<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Meyzner
Tytuł Nasza nadzieja
Pochodzenie Lutnia. Piosennik polski. Zbiór pierwszy
Wydawca F. A. Brockhaus
Data wyd. 1864
Druk F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
NASZA NADZIEJA.

Mój kochany bracie weź do ręki dzieje,
I ze łzami spojrzyj wysoko — za chmury —
A tam znajdziesz, zbadasz prześliczną nadzieję;
Bo tam Bóg Wolności — Bóg władca natury!

Od najpierwszej dziejów do ostatniej karty,
Wszystko tam spojone w łańcuch diamentu;
I wyrok tam Boga istnie niezatarty
Dla każdego wieku, lata i momentu.

I dla naszej Matki Ojczyzny kochanej,
Na srogie cierpienia długo przekazanej —
Jest tam zapisane po licznych dniach kary,
Życie dla Wolności, Swobody i Wiary.


Wielkość! o mój bracie — wielkość ziemskich dzieci,
Ziemskim błotem w ziemskie przestwory wlepiona,
Wpośród mnóstwa światów, wśród słońc miliona,
Ledwie jak robaczek święto-jański świeci.

Pomnisz bracie, pomnisz wielkość dawnych grodów,
Wielkość i bogactwa Azyjskich narodów:
Greczyna potęgę, Rzymu dumne dzieje,
I gdzież są? — Zaledwo dziś z nich proch istnieje.

Pomnisz bracie, pomnisz, kiedy orły złote,
Z nad brzegów Sekwany niebacznie spłoszone,
Nad zdumionej Wołgi zaleciały stronę
I Północ zalały orężnemi roty.

Jak Wisłoki wody, jak śniegi i szrony,
Jasne słońcem, leją barwy dziwne oku —
I iskrzą promieńmi jawnego uroku:
Tak lud Franków płynął w moskiewskie zagony.


I gdzież ten lud przepadł? gdzie zniknął w przechodzie,
I któż tę potęgę złamał i rozburzył? —
Lodem pogrzebany przeminął na Wschodzie,
Bo dniom — chwale jego — koniec się zasłużył.

Budząc się niedawno z letargu do życia,
Nigdyśmy silniejsi nie byli mój bracie!
Przecież Woli Boga nieścigłe ukrycia,
Cierpieć jeszcze w naszej kazały nam chacie.

Ty mi nie dowierzasz, drogi mój Michale!
I mądrość cię ludzka w sidła swoje mata! —
I czemże ta nasza mądrość karłowata,
Przy Stwórcy natury rozumie i chwale?

Puławskich rodzina ośm tysięcy miała,
Kiedy z Polską duszą krew swych wrogów lała;
I Konfederaci zwalczeni zostali,
Lecz nie siłą wrogów, ni massą Moskali —

Kościuszko nasz wielki z tysięcy trzydzieści,
Upadł w pośród świata zdumionego cześci;
Lecz go ni pokonał szyk wojsk Austryaka,
Ni oręż moskiewski, ni żołnierz Prusaka.


Ośmdziesiąt tysięcy liczyliśmy śmiele,
W świeżej walce naszej pod Dębem i Wołą!
Padliśmy niestety, dawnych krzywd mściciele,
Lecz nie wroga mocą, ani ziemską dolą.

Upadliśmy bracie, bo grzech ciężki, wielki;
Bo dni naszej strasznej nie przeszły pokuty —
Lecz dziś pęka łańcuch, z cierpienia ukuty,
I łzy do ostatniej bliżą się kropelki.

Dzisiaj wszystko kres swych przeznaczeń przyśpiesza,
Od Puławskich do dziś dnia rośniem w potęgę:
Szczytna, nieśmiertelna przyszłość nas pociesza —
I ostatnią nieszczęść Polak czyta księgę.

Ostatnią, okropną kończymy koleje.
Przy jej końcu rzewna rozkosz nam się śmieje,
Przy jej końcu bozka pociecha nas czeka,
I nadludzka chwała — i wolność człowieka.

O! jest moc nad nami, silniejsza od Carów —
Rządzi nami, bracie, moc nieogarniona;
I cóż miliony dokażą Bojarów,
Jeźli nam przychylną ta moc niezwalczona?


W górę więc, o! w górę, po za czarne chmury,
Ślijmy, bracie, modły do Boga natury:
A on nam żywota jasny dzień przyśpieje,
A on nam swa Bozką uiści nadzieję!

Śliczny wstał pierwiosnek, i fijołek ożył!
I któż je w grobowcu nowem życiem darzy?
I któż śliczne barwy, kształty im utworzył,
W pośród niezliczonych natury ołtarzy?

O! jest, jest nad nami mądrość niepojęta:
W jej duszy jest Wolność przecudowna, święta —
Błagajmy, a i nam wiek nadpłynie wiosny,
Wznioślejszy nad buki, nad karpackie sosny.

W górę więc, o! w górę, po za mgliste chmury,
Wznieśmy oko, serce, kędy Bóg natury;
Bo on, i nasz bagnet, życia nam przyśpieją,
Bo on, i nasz bagnet, tylko nam Nadzieją!

Józef Meyzner.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Meyzner.