<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Mikromegas
Podtytuł Historya filozoficzna
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom pierwszy
Wydawca Krakowska Spółka Wydawnicza
Data wyd. 1922
Druk Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Micromégas
Podtytuł oryginalny Histoire philosophique
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
VI. Co się trafiło filozofom przy spotkaniu z ludźmi.

Mikromegas, o wiele lepszy obserwator od karzełka, dostrzegł jasno, że te atomy mówią do siebie. Podzielił się tem spostrzeżeniem ze swym towarzyszem, który, zawstydzony iż się omylił w hipotezie płodzenia, nie chciał wierzyć aby podobne istotki mogły sobie udzielać myśli. Miał dar języków, zarówno jak Syryjczyk; nie słyszał aby nasze atomy mówiły, przypuszczał tedy że nie mówią: zresztą, w jaki sposób te niedostrzegalne stworzonka mogłyby mieć organ głosu i co miałyby do powiedzenia? Aby mówić, trzeba myśleć, lub coś zbliżonego do tego; gdyby myśleli, mieliby coś w rodzaju duszy; otóż, przypisywać coś w rodzaju duszy temu gatunkowi, wydało mu się niedorzecznością. „Ależ, rzekł Syryjczyk, sądziłeś przed chwilą że oni się kochają; otóż, czy przypuszczasz że można się kochać bez tego aby coś myśleć i wygłaszać jakieś słowa, lub przynajmniej porozumiewać się? Czy sądzisz zresztą, że trudniej jest spłodzić argument niż dziecko? — Co do mnie, i jedno i drugie wydaje mi się wielką tajemnicą; nie śmiem już ani wierzyć ani przeczyć, rzekł karzeł; nie mam zdania; trzeba starać się zbadać te owadki, później będziemy rozumować. — Słusznie mówisz“, rzekł Mikromegas i natychmiast wydobył parę nożyczek. Obciął sobie paznokcie, i, z okrawka paznokcia wielkiego palca, sporządził rodzaj wielkiej trąby, w kształcie ogromnego lejka, którego węższy otwór wprowadził do ucha. Zewnętrzny otwór leja obejmował statek wraz z całą załogą. Najsłabszy głos wnikał w okrężne fibry paznokcia, tak iż, dzięki swej przemyślności, filozof, ze swej wyżyny, słyszał doskonale brzęczenie naszych owadów w dole. W krótkim czasie, zdołał rozróżnić słowa, a w końcu zrozumieć język francuzki. Karzeł osiągnął toż samo, mimo iż z większą trudnością. Zdumienie podróżnych wzrastało z każdą chwilą. Usłyszeli, jak te robaczki odzywają się wcale do rzeczy: ta igraszka przyrody zdała się im niepojęta. Możecie sobie wyobrazić, iż Syryjczyk i karzeł pałali niecierpliwością nawiązania rozmowy z atomami; karzeł lękał się tylko, aby jego grzmiący głos, a zwłaszcza głos Mikromegasa, nie ogłuszył robaczków, nim zdołają go zrozumieć. Trzeba było zmiejszyć jego siłę. Włożyli sobie do ust rodzaj małych wykałaczek, których zaostrzony koniec zbliżony był do okrętu. Syryjczyk trzymał karła na kolanach, okręt zaś, wraz z załogą, na paznokciu; pochylił głowę i mówił pocichu. Wreszcie, przy pomocy wszystkich tych ostrożności i jeszcze wielu innych, zaczął w ten sposób:
„Niewidzialne owadki, które ręka Stwórcy podobała sobie spłodzić w otchłaniach Nieskończenie Małego, dziękuję mu, iż raczył mi odsłonić tajemnice, które zdawały się nieprzeniknione. Wyobrażam sobie, iż, na dworze w moim kraju, nie raczonoby na was spojrzeć; ale ja nie pogardzam nikim i ofiaruję wam swoją protekcyę“.
Jeżeli kto kiedy uczuł się zdumiony, to z pewnością owi człowieczkowie, gdy usłyszeli te słowa. Nie mogli odgadnąć, skąd wychodzą. Kapelan okrętowy odmówił egzorcyzmy, majtkowie klęli, obecni zaś na okręcie filozofowie tworzyli systemy; ale, mimo całej ich genialności, nie mogli ani rusz odgadnąć kto przemawia. Karzełek z Saturna, który miał głos delikatniejszy od Mikromegasa, wyłożył im wówczas w krótkich słowach, z jakiego rodzaju stworzeniami mają do czynienia. Opowiedział podróż z Saturna, objaśnił kim był p. Mikromegas; i, użaliwszy się nad nimi iż są tak mali, zapytał, czy od początku bytu żyją w tym nędznym stanie tak blizkim nicości, oraz co porabiają na globie zdającym się należeć do wielorybów; wreszcie czy są szczęśliwi, czy się rozmnażają, i mnóstwo innych pytań tego rodzaju.
Jakiś mędrek z owej gromadki, śmielszy od innych, i dotknięty tem iż wątpiono o jego duszy, przyjrzał się mowcy przy pomocy blaszek umocowanych na ćwierci koła, powtórzył to samo przeniósłszy się w inny punkt, po trzeciej zaś zmianie miejsca rzekł: „Więc pan sobie wyobraża, dlatego że liczysz tysiąc sążni od stóp aż do głowy, że jesteś.... — Tysiąc sążni! wykrzyknął karzeł: sprawiedliwe nieba! skąd on może znać mój wzrost? tysiąc sążni! nie myli się ani na cal: jakto! ten atom mnie zmierzył! jest geometrą, zna moją wielkość, ja zaś, który go widzę jedynie przez mikroskop, nie znam jeszcze jego wymiarów! — Tak, zmierzyłem cię, odparł fizyk, i zmierzę jeszcze i twego wielkiego towarzysza“. Przyjęto propozycyę; Jego Ekscelencya wyciągnęła się wzdłuż; gdyby bowiem stał prosto, głowa wystawałaby nadto ponad chmury. Nasi filozofowie zasadzili mu wielkie drzewo w miejscu, które doktor Swift[1] by wymienił, ale którego ja nie odważę się nazwać po imieniu, z przyczyny mego szacunku dla dam. Następnie, przy pomocy szeregu trójkątów połączonych razem, orzekli, iż to co widzą przed sobą, jestto w istocie młody człowiek o długości stu dwudziestu tysięcy stóp królewskich. Wówczas, Mikromegas rzekł: „Widzę lepiej niż kiedykolwiek, że nie trzeba o niczem sądzić z pozornych rozmiarów. O Boże! ty, co dałeś inteligencyę istotom które wydają się tak nikczemne, widzę iż nieskończenie małe jest dla ciebie równą błahostką co nieskończenie wielkie. Ba, jeśli możebnem jest aby istniały stworzenia jeszcze mniejsze niż te oto, mogą one posiadać umysł jeszcze wyższy niż te wspaniałe zwierzęta które widziałem w niebie, a których jedna stopa przykryłaby ten cały glob wraz z wszystkiem co się na nim mieści“.
Jeden z filozofów upewnił go, iż, w rzeczy samej, istnieją stworzenia inteligentne o wiele mniejsze niż człowiek. Opowiedział mu, nie wszystkie bajeczne rzeczy które Wergili opowiada o pszczołach, ale to co Swammerdam[2] odkrył, a Réaumur potwierdził sekcyą. Pouczył go wreszcie, jako istnieją zwierzęta będące dla pszczół tem, czem pszczoły dla człowieka, czem on sam, obywatel Syryusza, jest dla owych ogromnych zwierząt które wspomniał, a czem te ogromne zwierzęta są dla innych skupień, wobec których zdają się jeno atomami. Stopniowo, rozmowa stawała się coraz więcej zajmującą; wreszcie, Mikromegas przemówił w ten sposób:





  1. Autor Podróży Guliwera.
  2. Swammerdam, przyrodnik holenderski, zajmował się sekcyonowaniem owadów i poczynił doniosłe spostrzeżenia; Réaumur, znakomity fizyk i naturalista.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.