<<< Dane tekstu >>>
Autor Gabrjela Zapolska
Tytuł Stara-maleńka
Pochodzenie Upominek. Książka zbiorowa na cześć Elizy Orzeszkowej (1866-1891)
Wydawca G. Gebethner i Spółka, Br. Rymowicz
Data wyd. 1893
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków – Petersburg
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część II
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
STARA-MALEŃKA.


...Wyciągnęła małe wychudłe ramię. Ciężka bransoleta zwieszała się dokoła pożółkłej anemicznej skóry. Na trzecim palcu lewej ręki tkwił pierścionek pretensjonalny, długa marquise’a z pasterką wyemaljowaną na bladoliljowem tle nieba. Zafryzowana grzywa przysłaniała nizkie uparte czoło, oczy niespokojne, przedwcześnie zbudzone, miały chwilami wyraz właściwy kobiecie poszukującej przygód. Szyja wązka, niezdrowa, przecięta już żyłami i zżółkła, tonęła cała w koronkach, przysłonięta okrągłą brodą, zmysłową i ciągle ruchliwą. Usta duże, wilgotne, bezustannie przygryzane, czerwone były i spękane od złej, wewnętrznej gorączki, nos rozdęty, trywialny, rozkładał się wśród policzków wybladłych, z ciemnemi podkowami pod oczami zsiniałych.
W sztucznem oświetleniu wielkiej hali restauracyjnej, dziecko to — zaledwie siedmioletnie, miało w sobie już rozwiniętą całą przewrotność wyrafinowanej kokietki, biorącej chleb dwoma palcami, a trzymającej lekko w górę uniesiony piąty palec, zaostrzony długim wyszlifowanym paznokciem.
Z pod wielkich skrzydeł blado-zielonego kapelusza spoglądała na prawo i lewo, przymrużając oczy, wydymając klatkę piersiową, robiąc efekta bioder, ściśniętych w fałdy szerokiej jedwabnej szarfy.
Przegięta na krześle, na którem klęczała, miała w sobie gracją baletnicy opartej plecami o szarfę gazową, a drobne rączki wyciągnięte naprzód zdawały się szukać czegoś w przestrzeni.
Naprzeciw niej, matka, zupełnie correcte, ubrana czarno w ciemnej wełnie, z rękawami długiemi i w kapeluszu zeszłorocznym, jadła powoli, systematycznie, krając petit suisse na drobne kosteczki i obsypując je cukrem.
Tymczasem, dziecko, pod wpływem gorąca, gryzących sosów i wina nabrało sztucznych rumieńców; drobny język wśród rzadkich ząbków przesuwał się z uporem.
Stara-maleńka piła wino czyste i powoli dobierała się do karafki koniaku. Przez ten czas kokietowała zawzięcie na prawo i na lewo, poprawiając niedbałym ruchem bufy swych suto marszczonych rękawów.
Teraz już matka obiad skończyła i patrzyła w okno, na bulwary, które stały się jasno oświeconą smugą po za szklaną przegrodą. Dziewczynka kołysała się na krześle, wpatrzona, jak w tęczę, w jakąś blodynkę dzwoniącą frendzlami dżetów przy sąsiednim stole.
We wzroku tym była pożądliwość wielka, chęć dojścia jak najprędzej do wieku, w którym gorset klatkę piersiową ściskać zacznie a souliers Molière, nogi ugniatać będą.
Stara-maleńka jednak, skrzydeł dziecinnych się pozbywszy, uśmiechu dziecinnego nie znając, w świetle elektrycznem skąpana, powoli na krześle się kołysze i zamiast woni zdrowej pól i łąk gencjaną porosłych, zapach tłustych potraw, ostrych serów, werweny i muguet’u w siebie chłonie, podniecona, zgorączkowana, zestarzała u życia progu.


Paryż.Gabrjela Zapolska.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska.