<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Niedźwiedzki
Tytuł Marek w piekle
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Wydawca G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Data wyd. 1893
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
MAREK W PIEKLE.


Mówią u nas: „Tłucze się, jak marek po piekle“, a przysłowie to krąży w następujących odmianach. Wogóle w Małorosji mówią: „Jak didko po pekłu szibajetsia“; na Rusi: „Chodit, jak did’ko po pekłu“, albo „Skacze, wereszczit, jak didko“; na Ukrainie zaś: „Piszczit, jak didko w gradowij chmari“, „żene (goni), jak didko witry“. To zestawienie daje nam możność rozwiązania zagadki: kogo tu lud nazywa markiem. Didko w języku Rusinów oznacza domowe bóstwo opiekuńcze tak, jak czeskie didky, białoruskie dziedy, nasze dziady, rosyjskie bogi, bożynki, odpowiadające rzymskim penatom, którymi zostawali zwykle zmarli członkowie rodziny. Ludy bowiem, u których rozwinęła się cześć zmarłych, pomieszały pamięć przodków z bóstwami: Kreteńczykowie pokazywali grób Jowisza; Focejczykowie na grobach swych krewnych przelewali krew ofiar; Hotentoci modlą się na mogiłach rodziców, prosząc ich o pomoc (Lang „La Mythologie“ przekł.franc. Parmentiera). U Rzymian zmarli przodkowie nazywali się dii Manes.
Według Indusów, zmarli unoszą się, jako duchy obłoczne, maruty pod przewodnictwem Varuny, ciągnąc w burzę zastępami, wśród jej świstu i wichru. Toż samo ma się z niemieckiemi marami. U Słowian dusze zmarłych błyszczą w przestrzeni, jako gwiazdki, lub wogóle (dusze niechrzczonych dzieci) błądzą po powietrzu, a świst wichru lud przyjmuje za ich łkania. Mieszkańcy nadmorscy w wichrze słyszą jęki i płacz topielców[1]. Elfy i koboldy, odpowiadające słowiańskim dziadom, didkom, są także istotami obłocznemi.
Jeżeli więc didko unosi się w burzy, jako jeden z jej demonów, to jasnem jest, dlaczego „piszczy w gradowej chmurze“, i dlaczego „pędza wiatry“.
Ponieważ przed wieki palono nieboszczyków, przeto sądzono, że przebywają oni w popielniach, co niewątpliwie było powodem, dla którego penaty pomieszczano w popiele lub na ognisku, z początku tem, na którem płonął nieboszczyk, a następnie domowem. To też piec u Słowian doznaje jeszcze i dziś poszanowania (u nas ważne zdarzenia zapisują się „węglem w kominie“). Tą drogą na oznaczenie miejsca pobytu nieboszczyków przybywa wyraz piekło (pierw. piek), przypominający komin, ognisko. Wyraża on u Słowian i roztopioną siarkę i smołę (Linde), na Szląsku zaś sklepy z urnami pogrzebowemi (groby rodzinne), a zgodnie z tem pikuljk oznacza u Słowaków, nie potępieńca, ale nieboszczyka wogóle. Według Długosza, pogańscy Polacy modlili się do bóstwa podziemnego o lepsze miejsca w piekle, które zatem pojmowali jako mieszkanie wszelkich, tak złych, jak i dobrych nieboszczyków.
Chrześcijaństwo potępiło to wszystko, co ludy wyniosły z pogaństwa, a więc i piekło otrzymało dzisiejsze znaczenie, dotychczasowi zaś piekielnicy, jako istoty nadludzkie (bóstwa pogańskie) pozostali i nadal panami piekła. To też didko oznacza dziś i djabła. Piekło stało się odtąd jednem z miejsc pozagrobowych dla jednej tylko kategorji zmarłych, t. j. dla potępionych, tych zaś dręczą tutejsi autochtoni. Tu najlepiej wykazuje się różnica pomiędzy pogańskiem piekłem, jako miejscem swobodnego pobytu zmarłych przodków, a chrześcijańską krainą udręczeń. Zrozumiemy teraz, dlaczego djabeł (zdegradowany penat) chętnie przebywa w kominie: spuszcza się on kominem, siaduje na nim w postaci czarnego kota i ma tu swój wizerunek („Nie taki djabeł straszny, jak go malują węglem w kominie“).
Kiedy pogański ubóstwiony nieboszczyk był niespokojny, uważano to za jego wybryki; kiedy dziś nieboszczyk niepokoi ludzi, mówią, że jego dusza pokutuje. Te dwie rzeczy pomieszano ze sobą i dawne objawy gniewu lub niepokoju boga-nieboszczyka służą dziś za znaki, jakie daje pokutująca dusza. Didko gniewa się wtenczas, kiedy w pozostałej po nim rodzinie nie idzie coś podług jego myśli. Nie rozstaje się on ze swojem ogniskiem domowem i dlatego, kiedy rodzina przenosi się do nowego domu „w starym piecu (i nadal) djabeł pali“ (w starij peczi didko topit), to jest „przeszkadza“ w opuszczonem domostwie. Jeżeli wiatr wyje w kominie, Słowianie utrzymują, że w nim, „dusza pokutuje“. Słowiańskie penaty tak, jak i koboldy, stukają w ściany i po schodach, trzaskają drzwiami, rzucają w przechodzących cegłami i kamieniami, jeżdżą, skaczą, krzyczą po nocach, ściągają przykrycie ze śpiących, gaszą sługom świece, wybuchają złowrogim śmiechem i t. d. Kiedy kto z domowników umiera, wyją w nocy, a przed śmiercią gospodarza wzdychają ciężko i płaczą. Przed zarazą, wojną, pożarem, wychodzą ze wsi i wyją na wygonach[2]. Niemieckie nazwy penatów: klepfer, poltergeist, bullerman, zawierają w sobie pojęcie hałasu. Duchy domowe pojawiają się i w postaci widm. U Czechów, są to obludy, nocni preluda, pristrachy, straśidla; polskie strachy, straszydła; serbskie strasziła. Nakoniec pojawiają się one i w postaci zmor, kikimor, strzyg, upiorów, djabłów i t. d. Najczęściej psoci duch domowy w końcu marca, kiedy „zmienia skórę i chce się żenić z wiedźmą“. To też czytamy u Lindego (patrz: mara) zdanie, że marzec straszył ludzi marami.
Nasz wyraz „marek“ pochodzi od indoeuropejskiego pierwiastku mr, dającego od siebie pochodne z pojęciem śmierci, jak słowiańskie i germańskie mary, induskie maruty. Jest to widocznie forma męska od mara. U Łużyczan znajdujemy wyraz merek znaczący djabła i boginię śmierci i chorób. Nasz wyraz marek utworzony został widocznie przy pomocy imienia własnego, a to wskutek tożsamości brzmienia przy następującem pomieszaniu pojęć. W dzień św. Marka wychodzi za wieś procesja (przełożona na ten dzień w r. 802 z września) dla odwrócenia klęsk powszechnych, jak nieurodzaj, zaraza, susza. Na czas wiosenny przypadały również pogańskie pochody w pole w tymże celu, t. j. topienie Marzanny, oborywanie wsi od gradu lub zarazy, pochody do poblizkich krynic, w celu uproszenia ich pomocy przeciw suszy i t. d. Takie klęski uważano za sprawę „nieczystej siły“, djabła, w którego postaci wyobrażano je sobie nawet. A że djabły były to, jakeśmy widzieli, dusze, błądzące po za chrześcijańskiem niebem, czyli „pokutujące“, obchody więc podobne odbywały się w celu uczynienia owych mar nieszkodliwemi; ponieważ zaś wzmiankowane procesje, jako odbywające się w dzień św. Marka, uważano za poświęcone jego czci, w celu uwolnienia ludzi od takichże klęsk, przeto Marek chrześcijański nasuwał na myśl pogańską marę. Zmarli Grecy i Rzymianie, nie otrzymawszy pogrzebu lub należnych sobie ofiar, błądzili jako larwy i zsyłali na potomków nieurodzaj i chorobę. To też św. Marek, na równi z innymi ewangelistami, odgrywa ważną rolę w zażegnywaniach siły nieczystej. Podobnych pomieszań świętych chrześcijańskich z istotami pogańskiemi spotyka się mnóstwo w podaniach i zabobonach pogańskich z zabarwieniem chrześcijańskiem.


Warszawa.Władysław Niedźwiedzki.








  1. Afanasjew „Poetyczne poglądy człowieka na przyrodę“. III, 211.
  2. Ib. II, 88—89.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Niedźwiedzki.