Rękopis znaleziony w Saragossie/Dzień czterdziesty piąty

<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Potocki
Tytuł Rękopis znaleziony w Saragossie
Redaktor Jan Nepomucen Bobrowicz
Wydawca Księgarnia Zagraniczna (Librairie étrangère)
Data wyd. 1847
Druk F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lipsk
Tłumacz Edmund Chojecki
Tytuł orygin. Manuscrit trouvé à Saragosse
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tom V
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Rękopis znaleziony w Saragossie, dzień 45. Nagranie LibriVox w wykonaniu Niny Brown.
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
DZIEŃ CZTERDZIESTY PIĄTY.

Zebraliśmy się o zwykłej godzinie i prosiliśmy margrabiego aby raczył dalej opowiadać, co też uczynił w tych słowach:

DALSZY CIĄG HISTORYI MARGRABIEGO TORRES-ROVELLAS.

— Mówiąc wam o mojej niełasce, nie wspomniałem ani słowa co przez ten czas porabiała moja żona. Elwira z początku sprawiła sobie kilka sukien z ciemnych materyi, następnie odjechała do klasztoru którego klauzura od razu zmieniła się w salon do przyjmowania gości. Wszelako moja żona pokazywała się tylko z chustką w ręku i rozpuszczonemi włosami. Dowody tak niezmiennego przywiązania mocno mnie wzruszyły. Jakkolwiek uniewinniony, atoli tak dla formalności prawnych, jakoteż powolności wrodzonej Hiszpanom, musiałem jeszcze cztery miesiące przesiedzieć w więzieniu. Skoro tylko odzyskałem wolność, natychmiast udałem się do klasztoru margrabiny i przywiozłem ją do domu, gdzie powrót jej uświetnił wspaniały bal — ale jaki bal! sprawiedliwe nieba!
Tuskuli już nie było. Najobojętniejsi ze łzami w oczach ją wspominali. Możecie wyobrazić sobie moją boleść. Odchodziłem od zmysłów i nic do koła siebie nie spostrzegałem. Na szczęście, nowe i pochlebne uczucie wyrwało mnie z tego opłakanego stanu. Człowiek pierwszej młodości, obdarzony szczęśliwemi skłonnościami, pała chęcią odznaczenia się. W trzydziestym roku życia pragnie wziętości, później szacunku i poważania. Osiągnąłem te drugie i zapewne nie byłbym je pozyskał gdyby wiedziano o ile miłość mną powodowała. Tymczasem przypisywano moje postępki rzadkim cnotom popartym niepospolitą dzielnością charakteru. Do tego przyłączył się pewien rodzaj zapału, jakiego zwykle nie szczędzą dla tych, którzy przez jakiś czas kosztem własnego bezpieczeństwa zajmowali publiczną uwagę.
Wziętość otaczająca mnie w Mexyku, dała mi poznać wysokie przekonanie jakie o mnie powzięto i pochlebne jej hołdy wyrwały mnie z głębokiej rozpaczy w jakiej byłem pogrążony. Czułem że nie zasługiwałem jeszcze na tak powszechny szacunek, ale postanowiłem mu odpowiedzieć. Tak gdy znękani zmartwieniem, widzimy tylko posępną przyszłość przed nami, nagle opatrzność pieczołowita o nasze losy, rozpala niespodziewane światła, które znowu rozświecają nam drogę żywota.
Powziąłem więc zamiar zasłużenia sobie we własnem przekonaniu, na ten szacunek jakim mnie otaczano, otrzymałem udział w zarządzie kraju i wykonywałem moje obowiązki z czynną i dla wszystkich równą sprawiedliwością. Atoli stworzony byłem dla miłości. Tuskula żyła dotąd w mem sercu choć mi bolesną próżnię w życiu zostawiła. Postanowiłem ją zapełnić.
Przeszedłszy trzydziesty rok, można jeszcze doznać silnego przywiązania a nawet wzbudzić go, ale biada człowiekowi który w tym wieku chce mieszać się do młodzieńczych igraszek miłości. Wesołość nie ulatuje mu już na ustach, tkliwa radość nie błyszczy w oczach, mowa nie nagina się do tych czarownych niedorzeczności, szuka sposobów podobania się, a chociaż zręczniej umie używać środków, choć pojmuje i wybornie tłumaczy miłość, pomimo to jednak płocha i złośliwa czereda całym polotem skrzydeł ucieka od niego i szuka młodzieńczego grona. Nareszcie, jeżeli mam wam powiedzieć nie poetycznie, nie zbywało mi na kochankach, które odpłacały mi wzajemnością, ale czułość ich zwykle miała inne widoki na celu i jak możecie domyślić się, często opuszczała mnie dla młodszych. Takowe postępowania bodły mnie czasami ale nigdy nie martwiły. Jedne lekkie więzy, zmieniłem na drugie nie mniej ciężkie i śmiało wyznam że w stosunkach tych, więcej doznałem rozkoszy niż zmartwienia.
Moja żona zaczynała czterdziesty rok życia; hołdy jeszcze ją otaczały, ale były one bardziej wypływem szacunku; tłum cisnął się do jej rozmowy, ale nie ona już była jej przedmiotem. Świat jeszcze jej nie opuszczał, chociaż dla niej cały wdzięk już postradał.
Śród tego wice-król umarł. Moja żona zwykle przyjmowała w jego domu, teraz zapragnęła u siebie miewać gości. Lubiłem jeszcze w ówczas towarzystwo kobiet, z przyjemnością zatem pomyślałem, że bylem zszedł o jedno piętro niżej zawsze je znajdę. Margrabina stała się dla mnie jak gdyby nową znajomością, odkryłem w niej nowe przymioty i znowu promyk szczęścia oświecił moje życie.
Elwira zaszła w ciążę i obdarzyła mnie tem ukochanem dziecięciem które towarzyszy mi w tej podróży. Późny jednak połóg, wywarł zgubny wpływ na jej zdrowie. Rozniemogła się i wpadła w trawiącą gorączkę która zaprowadziła ją do grobu. Nowy ten cios znowu pogrążył mnie w niewypowiedzianej boleści. Margrabina była pierwszą moją kochanką i ostatnią przyjaciołką. Związki krwi nas łączyły, winienem jej był mój majątek, moje znaczenie; tyle razem przyczyn do opłakiwania jej straty. Tracąc Tuskulę, otoczony jeszcze byłem wszystkiemi złudzeniami życia. Margrabina zostawiła mnie samego, bez pociechy i w stanie znękania z którego nic nie mogło mnie wyrwać. Czas jednak zabliźnił nieco moje rany. Wyjechałem do moich majątków, zamieszkałem u jednego z moich wazalów, którego córka zbyt młoda jeszcze aby miała zważać na wiek, opromieniła jesień dni moich ostatniemi błyskami szczęścia.
Nareszcie wiek ściął lodem prąd moich zmysłów, ale czułość nie opuściła mego serca. Przywiązanie do mojej córki żywiej drga we mnie od wszystkich dawnych namiętności. Jedynem i ostatniem mojem życzeniem jest widzieć ją szczęśliwą i umrzeć na jej rękach. Nie mogę żalić się, drogie dziecie z swojej strony odpłaca mi jak najszczerszą wzajemnością. Los jej jest już zapewnionym, okoliczności jej sprzyjają, zdaje mi się że zabezpieczyłem jej przyszłość, o ile można zabezpieczyć ją komu na ziemi. Spokojnie choć nie bez żalu rozstanę się z tym światem, na którym, jak każdy człowiek, doznałem wiele smutku ale i szczęścia.
Oto jest cała historya mego życia. Lękam się aby was nie znudziła, tem bardziej że widzę tego oto Señora, który od chwili wolał oddać się jakimś wyrachowaniom. —
W istocie, Velasquez dobył tabliczki i pilnie coś obliczał.
«Przebacz mi Señor — odpowiedział nasz matematyk — opowiadanie twoje żywo mnie zajęło i na chwilę nie odwróciłem od niego uwagi. Postępując za tobą po drodze twego życia i widząc jak za każdym krokiem który czyniłeś naprzód, jedna i taż sama działalna namiętność utrzymywała cię śród twego losu i wspierała jeszcze przy schyłku twego istnienia, zdawało mi się że spoglądałem na liniję krzywą, która biegąc około swej osi, wedle raz danego jej prawa, zatrzymywała się przez chwilę koło środka tej osi, nareszcie zniżała stosunkowo do siły z jaką podnosiła się w górę.»
«W istocie — odparł margrabia — sądziłem że można było z przygód moich wyciągnąć naukę moralną, ale nigdy nie myślałem aby takowe dały ułożyć się w algebraiczne równanie.»
«Nie idzie tu o twoje Señor przygody — rzekł Velasquez — ale o życie ludzkie w ogólności, ale o dzielność fizyczną i moralną wzrastającą z wiekiem, zatrzymującą się na chwilę, potem zstępującą a tem samem identyczną z innemi siłami, czyli podległą tym samym prawom, to jest pewnemu stosunkowi między liczbą lat a miarą dzielności wznieconej przez stan duszy. Pragnę dokładniej się wytłumaczyć. Przypuśćmy że przestrzeń życia jest wielką osią elipsy, że wielka ta oś dzieli się na dziewięćdziesiąt lat wyznaczonych do przeżycia, że nareszcie mała oś tak jest daną iż nie przewyższa o dwie dziesiąte przedziałów od 40tu do 50u położonych w pewnej odległości od 45u. Uważajcie teraz że przedziały małej osi, wyobrażające stopnie dzielności, nie są wartościami tej samej natury jak części wielkiej osi, oznaczające lata ale jedynie czynnikami. Z natury więc elipsy, otrzymamy liniję krzywą, bystro się naprzód podnoszącą, zatrzymującą na chwilę prawie w miejscu, następnie zniżającą w stosunku pierwszego podnoszenia. Uważajmy więc chwilę przyjścia na świat jako początek wykładników gdzie X i Y równają się jeszcze zeru. Rodzisz się Señor i po upływie jednego roku wykładnik twój jest 31/10 miary użytej na wielką oś. Następne wykładniki nie będą już miały trwałości 31. Ztąd różnica od zera do istoty zaledwie jąkającej o pierwiastkach pojęć, jest daleko znaczniejszą od każdej innej.
Człowiek w dwóch, trzech, czterech, pięciu, sześciu, siedmiu latach, ma za wykładniki swojej dzielności 47/10, następnie 57/10, 65/10, 73/10, 79/10, 85/10, których różnice są: 16. 11. 3. 3. 6. 6.
Wykładnik 14/10 i 51/10 jako też summa różnic jest tylko 30. W czternastym roku życia, człowiek zaczyna być dopiero młodzieńcem, jest nim jeszcze w 21, summa jednak różnic przez te siedm lat wynosi tylko 19, od 21 zaś do 26 roku, 14. Przypominam wam że moja krzywa linja wyobraża tylko życie tych ludzi, których namiętności są umiarkowane, i którzy są najdzielniejszymi przeszedłszy czterdziesty rok i zbliżając się do czterdziestego piątego. Dla ciebie Señor, w którego życiu miłość była głównym działaczem, największy wykładnik powinien był przypaść przynajmniej o dziesięć lat wcześniej, tak około trzydziestego a trzydziestego piątego roku życia. Musiałeś atoli wznosić się stosunkowo szybciej. W istocie, największy twój wykładnik przypadł na 35 rok i odpowiada 70 podziałom wielkiej osi. Ztąd też wykładnik czterech lat, który u człowieka umiarkowanego wynosił 115/10 u ciebie był 127; wykładnik 21 lat, zamiast 134 u ciebie czynił 144. Natomiast w 42 roku życia, człowiek umiarkowany podnosi swoją dzielność, Señor zaś już ją zniżasz.
Racz na chwilę jeszcze zwrócić całą twoją uwagę. W 14 roku życia, kochasz młodą dziewczynę, przeszedłszy 21 lat życia stajesz się najlepszym z mężów. W 28 roku, pierwszy raz wyraźnie się przeniewierzasz, ale kobieta którą kochałeś ma wzniosłą duszę, ogarnia zapałem twoją i w 35 roku zaszczytnie występujesz na widownię towarzystwa. Wkrótce jednak, przychodzi ci popęd do miłostek, doznany już w 28 roku, którego wykładnik równa się wykładnikowi 42.
Następnie, znowu stajesz się dobrym mężem jakim byłeś w 21 roku, którego wykładnik równa się wykładnikowi 49. Nareszcie wyjeżdżasz do jednego z twoich wazalów, gdzie zapalasz się miłością ku młodej dziewczynie, takiej jaką kochałeś w 14 roku, którego wykładnik równa się wykładnikowi 56. Upraszam cię jednak mości margrabio abyś nie myślał, że dzieląc wielką oś twojej elipsy na siedmdziesiąt części, ograniczam twoje życie tylko do tej liczby lat. Przeciwnie, możesz bezpiecznie żyć dziewięćdziesiąt a nawet więcej, ale w takim razie wykładniki będą zastosowane do teoryi o linji krzywej zwanej łańcuchową.»
To mówiąc Velasquez powstał, strasznie wywijał rękami, porwał szpadę, zaczął kreślić nią linije na piasku i zapewne byłby nam wyłożył całą teoryę o linijach krzywych zwanych łańcuchowemi, gdyby margrabia równie jak i reszta towarzystwa mało ciekawa dowodzeń naszego matematyka, nie była prosiła o pozwolenie udania się na spoczynek. Sama tylko Rebeka pozostała. Velasquez bynajmniej nie zważał na odchodzących, dość mu było na pięknej żydówce, jął więc przed nią dalej wykładać swój system. Długo mu się przysłuchiwałem, aż nareszcie zmęczony massą naukowych wyrażeń i liczb, do których nigdy nie miałem szczególniejszego upodobania, nie mogłem oprzeć się snowi i poszedłem na spoczynek. Velasquez ciągle dalej rozprawiał.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Jan Nepomucen Bobrowicz, Jan Potocki i tłumacza: Edmund Chojecki.