Opowieść dziadkowa o cudach jasnogórskich

<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Opowieść dziadkowa o cudach jasnogórskich
Pochodzenie Słówka. Zbiór wierszy i piosenek
Wydawca Księgarnia Polska B. Połonieckiego
Data wyd. 1913
Druk Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

OPOWIEŚĆ DZIADKOWA O CUDACH JASNOGÓRSKICH.

Melodya jak na str. 112



\relative c' {\clef treble
\key c \minor
\time 4/4
\tempo \markup { \medium \small \italic "Andante" }
g8 c4 d8 es16 es4.. |
f8 es d c d16 d4..\fermata |
g,8 c4 d8 es16 es4.. |
\break
f8 es d c d16 d4..\fermata |
d4 d8 d d4. b8 |
c c bes c d4 g, |
\tempo \markup { \medium \small \italic "molto rall." }
es'4. d16 c d8 c4.\fermata \bar "|."
}
[1][2]




Niekze to syćkie pierony zatrzasnom:
Wybrał się dziadek aż pod Góre Jasnom,
Myślał że grosik uzbira, tymczasem
Wrócił ciupasem.

Tego widoku dożył dziadek stary
W całem klasztorze nic jeno dziandary,
Sytkie osoby duchowne a święte
Pod klucz zamkniente.

Dziwne tu rzeczy bajom sobie ludy,
Że się tam działy straśne jakieś cudy:
Niby że ojce porobieły świeństwa
Gwoli męczeństwa.

................
................
................
........

Żył jeden z drugim piknie bez turbacyi,
Świątek czy piątek, przy godny kolacyi,
Bluźnił Imieniu Tego, co go stworzył
I cudzołożył.

Jeden nagorszy — patrzcie wymyśnika!
Chował pod sobą w sofie nieboszczyka,
Że jak bez tego na ty sofie grzeszy
To go nie cieszy.

Przeor też, mówiom, jucha jest morowa,
Ponoś co tydzień ziżdżał do Krakowa,
Jako że tu miał śtyry konkubiny
Same hrabiny.

Co jaki grosik na tacke się wśliźnie,
To go dzieliły ojce po starszyźnie,
A zaś do śkarbca każdy za swe grzychy
Miał dwa wytrychy.

Jak przyszło Xiędzu dla dobra klasztoru
Zatłamsić kogo, to mu bez jankoru
Póki ta zipie, własną dłonią leje
Świente oleje.

Codziennie rano, nabożnym zwyczajem,
Spowiadały się ojcaszki nawzajem
By chtóry trafił jak przyńdzie potrzeba
Prosto do nieba.

Różnie dopuszcza Bóg w mądrości swojej,
Ale to jakoś bardzo nie przystoi
Iżby siedziały w takiem świentem gronie
Same Pochronie.

Mnie złość już bierze, chociek dziadek świecki,
Cóż ta dopiro w grobie Xiądz Kordecki:
Musi go skręca od straśnej tertury
Zadkiem do góry.

Kogo Bóg kocha, tego i doświadcza,
Więc choć zgrzyszyła ręka świętokradcza
Módlmy się, bracia, by nasz zakon miły
Znów porósł w siły.

Iżby zapomniał Bóg o swy boleści
Trza mszów zakupić dziennie choć z czterdzieści:
Niech więc na tacke co ta chtóry może
Rzuci w klasztorze.







  1. Przypis własny Wikiźródeł W notacji poprawiony został błąd w druku, zamieszczono prawdopodobną wersję. Ostatnia nuta każdego z czterech pierwszych taktów w druku miała tylko jedną kropkę (przez co metrycznie jej długość nie wypełniała całego taktu). Drugą możliwością, prócz zapisanej, jest ta, że układ ostatnich dwóch nut w każdym z tych czterech taktów to ósemka i ćwierćnuta z kropką.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Nut w skanie tej strony nie ma; dołączone zostały ze str. 112 przez zespół Wikiźródeł.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Boy-Żeleński.