Panna do towarzystwa/Część druga/XXII

<<< Dane tekstu >>>
Autor Xavier de Montépin
Tytuł Panna do towarzystwa
Data wyd. 1884
Druk Drukarnia Noskowskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. La Demoiselle de compagnie
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XXII.

Podczas kiedy ten potworny spisek układał się, w pokoju baronowej, Raul de Challins, przyszedłszy do swej ciotki, po rozstaniu się z doktorem Gilbertem, został wprowadzony do salonu, w którym znajdowała się sama panna do towarzystwa.
Pobiegł ku niej, wziął jej ręce i przytulił je do ust.
Młoda dziewczyna miała oczy łez pełne.
— Genowefo, droga Genowefo... rzekł Paul z żywością — ty cierpisz!.. Wczoraj już w spojrzeniu twojem widniał smutek, dziś znajduję go smutniejszem jeszcze i twoje powieki są wilgotne... Co ci jest?
— Wielkie mam zmartwienie, mój przyjacielu... wyszeptało młode dziewczę.
— Co za powód tego zmartwienia?
— Zmuszona jestem grać komedyą ponad moje siły... Powinnabym mówić, a rozsądek nakazuje mi milczeć...
— Cóż więc się tu dzieje?
— Rzeczy bardzo ważne... Wczoraj pani de Garennes, urządziła się tak, aby mieć długą ze mną rozmowę.
— I cóż mogła mieć ci do powiedzenia?
— Chciała mnie skłonić do zaślubienia jej syna.
Raul wstrząsnął się cały.
— A więc Filip zwierzył się przed moją ciotką i ona pochwala jego zamiary!!
— Tak jest, i to czyni stanowisko moje w tym domu, odtąd do najwyższego stopnia przykrem i fałszywem... pomimo, że pokornie odmówiłam zaszczytu, jaki chciano mi uczynić, że zmuszoną byłam wyznać, że serce moje nie jest wolne, czuję się pod wpływem strasznego przymusu... i obawiam się...
— Obawiasz się, czego? — czyż nie wyznałaś mej ciotce naszej miłości?
— Strzegłam się tego uczynić... Aż do chwili twojej zupełnej rehabilitacyi, należy ukrywać to w tajemnicy... Gdybym powiedziała, twoja ciotka, jestem pewna, nie trzymałaby mnie dłużej u siebie. Otóż, nie chcę nic przyjąć od ciebie, mój przyjacielu, aż do chwili kiedy zostanę twoją żoną... a zanim to nastąpi, potrzebuję żyć i utrzymywać moich rodziców. Jestem więc gotowa znosić wszelkie cierpienia z odwagą! Gdybyś był nie zobaczył moich oczu wilgotnych od łez źle otartych, ukryłabym przed tobą mój smutek, choćby dla tego tylko, aby i ciebie również nie zasmucać!
— Ależ droga Genowefo, odrzekł Raul, to szaleństwo z twej strony nic chcieć nic przyjąć odemnie!! Uczucie przesadnej delikatności w błąd cię wprowadza!! Opuść ten dom... Najmij w oddalonej stronie Paryża małe mieszkanie, którego progu nie przestąpię nigdy bez twego upoważnienia, i pozwól zaopatrywać potrzeby tej, która wkrótce będzie wice* hrabiną de Challins...
— Odmówiłam i odmawiam jeszcze...
— Czy wątpisz o mnie?.. Nie wierzysz mojemu słowu?
— Nie bynajmniej, lecz dla ciebie samego, zarówno jak i dla mnie, chcę ażeby żadne podejrzenie nie zadrasnęło mego honoru... Dobre imię, bez plamy, to mój jedyny posag... pragnę przynieść go tobie nienaruszonym.
— Mam więc zostawić cię tu, gdzie nie możesz być szczęśliwą?
— Tak trzeba...
— Kiedy moja ciotka ofiarowała ci rękę Filipa, czy zdawała się być rozgniewaną po twojej odmowie?
— Zmartwioną ale nie rozgniewaną, a nawet umiała znaleść wzruszające słowa, składając hołd bezinteresowności, z jaką odepchnęłam tak nieoczekiwaną przyszłość, na którą nie zasługuję. — Pani de Garennes ma bardzo dobre serce, zrozumiała mnie... Jestem przekonana, że nigdy już nie będzie mówić o projektach, nie mogących dojść do skutku. — A zatem pozycya moja, choć tak fałszywa, jest jest jeszcze znośną, do czasu kiedy będziesz wolny, nie tym czasowo lecz stanowczo...
— A chwila ta wkrótce nastąpić musi, moja najdroższa... Filip podejmuje się mojej obrony z poświęceniem prawdziwie cudownem... Układa memoryał, który poparty niezbitemi dowodami, uczyni moją niewinność jasną jak słońce, nawet dla najbardziej uprzedzonych oczu...
— Widzisz więc, mój przyjacielu, że miałam słuszność prosząc cię, abyś nie wspominał o naszej miłości, ani ciotce ani panu Filipowi... Gdyby widział w tobie szczęśliwego rywala, nie byłby tak gorąco pracował nad twoją sprawą? Potrzebujesz pana de Garennes... Unikajmy obudzenia w nim zazdrości, która dla ciebie mogłaby mieć złe skutki. Czekajmy ze spokojem i zaufaniem... Mówiąc ci przed chwilą, że się obawiam, byłam szalona... Czegóż mam się obawiać?
Raul chciał przycisnąć do serca Genowefę, lecz przeszkodził mu odgłos kroków w sąsiednim pokoju.
Młoda dziewczyna, szybko usiadła i wzięła w rękę porzuconą robotę.
Pan de Challins udał się ku drzwiom salonu, w których ukazała się baronowa de Garennes i Filip.
— Jesteś już mój drogi chłopcze, rzekła baronowa, do młodego człowieka, podczas gdy Filip serdecznie ściskał go za rękę.. Czy dawno już tu jesteś?
— Kilka minut zaledwie moja ciotko.
— Na szczęście nie byłeś sam... Genowefa dotrzymała ci towarzystwa.
— Tak jest, moja droga ciotko i podziwiałem z jakim wdziękiem i zręcznością, panna Genowefa włada igłą.
— Panna Genowefa posiada wszystkie przymioty — zawołał Filip, — ale nie lubi, żeby jej o tem mówić.
Genowefa zarumieniła się.
— Zabrania entuzyazmu, mówił dalej Filip, i muszę się co do tego jej wytłómaczyć...
Młoda dziewczyna spojrzała na Filipa.
— Wytłómaczyć! mnie! wyjąknęła.
— Tak jest pani, ponieważ bez względu na dane słowo, prosiłem moją matkę, żeby po raz ostatni jeszcze udała się do pani...
Genowefa skrycie spojrzała na Raula, Raula, przed którym ukryć oświadczenie Filipa uważała przed chwilą za rozsądne.
Biedna dziewczyna drżała na całem ciele. Filip mówił dalej:
— Mam dla pani, najwyższy szacunek, a szacunek ten wzbudziło we mnie postąpienie pani — szczere wyznanie uczynione mojej matce, że serce pani nie należy już do niej. — Sytuacya nasza teraz jest jasną i szczerą... Utraciwszy wszelką nadzieję, potrafię nakazać milczenie mojej miłości, lecz jeżeli nie mogę uwielbiać pani jako narzeczonej, nie mniej przeto kochać cię będę jako siostrę. — Pozostań więc z nami jak możesz najdłużej... Pozostań pani, aż do dnia, w którym ten którego masz zostać żoną przyjdzie porwać panią z pośród nas.
Raul słuchał z głębokiem rozczuleniem słów swego kuzyna.
Cieszyły go te dobre słowa zwrócone do Genowefy, lecz dość miał panowania nad sobą i przytomności umysłu, ażeby udawać, że ich nie rozumie.
— Winien ci jestem rozwiązanie zagadki kochany Raulu, — rzekł Filip — i zaraz je będziesz miał.
Pragnąłem z panny Genowefy uczynić baronową de Garennes...
— Zasługiwała na to niewątpliwie, — wyjąknął pan de Challins z pomięszaniem nie do wypowiedzenia.
— Ale na nieszczęście nie jest już wolną, — mówił dalej młody adwokat — znajduję więc rozsądniejszem i bardziej uczciwem poddać się memu losowi, aniżeli walczyć z niepodobieństwem. — A teraz panno Genowefo bądź wspaniałomyślną i powiedz mi, że przyjmujesz moje tłómaczenie się i pozostańmy dobrymi przyjaciółmi.
— Oh! tak, dobrymi przyjaciółmi! zawołała młoda dziewczyna — dziękuję panu z całego serca.
Filip wziął rękę panny Genowefy i z szacunkiem uścisnął.
— Brawo! zawołała pani de Garennes. Zgoda, pokój, zjednoczenie zapanują, będę już tylko myśleć o przyprowadzeniu do skutku projektu który powzięłam.
— Projektu? zapytał Filip, grając ciągle komedyę.
— Tak jest... projektu którego może nie uznasz zarówno jak Raul, gdyż nie dozwoli on, tak często nam się widywać.
Genowefa i pan de Challins spojrzeli na siebie z niespokojnością:
Baronowa mówiła dalej:
— Zresztą macie interesa, które was zatrzymują w Paryżu, i pewno nie myślicie obadwaj, o używaniu roskoszy willegiatury.
— Więc opuszczasz Paryż moja ciotko? zapytał Raul z wzrastającym niepokojem.
— Tak, moje kochane dziecko, mam zamiar przepędzić na wsi resztę pięknych dni... Bardzo mi to dobrze zrobi... i Genowefie także... jak się spodziewam.
— I gdzie wyjeżdżasz moja matko? zapytał Filip.
— Nie daleko ztąd, do Bry-sur-Marnes, będę doglądać robotników, dokonywających reperacyi w mojej willi.
— Wszak to spacer! odrzekł adwokat. — Po pracy z Raulem pojedziemy przepędzić z wami parę godzin, aby odpocząć po naszych trudach...
— Otóż to właśnie... będziecie przywozić nam najświeższe paryzkie nowiny.
— Kiedy wyjeżdżasz moja ciotko?
— Pojutrze, jak się zdaje. — Od dziś zajmę się memi pakunkami.
Raul z Genowefą znowu zamienili spojrzenia.
Wyjazd ten był dla nich praw dziwem rozłączeniem. Zamiast widywać się co dzień, będą widywać zaledwie raz na tydzień, i myśl ta przyprowadzała ich do rozpaczy, lecz nie byli w możności wpłynąć na zmianę postanowienia baronowej.
Oznajmiono, że śniadanie jest podane i całe towarzystwo przeszło do sali jadalnej.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Xavier de Montépin i tłumacza: anonimowy.