<<< Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Prus
Tytuł Orestes i Pylades
Pochodzenie Pisma Bolesława Prusa
tom V—VII
Szkice i obrazki
Wydawca Gebethner i Wolff
Data wyd. 1935
Druk Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom II
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
ORESTES I PYLADES.

Poznałem ich w restauracji, a kilka wyrazów sprawiły to, żem od razu do nich przylgnął. Po kolacji bowiem, gdy Orest zapytał Pyladesa: „Mój drogi, gdzie są papierosy?“ — ten mu je podał ze swojej cygarnicy. A w chwilę później Pylades rzekł do Oresta: „Czy ty wziąłeś portmonetkę?“ — „Ja“ — odparł Orest. — „No, to płać — zakończył Pylades — i idźmy do domu“.
Ludzie, którzy posiadają wspólne papierosy i portmonetę, zasługują na uwagę. W pierwszej chwili sądziłem, że to jacyś wyjątkowi bracia, lecz objaśniono mnie, że to tylko dobrzy znajomi.
— Bardzo dobrzy znajomi — dodałem w duchu i złożyłem im wizytę.
W drodze, ich wspólny przyjaciel powiedział mi, że gdy pewnego razu ktoś w złośliwy sposób odezwał się o dochodach Oresta, Pylades wyzwał go na pojedynek. Szczęściem Orest, dowiedziawszy się o zajściu, zaczepił swego oszczercę i zapowiedział, że — zabije go, jeżeli Pyladesowi spadnie bodaj włos z głowy.
Wobec tego oszczerca cofnął się i przeprosił obu przyjaciół.
Zapoznawszy się z tak wyjątkowymi ludźmi, odkrywałem w nich coraz nowe dowody wzajemnego przywiązania. Oto, co się trafiło zeszłego karnawału.
Byłem u Oresta w godzinie, w której wybierał się na maskaradową schadzkę. Już kazał przynieść bieliznę i balowy garnitur, gdy wszedł Pylades.
— Co ci jest? — zapytał go Orest, spostrzegłszy niezwykły odcień na twarzy przyjaciela.
— Mam schadzkę na maskaradzie — odparł zapytany — no, ale cóż... kiedy mi nie odnieśli fraka...
— Więc bierz mój... — zawołał Orest.
— Tak, ale w dodatku praczka nie oddała mi koszuli.
— Moja jest w tej chwili kupiona, niechże ci służy — dodał Orest i trochę pobladł.
— A tobie co?... — spytał zalękniony Pylades, patrząc przyjacielowi w oczy.
Orest milczał; zato ja się odezwałem:
— Ma schadzkę na maskaradzie.
— O, facecie! — zawołał Pylades, ściskając przyjaciela. — I ty myślisz, że ja w podobnych warunkach wziąłbym twój frak i koszulę?...
A widząc, że Orest nie zmienia zamiaru, dodał poważnie:
— Jeżeli nie chcesz, ażebym z tobą zerwał, ubieraj się i idź...
Orest zaczął się ubierać i śmiejąc się, rzekł:
— Pani Zofja ma szczęście, no, no!... A gotów byłem dziś nie dotrzymać jej placu.
— Pani Zofja?... — krzyknął Pylades.
Orest stanął przed nim jak posąg i przeszywając go wzrokiem, zapytał:
— Więc to ty miałeś się z nią, dziś zobaczyć?...
— No... tak! — odpowiedział Pylades tonem szlachetnej rezygnacji.
— Więc... ja zostanę w domu — rzekł Orest z mocą.
— Nie, zostaniemy obaj — odparł Pylades.
Przecz chwilę mierzyli się wzrokiem, lecz w końcu uścisnęli się za ręce i obaj zostali.
Nie mogłem pohamować wzruszenia i ucałowałem każdego pokolei. Przyjaźń ich wytrzymała najcięższą próbę.
Dziś — siedzą obaj w więzieniu, pod zarzutem, że fałszowali stemple. Orestes posiadał wyjątkowy talent do niepochwytnego wyskrobywania liter: K, O, P, a Pylades z nieporównanem mistrzostwem wypisywał litery: R, U, B.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Głowacki.