uczony
Mistrz: ze psiem pyskiem — co na wzięcie czekał
Aquileiey, wzrok miał zapalony,
Byś go znał, rzekłbyś, że warczał y szczekał.
Y widzieć beło, kiedy zwyciężony
Na poiedynku, między swe uciekał.
A Forest bronić zostawał gotowy
Aquileiey, włoski Hektor nowy.

70.

Na inszem mieyscu mistrz beł wyrysował
Iego los y śmierć, iako nieba chciały.
Potem na państwo dzielny następował
Akaryn, po swem oycu pozostały.
Nie Hunnom, ale boskiem ustępował
Wyrokom Altyn, Altyn mężny, śmiały.
Y rozproszone potem wsi gromadził,
Y z nich nad Padem wielkie miasto sadził.

71.

Wysokie tamy sul niespracowany,
Broniąc się wodzie, co ie podlewała,
W którem na dzielne, cne esteńskie pany,
Przyszłego czasu stolica bydź miała.
Zdało się, że bił y gromił Alany,
Lecz go Fortuna potem odbieżała.
Gdy z Odoakrem bitwę zwiódł — w tey ginie;
O, szczęśliwa śmierć, z którey wiecznie słynie!

72.

Legł z niem Alfryzy, skaran beł wygnaniem
Akcyus z bratem, rycerz znamienity;
Ale się wrócił, skoro za skaraniem
Boskiem beł Herul zły tyran zabity.
Esteński idzie Epaminund za niem,
Przez prawą — ostrą strzałą — brew przebity;
Bólu nie czuie, choć rana niemała,
Kiedy Totyla przegrał, a tarcz cała:

73.

O Bonifacem powiadam potęźnem.
Za niem syn idzie, Waleryan mały:
Ieszcze dziecina, a iuż beł tak mężnem,
Żeby go gotskie hufce nie strzymały.
Blisko z słowackiem bił się woyskiem ieznem
Ernest, postawą srogi y zuchwały;
Przed niem kęs daley widać Aldoarda,
Kiedy z Krzemieńca gnał króla Lombarda.

74.

Berengar maiąc przy sobie Henryka,
Z Karłem cesarzem ciągnął do Pawiey;
Za pierwszego go miano naieźnika,
Gdy w woysku służył francuskiey liliey.
Przeciw wnukowi cesarz słał Ludwika,
Który od niego zbity, do Francyey
Beł posłań y tam do więzienia wzięty.
Tamże beł z syny Otton samopięty.

75.

Po niem Almeryk tuż beł wydrożony,
Który ferarskiem margrabią zostawał,
A z nabożną beł twarzą wyrażony,
Iako kościoły bogate nadawał.
Wtóry Akcyus tamże beł włożony,
Co z Berengarem w woynie nie ustawał.
Y po odmiennem szczęściu [zacne plemię!]
Zwyciężywszy go, rządził włoską ziemię.

76.

Ano y Olbrycht do Niemiec wezwany,
Sławny — na służbę cesarską — przyięciem,
Którego Otton, kiedy pobił Dany,
Wielkiem posagiem kupił sobie zięciem.
Ano y Ugon, co skrócił Rzymian y Pod niemi zamku obronnego wzięciem.
Który margrabią włoskiey ziemie został
Y Tuszkany zaś prętko potem dostał.

77.

Tamże Bonfac szedł; przy niem w piękny statek
Ubrana, iego Beata siedziała:
Gdzie iuż wielkiego rodu beł ostatek
Y wszystka męska linia ustała.
Ale y liczby y płci niedostatek
Cna iedynaczka hoynie nagradzała —
Piękna Matylda; tak czepiec pleciony
Przechodzi czasem sceptra y korony.

78.

Z oczu iey dzielność męska wychodziła,
Patrz iako biie hardego Normanda:
Znać beło, iako zbitego goniła,
Y doieżdżała w pogoniey Guiskarda.
Daley Czwartego Henryka gromiła
Y chorągiew mu [iako wielka wzgarda
Cesarska!] wzięła y Papieża potem
Na Watykanie posadziła złotem.

79.

Alcyus Piąty, to za nią, to z strony
Szedł, iak ów, co ią y czcił y miłował;
Lecz z Akcyusza Czwartego puszczony
Ród się w obfitsze gałęzie zaymował.
A Gwelf do Niemiec, o co beł proszony
— Syn Kunegundzin — w drogę się gotował.
Y tak piękny szczep rzymski rósł powoley
Na bawarskiego pola żyzney roley.

80.

Tam Gwelf — w Gwelfonów sam przez się niepłodny
Esteńską rózgę pniak wszczepioną — wpuścił,
Y swoich Gwelfów zwykły owoc rodny
Y sceptr y koron obficie wypuścił.
A niebo mu deszcz zdarzyło pogodny,
Że się szeroko gałęziami puścił.
Iuż z niego drzewo wysokie urosło,
Które po wszystkich Niemczech cień rozniosło.

81.

Lecz niemniey piękney zacney latorośli
Rózgi się w ziemi włoskiey rozkwitały:
Tam Bertold, tam z niey inszy wielcy rośli,
Tam swoie przodki odnawiał wspaniały
Akcyus Szósty. Tak co z tey krwie pośli
Figury, zda się, iakby się ruszały.
A Rynald w sobie z dzieł tak wielkich ludzi
Chciwość do męstwa przyrodzoną budzi.

82.

Sława tak iego myśli pobudzone
Zagrzewa smakiem y nagrodą swoią,
Ze miasta wzięte, woyska porażone,
Państwa podbite w głowie mu się roią;
W serce mu wlazły, głęboko wrażone,
Zda mu się, że mu przed oczyma stoią.
Wdział zbroię na się; tak go żądze grzeią,
Że iuż zwycięstwa uprzedza nadzieią.

83.

Lecz Karzeł, który przedtem mu szwedzkiego
Dziedzica z światem powiedział rozstanie:
„Weź — mówi — ten miecz rycerza wielkiego,
Weź go szczęśliwie po mem pierwszem panie,
Na rozmnożenie go Chrystusowego
Zakonu użyi. Niech móy pan zostanie
Zemszczony przez cię, iam ci go dochował,
Wszak wiesz, iako cię królewic miłował“.

84.

On na to: „Niech Bóg zdarzy dobrotliwy,
Aby miecz, który biorę z twoiey ręki,
Zemścił się swego pana — y złośliwy
Poganin przezeń gardło dał przezdzięki!“
Zatem prętkiego Karzeł skutku chciwy,
W krótkie zawierał słowa — wielkie dzięki,
Bo y sam starzec, broniąc dłuższey mowy,
Mówił, że ich beł prowadzić gotowy:

85.

„Widzicie — prawi — że iuż dzień za pasem,
Lepiey żebyście za mną się udali.
Ia was powiodę y w obozie waszem
Stawię, byleście zaraz wyiechali“.
Wtem szedł do wozu starzec onem czasem,
Oni też, iako rozkazał, wsiadali.
On koni biczem po bokach zaymuie,
A na wschód słońca dyszel swóy kieruie.

86.

Coraz złotego popuszcza rzemienia,
A do rycerza tak mówi młodego;
„Napatrzyłeś się do woley korzenia
Pięknego drzewa rodzaiu twoiego,
A chocia z niego tak wiele plemienia
Bohatyrskiego szło z wieku dawnego —
Nie mniemay, aby miało przestać rodzić
Y żeby mu co starość miała szkodzić.

87.

A iakom ci tu twoich przodków sławnych
W miedzi ukazał wyrobione sztuki,
Którzy na świecie żyli za lat dawnych,
Takbych ci przyszłe rad ukazał wnuki
Y uczynić ich, iako starodawnych,
Znaiomych światu, bych miał zto nauki.
Widziałbyś także długie rzędy twoich
Potomków, niemniey sławnych z dzieiów swoich.

88.

Aleć się przyznam, że ia przyszłych rzeczy,
Zupełney zgoła nie mam wiadomości;
Ale iako to mdły iest wzrok człowieczy,
Iako przeze mgłę widzę te skrytości.
Iednak ci powiem, acz ponno nie grzeczy
Twierdzić to — y ia nie mam zto śmiałości:
To, co mi ieden niedawno powiedział,
Co bez zasłony przyszłe rzeczy wiedział.

89.

On mi powiedział — a iemu przedwieczne
Świętego Ducha światło obiawiło —
Że w dawne wieki y w te ostateczne,
Takiey krwie w Rzymie, w Grecyey nie było,
Któraby dała męże tak waleczne
Y tak ich wiele, iakoć przeznaczyło
Życzliwe niebo, którzy w męstwie miną
Pierwszych, co w Sparcie y co w Rzymie słyną.

90.

Między inszemi na myśl mi przychodzi
Dzielnością pierwszy, a tytułem Wtóry
Alfons, który się w ubogi urodzi
Wiek w ludzie wielkie y dzielne — y który
Wzorem bydź może wieku swego młodzi,
A tak go sława wyniesie do góry,
Że wszystkich przeydzie, lub weźmie buławę,
Lub sceptrum, lubo zacznie iaką sprawę.

91.

W dziecinnem wieku wielki dank odniesie
To w podobieństwach woyny, to w myśliwstwie:
Nie wysiedzi się zwierz w naygłębszem lesie,
Pierwszy w turnieiach będzie y w gonitwie.
Potem w prawdziwych woynach się podniesie,
Wsławi się w boiu y nie w iedney bitwie.
Często będzie miał na wierzchu swey głowy:
Wieniec laurowy, trawiany, dębowy.

92.

Nie mnieysza chwała z laty dostalszemi
Potka go: swóy kray zachować spokoyny
Y państwo między sąsiady możnemi,
Zatrzymać całe w okoliczne woyny,
Mnożyć nauki z dowcipy pięknemi,
Koszt na królewskie pompy czynić hoyny,
W kaźniach, w nagrodach swą miarę zachować,
Przyszłe z daleka rzeczy upatrować.

93.

O, gdzieżby to on z obopólney zgody
Beł na niezbożne plugawe pogany,
[Którzy natenczas y ziemię y wody
Naieżdżać będą], hetmanem obrany;
Iakoby prętko, za tak wielkie szkody
Y pogwałcone ołtarze, skarany
Beł hardy tyran, pomstą sprawiedliwą,
Y z swoią sektą sprosną y brzydliwą.

94.

Nie wściągnąłby go z Murzynem bogatem
Turczyn swą sławną ianczarską piechotą;
Bełby niedługo za wielkiem Eufratem,
Za górę Taurus przeniósłby z ochotą
Y za kray, który wiecznem słynie latem,
Białego orła, krzyż, lilią złotą;
Y skryte źrzódła odkryłby Nilowe,
Na krzest czarnych czoł, na obrzędy nowe“.

95.

Tak mówił starzec. A młodzieńczyk chował
W sercu te mowy z strony swego rodu
Y milczkiem w myślach swoich się radował
Z przyszłych potomków obfitego płodu.
Iuż też świt rany dniowi ustępował,
Y Phoebus dyszlem kierował do wschodu;
Y iuż z daleka widzieli na wozie
Proporce, które trzęsły się w obozie.

96.

Wtem starzec słowa mówił ostateczne,
Zastanowiwszy konie biegu chciwe:
„Ato iuż miasto y obóz słoneczne
Ukazuią wam promienie życzliwe.
Do tego czasu atom was bespiecznie
Przewiódł przez drogi mylne y wątpliwe,
Teraz bez wodza iść możecie sami,
Bo się mnie daley iść nie godzi z wami.

97.

Tak zsadziwszy ich, pożegnał się z niemi,
A oni pieszo na ziemi zostali
Y przeciw słońcu krokami prętkiemi
Swe do obozu nogi obracali.
Rozgłosiła to wieść między wszystkiemi,
Że trzey rycerze iuż się przybliżali
Y sam się Goffred pilnie o nich pytał,
Potem wstał z stołka, aby ich przywitał.

KONIEC PIEŚNI SIEDMNASTEY.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Torquato Tasso i tłumacza: Piotr Kochanowski.